skipbeatopowiadania.jun.pl Strona Główna

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Statystyki RejestracjaZaloguj Album Download

Image and video hosting by TinyPic

Poprzedni temat «» Następny temat
Jeszcze tylko raz
Autor Wiadomość
Hitori 


Dołączyła: 03 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-05-04, 20:00   Jeszcze tylko raz

Witajcie. Choć jestem świeżo zarejestrowanym użytkownikiem, to bywam na forum od dłuższego czasu. I nie mam pojęcia, co mnie podkusiło, żeby napisać coś swojego. Nie mam na tyle elastycznej wyobraźni, ani przede wszystkim odwagi, żeby zacząć od fanfika, jednak w mojej głowie urodził się pewien pomysł.
Na wstępie przepraszam za wszelkie błędy, wypaczenia itp. Umieszczanie tu moich wypocin to śmiałe posunięcie i zdaję sobie sprawę, że nie dorastam do pięt obecnym tu bardziej utalentowanym i doświadczonym autorkom. Jestem typowym umysłem ścisłym, więc wszelkie czynności wymagające użycia prawej półkuli mózgowej są u mnie skazane na porażkę, dlatego z góry proszę o wyrozumiałość.
No i tyle. Koniec trucia. Wrzucam rozdział nr 1. Niech się dzieje wola nieba...
 
     
REKLAMA 

Dołączyła: 03 Maj 2014
Posty: 259
Poziom: 0
HP: 0/0
 0%
MP: 0/0
 0%
EXP: 0/0
 100%
Wysłany: 2014-05-04, 20:07   

 
     
Hitori 


Dołączyła: 03 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-05-04, 20:07   

UWAGA: Wszelkie podobieństwo (lub nie) do postaci prawdziwych (lub nie) jest zupełnie niezamierzone i przypadkowe (lub nie) ;-)


ROZDZIAŁ I

"Zejdź wreszcie na ziemię!" - te słowa znów dudniły echem w jego głowie. To zdarzało się coraz częściej. Spojrzał przed siebie i ujrzał zmęczoną, smutną i znękaną twarz. Zupełnie niepodobną do tej, którą dobrze znał. Łagodne niegdyś rysy nabrały ostrości. Z ciemnych oczu zniknął dawny błysk, zastąpiony zmęczeniem. Delikatny rumieniec towarzyszący szczeremu uśmiechowi również musiał ustąpić szarości. Nawet włosy, zwykle zadziornie sterczące we wszystkich kierunkach, teraz opadły, jakby zrezygnowane. Ta twarz... Wydaje się, że jeszcze nie tak dawno promieniała pewnością siebie i radością życia. Jak to się stało, że miast sympatii zaczęła budzić współczucie? Kim stała się osoba, na którą teraz patrzył? Jak to możliwe, że tym razem widział przed sobą jedynie człowieka złamanego? Lustro było dziś naprawdę bezlitosne.
Spuścił głowę i oparł czoło na splecionych dłoniach. Dlaczego? Dlaczego mimo tylu godzin, dni, miesięcy spędzonych na pracy, nie udało mu się osiągnąć tego, o czym marzył. Od dziecka wiedział, jak powinna wyglądać jego przyszłość. Przecież to było jego powołanie. Był do tego stworzony. Miał talent.
Przynajmniej tak mu się wydawało. Czyżby to wszystko było tylko złudzeniem? Może ONI mają rację. Może całe jego życie było iluzją. Może rzeczywiście powinien się poddać, wywiesić białą flagę i opuścić mury swojego wyśnionego zamku. Może to nie on był prawowitym następcą, a jedynie uzurpatorem niegodnym kroczyć po marmurowych posadzkach pałacu Kaliope. Może muza go okłamała. Może jedynie się z niego naśmiewała; tak łatwo uwierzył w to, że jest jej wybrańcem. Może ten zamek był tak naprawdę jedynie więzieniem.
Jeszcze niedawno myślał o sobie jako o twórcy. Artyście. Czyżby sam siebie oszukiwał? Więc dlaczego jego intuicja nieustannie podpowiadała mu, że to jest dobra droga. Że nie powinien zważać na drobne niepowodzenia i przeciwności, zapomnieć o lekceważącym go otoczeniu, zacisnąć pięści i nie zbaczać z obranej ścieżki.
Spojrzał w lustro raz jeszcze. Białka oczu poczerwieniały mu ze zmęczenia. Zdjął okulary i przetarł powieki. Niewyraźny i lekko rozmazany obraz przed nim znowu przypominał mu dawnego siebie. Twarz odbita w srebrnej szklanej tafli zdawała się mówić:
- Czy naprawdę tak niewiele trzeba było, żeby cię złamać? Tak łatwo chcesz porzucić nasze marzenia i zaprzepaścić tyle lat pracy... Jeśli rzeczywiście bez mrugnięcia okiem spisujesz na straty wszystko, co do tej pory udało ci się stworzyć, bo zaufałeś kilku nieprzychylnym komentarzom z ust osób, które nie raczyły nawet poświęcić minuty, by przeczytać kilka linijek twojego dzieła lub by w choćby niewielkim stopniu zrozumieć twoją pasję, to chyba pora wezwać egzorcystę. Musiałeś zostać opętany. Nie możesz być mną. Ja bym się nie poddał bez walki.
"Co za bezczelny gówniarz! Śmie sugerować, że jestem tchórzem. Że idę po linii najmniejszego oporu. Gdyby miał o czymkolwiek pojęcie... Gdyby wiedział, jakie to trudne i przez co do tej pory przeszedłem, odszczekałby wszystko co do joty".
- Walczyłem! Próbowałem. I nic. Wszędzie, gdzie bym nie poszedł, odprawiano mnie z kwitkiem. Nie dali mi nawet cienia szansy. Żaden z moich scenariuszy nie trafił na ekran. Moja firma długo się nie utrzyma na samych drobnych zleconkach. A dopóki się nie wybiję, to na inne nie mam co liczyć. To jakieś błędne koło. - Chwila... Czy on właśnie zaczął gadać z lustrem? Nie jest dobrze. Tu nie egzorcysty potrzeba, ale raczej psychiatry.
- Nie poznaję cię. Czy jesteś naprawdę aż taki głupi, czy po prostu naiwny?
- Hola, hola! Radzę uważać z epitetami. Przypominam, że rozmawiasz ze sobą, więc może by tak więcej szacunku. Zwłaszcza w stosunku do starszych...
- Wybacz, ale to ty zachowujesz się jak dzieciak. Pokazujesz psu tęczę i chcesz żeby się zachwycił kolorami? Niezbyt to rozsądne, nieprawdaż? Sądziłem, że stać cię na więcej. Pamiętasz, co powiedział Einstein o szaleństwie?
Oczywiście, że pamiętał: "Robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów". Czyżby stanowił namacalny dowód prawdziwości tego stwierdzenia?
- W takim razie co mam zrobić? Skąd mam wziąć pewność, że naprawdę potrafię pisać, a nie jestem jakimś szalonym grafomanem. Komu mogę zaufać w tej kwestii, skoro nie ufam nawet sobie?. - odparł, choć ten "wewnętrzny" dialog z minuty na minutę stawał się coraz dziwniejszy.
- Zastanówmy się... Hmm, na czyim zdaniu najbardziej by nam zależało? Czy jest ktoś, kto zawsze budził nasz podziw i respekt jako twórca? - Lustrzana postać mrugnęła porozumiewawczo, naprowadzając swoją starszą wersję na jedyne słuszne rozwiązanie.
- Trójka Wspaniałych! Oczywiście! - olśniło go, po czym zaczął rozważać na głos ten pomysł. - Gdyby któryś z nich obiektywnie ocenił moją pracę, to bym mu uwierzył. Nieważne czy prawda okazałaby się bolesna. Tylko ich zdanie mógłbym uznać za decydujące. - Trójka Wspaniałych to termin, który ukuł dawno temu, ale nadal się nim posługiwał myśląc o swoich ulubionych twórcach. O tych, którzy od samego początku stanowili dla niego niedościgniony wzór. Nieprzypadkowo było ich trzech, ponieważ byli niczym Trójca Przenajświętsza. A każdy był genialny na swój własny, indywidualny sposób. - Tylko że jeden z nich już nie żyje. Drugi, z tego co mi wiadomo, wyjechał na stałe do Ameryki.
- Ale pozostał jeszcze jeden... Sagishi Fumeru. I podobno nadal mieszka w Tokio. Nie żebym, coś sugerował...
- OK. Zrobimy tak: za wszelką cenę muszę się spotkać z Sagishi-sensei i przekonać go, żeby przeczytał coś mojego. A wówczas niech się dzieje, co chce. Jeśli ON uzna, że jestem do kitu, to trudno, wtedy się poddam. Ale jeśli będzie inaczej, już nigdy w siebie nie zwątpię. Nie zwątpię w nas.
- No! Teraz mówisz jak ja! - Odbicie rzuciło ostatni komentarz i lekko się rozmyło. Teraz w lustrze widział znowu obecnego siebie. Nadal wyglądał na zmęczonego, ale nie był już zrezygnowany. O nie. Teraz z jego twarzy biła dawna determinacja. To było to, czego potrzebował.
Nie podda się. Musi się upewnić. Musi spróbować jeszcze raz. Jeszcze tylko raz.

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

- Moshi, moshi. Cześć Yoriko. - Na ruchliwej ulicy w pobliżu dworca Shinjuku niewysoka dziewczyna przystanęła, żeby odebrać telefon od najlepszej przyjaciółki. Chwilę wcześniej upuściła ciężką brązową walizkę oklejoną kolorowymi obrazkami. Jeden z nich, centralny, przedstawiał gromadkę szczeniąt radośnie krążących wokół stylizowanego napisu "Akari Haru", będącego zarazem nazwiskiem właścicielki bagażu.
- Tak, przed chwilą dojechałam. Właśnie szukam jakieś taksówki, bo najwyraźniej czeka mnie jeszcze kawał drogi do domu Kazekita-san. Ale nie zamierzam narzekać. I tak miałam dużo szczęścia. - Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie mimo kropelek potu spływających po jej czole. To prawda. Rzeczywiście to niebywałe szczęście, że akurat teraz u siostry jej sąsiadki zwolnił się pokój. Poprzednia lokatorka niespodziewanie zakomunikowała, że wychodzi za mąż i wkrótce się przeprowadza, wprawiając w konsternację panią Kazekita i zmuszając ją do znalezienia w niedługim czasie kogoś nowego na jej miejsce. Starsza kobieta po śmierci męża została sama w zbyt dużym dla niej jednej domu. Potrzebowała kogoś nie tylko do pomocy przy zwykłych pracach domowych, ale przede wszystkim do towarzystwa. Choć do tego dumna kobieta na pewno nigdy by się nie przyznała. Już i tak cudem było, że się zgodziła wynająć komuś pokój. Jej zaniepokojona siostra zasugerowała takie rozwiązanie, ale musiała użyć całego swojego daru perswazji, żeby przekonać wdowę do swojej propozycji. Sama nie była w stanie pomóc. Miała zbyt wiele obowiązków we własnym zatłoczonym domu, żeby wyjechać do Tokio. I kiedy wreszcie udało się znaleźć młodą studentkę, którą zaakceptowała Kazekita-san i która wydawała się godna zaufania, ta po zaledwie paru tygodniach wycięła taki numer. Gdy sąsiadka opowiedziała Haru całą sytuację, dziewczyna uznała, że to chyba uśmiech niebios. Nie musiała nawet szukać sobie nowego lokum, bo to pojawiło się samo. Jakby maczała w tym palce (a raczej płetwy) jakaś złota rybka.
- Hi, hi. Jeśli to szczęście będzie mi nadal dopisywało, to nie powinnam też mieć problemu ze znalezieniem pracy. W tej chwili szacuję, że natrafię na świetną ofertę za jakieś pięć... cztery... trzy... dwa... jeden... Cóż chyba nie można mieć wszystkiego. - dziewczyna kontynuowała rozmowę z przyjaciółką. - Tak, ja też już za tobą tęsknię. Ale rozumiesz, że zwyczajnie musiałam wyjechać. Tam wszystko mi o nim przypominało. To było nieznośne. - W jej wzroku na chwilę pojawił się cień, ale niemal natychmiast musiał ustąpić miejsca poprzedniemu radosnemu blaskowi. - Natomiast jak już się urządzę, to liczę, że będziesz mnie często, odwiedzać. Czekaj Yoriko, kończę, bo chyba widzę jakąś taksówkę. Porozmawiamy wieczorem. - Ledwo zdążyła się rozłączyć i już machała ręką, dając znak kierowcy, żeby się zatrzymał. Zadowolona, że nie musi już dźwigać ważącego chyba z tonę bagażu, podała swój adres docelowy i rozsiadła się wygodnie na tylnym siedzeniu. Zauważyła leżącą na podłodze gazetę. Prawdopodobnie wypadła ona poprzedniemu pasażerowi, a ponieważ jazda miała jeszcze nieco trwać, Haru postanowiła przejrzeć magazyn. Nie zainteresował jej żaden z zamieszczonych artykułów, więc szybko przekartkowała niemal całe czasopismo docierając do działu z ogłoszeniami. A tam jej uwagę zwrócił jeden szczególny anons.
- Ha! Ja na serio jestem urodzona pod szczęśliwą gwiazdą! - Zakrzyknęła unosząc rękę w geście triumfu, po czym zakreśliła flamastrem rzeczone ogłoszenie i wsunęła gazetę do torby. Kierowca z zaciekawieniem spojrzał na nią w lusterku, ale nie skomentował jej wyskoku. Lata doświadczeń nauczyły go, że nie nie ma sensu wdawać się w dyskusje z niepoczytalnymi pasażerami. A ta dziewczyna do normalnych najwyraźniej nie należała.
 
     
Hitori 


Dołączyła: 03 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-05-04, 20:09   

Dziękuję wszystkim czytelnikom, którym udało się przebrnąć przez pierwszy rozdział. Nie wiem czy jest sens się dalej wysilać i pisać ciąg dalszy, czy lepiej zrobić coś dobrego dla literatury, porzucić ten projekt i zapaść się pod ziemię. Dlatego przygotowałam małą sondę z jednym prostym pytankiem:
Czy zamierzasz czytać ciąg dalszy "Jeszcze tylko raz"?
A. Zdecydowanie tak. (już mnie wciągnęło, jestem ciekaw(a) co będzie dalej)
B. Raczej tak. (może być, Szekspir to to nie jest, ale z braku laku...)
C. Może. (nie wiem, odpowiem później)
D. Raczej nie. (to nie moja bajka, ciężko mi było przebrnąć nawet przez parę akapitów)
E. Zdecydowanie nie. (dno, porażka, żenada)


Otwieram głosowanie. Głosy (tajne lub jawne) przyjmuję do odwołania (czyli do chwili kiedy ilość głosów na NIE zmusi mnie do zaprzestania tworzenia tego opo). Będę wdzięczna za Waszą szczerość i postaram się wziąć na klatę słowa nawet najgorszej krytyki.
 
     
Dahilia 


Wiek: 22
Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Skąd: Świebodzin
Poziom: 35
HP: 313/3484
 9%
MP: 1663/1663
 100%
EXP: 56/130
 43%
Wysłany: 2014-05-04, 20:22   

Powiem ci tak. Nie ważne czy liczba głosów na nie będzie większa czy na tak. Zawsze jest sens pisania ponieważ kształcimy siebie, swoją osobowość i swój charakter. Ja też jestem umysłem ścisłym a jednak nie martwię się tym i piszę dalej ; p.

Ps: Pisz nie zważając na opinie innych, pisz tak jak ci dusza gra ; p
 
     
Star 


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Kwi 2014
Posty: 636
Poziom: 23
HP: 36/1225
 3%
MP: 585/585
 100%
EXP: 3/65
 4%
Wysłany: 2014-05-04, 20:25   

Pieszczoch, nawet mnie zmotywowałaś :D
Zgadzam się z Tobą całkowicie. ^^

Mi się podoba i chętnie przeczytam co będzie dalej.
_________________
.: Hope dies last :.
 
     
Dahilia 


Wiek: 22
Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Skąd: Świebodzin
Poziom: 35
HP: 313/3484
 9%
MP: 1663/1663
 100%
EXP: 56/130
 43%
Wysłany: 2014-05-04, 20:26   

O.o tego się nie spodziewałam ale nie spamujmy tu ; p
 
     
Star 


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Kwi 2014
Posty: 636
Poziom: 23
HP: 36/1225
 3%
MP: 585/585
 100%
EXP: 3/65
 4%
Wysłany: 2014-05-04, 20:29   

to właź na skepja ^^
_________________
.: Hope dies last :.
 
     
zamek1989 
Vice Administrator- ^^-Pancia


Wiek: 29
Dołączyła: 22 Sty 2014
Posty: 1366
Skąd: Z nieba XD
Poziom: 31
HP: 177/2536
 7%
MP: 1211/1211
 100%
EXP: 86/104
 82%
Wysłany: 2014-05-04, 20:30   

Hitori,
A. Zdecydowanie tak. (już mnie wciągnęło, jestem ciekaw(a) co będzie dalej)

Baaardzo mi sie podobało i pisz dalej jest super uwierz że każdna znas mysli zawsze o swoim opowiadaniu w negatywny sposób tak to już jest pisz dalej i twórz :D my wszystkie chętnie tu poczytamy witamy w gronie złych duszków:D może napiszesz też kiedyś coś o Skip Beat bo ostatnio ten temacik został troszkę zaniedbany:D nooo ale opowiadanie baaardzo mi się podobało więc ja będę je napewno czytac i czekam na dalszą część.
Pozdrawiam:D
_________________

 
     
Elmirka2 


Dołączyła: 15 Gru 2013
Posty: 906
Skąd: Piaseczno
Poziom: 26
HP: 81/1637
 5%
MP: 781/781
 100%
EXP: 67/78
 85%
Wysłany: 2014-05-04, 21:39   

Hitori!
Twoje opowiadanie zaciekawiło mnie baaardzo i na prawdę bardzo bym chciała przeczytać co będzie dalej. Ponieważ moja pokręcona wyobraźnia zaczęła już pracować, mam kilka teorii co do dalszego rozwoju wydarzeń. Błagam! Pozwól mi poznać prawdziwy ciąg dalszy tej historii. Więc, podsumowując:
Jestem stanowczo na TAK, czyli przyznaję Ci ocenę A

Poza tym, zgadzam się totalnie i absolutnie z Dahilią. Nie patrz na to, co mówią inni. Ważne jest, abyś Ty czuła się z tym opowiadaniem dobrze. Ja sama miałam nie mniejsze obawy co do mojego opowiadania. Jednak moje Przyjaciółki z tego forum pokazały mi (dość boleśnie i łopatologicznie wręcz ;) ), że to co piszę ma sens i zawsze jest ktoś, dla kogo warto jest kontynuować to co robisz. Sama nie wiem kiedy, ale w końcu zaczęłam utożsamiać się ze swoim opowiadaniem i nim żyć. Teraz jestem na serio zadowolona, że nie przestałam pisać. Wierz mi (lub nie), ale to na serio daje satysfakcję!
Pisz Kochana, pisz. Nawet jeśli nikt więcej by nie czytał, to pisz dla mnie. Ja chcę poznać ciąg dalszy. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.
Kiedy będzie next??
_________________
nieudacznik literacki
 
     
Hitori 


Dołączyła: 03 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-05-04, 22:08   

Dzięki za wszystkie motywujące słowa :-) Spełniły swoje zadanie - póki co decyzja jest taka, że rozdział nr 2 się ukaże.
Nie wiem jeszcze kiedy, bo pisanie skutecznie opóźniają wydarzenia z Sheffield. Ale może się uda mi znaleźć trochę czasu i mam nadzieję, że skończę w ciągu tygodnia.
 
     
Sesiva 
Junior Grouchy Smurf


Wiek: 30
Dołączyła: 22 Sty 2014
Posty: 924
Skąd: Poznań
Poziom: 27
HP: 89/1795
 5%
MP: 857/857
 100%
EXP: 7/83
 8%
Wysłany: 2014-05-05, 05:50   

odpowiadam A. Zdecydowanie tak. (już mnie wciągnęło, jestem ciekaw(a) co będzie dalej)

chce wiedzieć co bedzie dalej! naprawde wciagający i ciekawy wstęp, szczególnie monolog mi sie strasznie podobał
uwierz również w swoje umiejetnosci pisarskie! bo są b. dobre.
co jeszcze mogę napisać?

WINCYJ
_________________
W morzu dusz
nic nie jest rzeczywiste...
 
     
Seiti1008 


Dołączyła: 25 Kwi 2014
Posty: 658
Skąd: Łódź
Poziom: 23
HP: 36/1225
 3%
MP: 585/585
 100%
EXP: 25/65
 38%
Wysłany: 2014-05-05, 08:05   

Bardzo dobry tekst, nawet jakbym chciała się doczepić to nie mam do czego. Czułam się jakbym czytała fragment książki. Pisz dalej!
 
     
Hitori 


Dołączyła: 03 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-05-18, 20:23   

ROZDZIAŁ II

- Pamiętasz, że za godzinę mają przyjść kandydaci? - Shota Miyazaki z niepewną miną zapukał do gabinetu szefa i przypomniał mu o zbliżającej się wielkimi krokami pierwszej w historii ich firmy rekrutacji.
Sam nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Kilka dni temu jego przyjaciel ze studiów, a teraz preses i jedyny współpracownik, zakomunikował, że rozpoczynają nowy, ambitny projekt. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że ten “projekt” był pomysłem nie dość że zupełnie niespodziewanym, to jeszcze kompletnie szalonym. Jego autor musiał kompletnie zwariować. Nie ma innego wytłumaczenia. Zwykle siedział zamknięty w swoim gabinecie i pracował nad kolejnym scenariuszem, ale jakiś tydzień temu stwierdził, że musi wyjść i zostawia firmę pod opieką Shoty. Po czym dodał, że wróci dopiero, jak załatwi pewną ważną sprawę. Nie pojawił się przez następne trzy dni, a kiedy wreszcie przyszedł, wyskoczył z tym kosmicznym wymysłem, w znacznym stopniu odbiegającym od profilu ich działalności. Co więcej, nie była to jedynie lekka sugestia - on już podjął decyzję i nie dał jej sobie wyperswadować, z miejsca uciął wszelkie dyskusje. Prawda, że był w ostatnim czasie nieco przygnębiony, ale chyba nie na tyle, żeby zupełnie stracić zdrowy rozsądek. Tu musiało chodzić o coś więcej. Tylko o co?
- Oczywiście, że pamiętam. - odpowiedział szef, po czym podał Miyazakiemu kartkę papieru. - Proszę, skseruj ten formularz i niech każdy z nich go wypełni. Acha, i powiedz im, żeby zostawili próbki swoich prac i że odezwiemy się w ciągu tygodnia.
- I to wszystko? Nie zamierzasz z nimi nawet porozmawiać?
- A po co? Szukam rysownika, a nie partnera do konwersacji.
Shota spojrzał ze zdziwieniem na przyjaciela, ale spostrzegł, że tamten jest śmiertelnie poważny i do tego nieco podirytowany, więc nie zadał nawet jednego z tysiąca pytań, które kłębiły mu się w głowie. Zamknął drzwi jeszcze bardzie skonfundowany niż chwilę temu i wrócił do swoich obowiązków.
Tymczasem mężczyzna w sąsiednim pomieszczeniu uznał, że skoro i tak mu przerwano pracę, to może sobie pozwolić na chwilkę odpoczynku. Odepchnął się od biurka, podjeżdżając fotelem bliżej okna. Spojrzał na świat za szybą. Dzień był mglisto szary, a widok ponury i nieciekawy. Odchylił więc głowę do tyłu i przymknął oczy. Zastanawiał się, jakie okoliczności doprowadziły go do sytuacji, w której musiał postawić wszystko na jedną kartę. A najgorsze, że na szali kładł nie tylko swoją przyszłość. Nie tak to wszystko miało wyglądać.
Absolutnie niewiarygodne, że osoba tak znana i popularna jak Fumeru Sagishi, praktycznie celebryta, może być aż tak niedostępna. Starał się z nim skontaktować setki razy, na wszelkie możliwe sposoby: pisemnie, mailowo, telefonicznie. Jednak wszystkie te próby zakończyły się fiaskiem. Rozważał, czy nie łatwiejsza by była komunikacja z pozostałymi dwoma reprezentantami Trójki Wspaniałych. Teraz był niemal pewien, że prościej by było się wybrać do Stanów, a nawet skontaktować z zaświatami. W końcu zdesperowany udał się do wytwórni, z którą był związany Sagishi. Zapytał o niego elegancką, lecz wyglądającą na niezbyt sympatyczną panią siedzącą w recepcji. Ta widocznie nie była zachwycona, że ktoś jej przerywa “popołudniową kawkę” i odburknęła jedynie:
- W sprawie prywatnej czy zawodowej?
- Zawodowej - odpowiedział krótko, w myślach dodając: “jakby to miało jakieś znaczenie”.
- Jeśli chodzi o konkurs, to pan Sagishi stwierdził, że pragnie zachować pełen obiektywizm, dlatego kategorycznie zabronił wszelkich kontaktów.
- Konkurs? Jaki konkurs? - O czym mówiła ta kobieta? Dociekał z nadzieją, że może wreszcie się dowie, czemu jego mistrz jest całkowicie nieosiągalny.
- No ten, dla młodych twórców. Pan Sagishi jest jednym z jurorów. Z tego co mi wiadomo, to chyba nawet przewodniczącym. A że nagrodą jest lukratywny kontrakt, to co rusz ktoś go nękał. Czego to ludzie nie zrobią, żeby zyskać przewagę nad rywalami. Przychodzili, wypytywalii... - Kobieta nie przestawała mówić. Uskarżała się, jakie to wszystko było uciążliwe, szczególnie dla niej, ale przestał jej słuchać. Jego umysł zaczął pracować na wyższych obrotach. Taaak. To było to! Ten konkurs nie mógł być tylko zbiegiem okoliczności - to musiało być przeznaczenie. Wprost idealna okazja, żeby się pokazać przedstawicielowi Trójki Wspaniałych, którego niedawno obrał za cel. A jeśli dodatkowo można było zaistnieć zawodowo, zyskać na reputacji czy choćby zwyczajnie zarobić, to jeszcze lepiej. Przegapienie takiej szansy byłoby największym błędem w jego życiu. - Jak ja mam pracować w takich warunkach, pytam się? Halo, czy pan mnie w ogóle słucha?
- Aaa, tak, przepraszam... To jak mogę się zgłosić do tego konkursu?
- Niee no, kolejny! A dajcie mi wszyscy święty spokój! To nie należy do moich obowiązków. - Recepcjonistka miała już tego wszystkiego serdecznie dość. Wzięła jednak głęboki oddech, spojrzała na interesanta z dezaprobatą i po chwili zastanowienia odrzekła:
- Ktoś mi chyba zostawił kilka formularzy zgłoszeniowych, tak na wszelki wypadek. O, tu są. Proszę.
Odebrał od kobiety niewielką kartkę papieru i w mgnieniu oka ją wypełnił, wpisując odpowiednie dane.
- Dziękuję, była pani niezwykle uprzejma i bardzo mi pani pomogła. Mam jeszcze tylko jedno króciutkie pytanie. Gdzie powinienem złożyć ten formularz? - Uśmiechnął się w sposób tak czarujący, że aż niemożliwy do opisania. Taki, że nie można mu się było oprzeć. Jeśli chciał, potrafił wręcz powalać na kolana swoim urokiem osobistym. Rzadko korzystał z tej zdolności, tym razem zrobił jednak wyjątek.
- Proszę go u mnie zostawić. Wyślemy razem z naszą pocztą. - Kobieta wyglądała na udobruchaną, więc misja zakończyła się powodzeniem.
- Jeszcze raz dziękuję. W takim razie do widzenia. Życzę miłego dnia.
Opuścił budynek zadowolony tak, jak nie był już od dawna. Nie było już sensu jechać do firmy, więc wrócił do siebie z postanowieniem, żeby uczcić swój mały sukces. Ostatnia chwila rozluźnienia, zanim się weźmie do jeszcze ostrzejszej pracy niż dotychczas. Chwila, moment… Był tak zaaferowany, że nie dopytał się nawet, jaka jest tematyka konkursu. Będzie się musiał jak najszybciej dowiedzieć. Ale to jutro… Jutro zacznie się tym martwić. Dzisiejszego wieczora chciał wreszcie odpocząć i pierwszy raz od miesięcy spokojnie zasnąć. Cokolwiek by nie było tematem konkursu, wiedział, że da sobie radę. Mając w końcu przed sobą wyraźny cel, mógłby pisać nawet o przysłowiowej “dupie Maryni”. Nic go nie powstrzyma. Da z siebie wszystko i nawet jeśli nie zwycięży, nie będzie miał czego żałować.
Był wtedy taki pewny siebie. I taki nieświadomy, w co się wpakował.
Następnego ranka zaczął szukać potrzebnych danych dotyczących konkursu. Bez większego problemu znalazł w internecie odpowiednią stronę i informacje, które go interesowały. Dobra wiadomość była taka, że tematyka prac była zupełnie dowolna. Niestety była też wiadomość zła. Bardzo zła. Choć tematyka pracy była dowolna, to forma już nie. To miała być... MANGA! Omal nie zemdlał, gdy zobaczył to słowo. Słowo klucz.
- Co do …? Jak to manga? Niee, to chyba jakiś żart. Dlaczego, u licha, Sagishi-sensei miałby oceniać mangi? - Nie mógł w to wszystko uwierzyć. Pytania rozsadzały mu głowę: co, jak to, dlaczego, o co tu chodzi? W ciągu sekundy postarzał się o co najmniej kilka lat. To był tak wielki szok, że potrzebował niemal pół godziny, żeby się uspokoić, ochłonąć i zacząć myśleć racjonalnie. Po tym czasie udało mu się nieco opanować emocje i wczytał się głębiej w regulamin konkursu, dzięki czemu uzyskał odpowiedzi na niektóre z gnębiących go pytań.
Okazało się, że jednak był w tym sens. I, co musiał przyznać, niezły chwyt marketingowy. Konkurs organizowały bowiem we współpracy trzy niepowiązane ze sobą przedsiębiorstwa: agencja reklamowa, wydawnictwo oraz wytwórnia telewizyjna. Koszty zapewne podzielili między sobą, za to zyskać mieli wszyscy. Nagrodzona manga najpierw miała zostać wydana, a później na jej podstawie miała powstać telewizyjna drama. Równie istotnymi elementami projektu musiały zatem być zarówno treść, jak i forma, wykonanie powinno być perfekcyjne, kreska staranna, a fabuła niebanalna. Oceniać prace mieli eksperci z różnych dziedzin, w związku z czym w jury zasiadali: doświadczony prozaik, popularna mangaka, dwaj producenci (główny i wykonawczy), rozchwytywany grafik, przedstawiciel agencji reklamowej oraz w roli przewodniczącego - najbardziej znany z nich wszystkich - scenarzysta Sagishi Fumeru.
- Cóż. - powiedział do siebie - Nie ma teraz sensu panikować. Trzeba na trzeźwo przemyśleć sytuację. - Najrozsądniej by było się wycofać i zrezygnować. Jednak wtedy wróciłby do punktu wyjścia, jego wątpliwości nie zostałyby rozwiane, a dodatkowo miałby poczucie porażki. Przypomniał sobie, jak jego młodsza wersja oskarżyła go o tchórzostwo. A teraz znów miałby oddać walkę walkowerem? Teraz, kiedy wreszcie postanowił, że koniec z ustępstwami?
Rozważając wszystkie za i przeciw czytał dalej regulamin konkursu. Organizatorzy nie nakładali niemal żadnych ograniczeń. Ani na gatunek mangi, ani na jej długość, ani na liczbę propozycji przesłanych przez jednego autora. Jedynym warunkiem było, aby praca była nowa, przygotowana specjalnie na konkurs, nie mogła być wcześniej publikowana ani udostępniana w żaden inny sposób. Oprócz pracowników firm zaangażowanych w organizację oraz członków ich rodzin uczestnikami mogli zostać wszyscy, bez względu na wiek, płeć, narodowość czy nawet doświadczenie w branży. Wpadł na myśl, że to dosyć ciekawa furtka, pozwalająca później promować konkurs jako walkę Dawida z Goliatem (już widział te nagłówki: “kto będzie górą, starzy wyjadacze czy młodzi gniewni?”).
Dalsza część regulaminu traktowała o nagrodach, sposobie rozstrzygnięcia, terminie nadsyłania prac (upływającym za niecałe 3 miesiące) oraz warunkach ewentualnych reklamacji. Kiedy skończył czytać postanowienia końcowe, zerknął na reklamy okalające tekst. Jedna z nich zachęcała do kupna jakiegoś napoju owocowego tekstem: “jeśli życie daje ci cytryny, zrób z nich lemoniadę”. Hmmm. Zastanowił się głębiej nad treścią reklamy. Nie, nie myślał o zaspokojeniu pragnienia fizjologicznego. Chodziło raczej o zaspokojenie ambicji. A może rzeczywiście warto by spróbować i zmierzyć się z tym wyzwaniem, które, bądź co bądź, dosyć pochopnie podjął. Jeśli los nieprzypadkowo postawił przed nim to zadanie, to należy wycisnąć tę cytrynę co do kropelki. Gdyby mu się udało, może wreszcie by zrozumieli. Może wreszcie ON by zrozumiał.
- Czyli stajemy do rywalizacji - powiedział na głos, nieświadomie zerkając w stojące nieopodal lustro. Mógłby przysiąc, że jego odbicie się lekko uśmiechnęło i odmrugnęło. - No to mamy dwa wyjścia. Albo ekstremalnie szybko nauczymy się rysować… To chyba odpada. Albo będziemy musieli kogoś zatrudnić... Miyazaki nie będzie zachwycony.

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

Dosyć tej przerwy, pora wracać do roboty. Musi mieć chociaż zarys fabuły, zanim zleci komuś misję przekształcenia swojej wizji z czystego tekstu w... mangę. Nadal ciężko mu było się przyzwyczaić i nawet w myślach miał trudności z wyartykułowaniem tego słowa. Wrócił do biurka, przypomniał sobie na czym skończył i ponownie zanurzył się w wykreowanym przez swój umysł świecie, wyobrażając sobie dalsze losy bohaterów, a następnie przelewając je na papier.
Z wiru pracy wyrwało go niespodziewane pukanie do drzwi. Shota wszedł do gabinetu niosąc w rękach stertę niezidentyfikowanych kartek.
- Co to ma być?
- Formularze, o które prosiłeś. Chyba powinienieś je przejrzeć.
- Oszalałeś?! Nie mam czasu, żeby ogarnąć taką stertę papierów. Nie możesz tego jakoś połączyć i skompresować, żeby zmieściło się na jednej stronie. O, najlepiej jakby to była prosta tabelka porównawcza lub coś w tym stylu.
- Jak ty sobie to wyobrażasz? Same nazwiska zajmą z pół strony.
- Oj, to wykombinuj coś. Improwizuj, napisz same inicjały. Cokolwiek. Chyba nie muszę za ciebie myśleć. - Miyazaki zaczynał tracić cierpliwość. Gdyby jego przyjaciel nie występował teraz w roli szefa, to wygarnąłby mu, co myśli. Nawet jego wyrozumiałość miała swoje granice. Jednak zagryzł tylko zęby i szepnął pod nosem:
- Tyran!
- Słucham? Mówiłeś coś jeszcze?
- Nie, nic. Mówiłem tylko, że już się za to zabieram. - Ech. Jeszcze nikogo nie zatrudnili, a już zaczynał współczuć tej osobie. “Nie będzie miała łatwo” - pomyślał i zabrał się za przydzielone mu zadanie.
Po dwudziestu minutach udało mu się skończyć, co było nie lada wyczynem, gdyż zajęcie okazało się tak nużące, że już po chwili litery zaczęły mu się rozmywać przed oczami i nie mógł utrzymać koncentracji. Zdążył jedynie wypić kawę na pobudzenie i zaniósł prezesowi rezultaty swojej pracy.
- Widzisz. Jak chcesz, to potrafisz. - powiedział szef z nutką rozbawienia w głosie, po czym szybko przejrzał przygotowane przez Miyazakiego zestawienie i zakreślił kilka wierszy. - Podrzuć mi jeszcze “próbki talentu” osób, które zaznaczyłem i przygotuj standardowy tekst umowy dla nowego pracownika. Potem możesz wracać do domu. Napracowałeś się dzisiaj i należy ci się trochę więcej odpoczynku. Zwłaszcza że szykuje się wkrótce niezły sajgon. W każdym razie dzięki. Chyba zalazłem ci dzisiaj za skórę?
- Bywało gorzej. - odpowiedział Shota, po czym odwzajemnił uśmiech, natychmiast wybaczając przyjacielowi wszystkie wcześniejsze drobne przewinienia. Bądź co bądź nie bez powodu go polubił. Nawet jeśli czasem bywał oschły, arogancki czy wyniosły, to dar jego przyjaźni wiele dla niego znaczył i posiadał naprawdę niebagatelną wartość. W początkach znajomości zastanawiał się czasem, czemu już od początku odczuwał do niego taką sympatię. Z reguły nie akceptował nowo poznanych ludzi z taką łatwością, a jednak tym razem tak się stało. Nigdy nie odkrył dlaczego i dawno już porzucił te rozterki, przyjmując rzeczywistość taką, jaka była, bez zadawania zbędnych pytań. Podbudowany na duchu znalazł więc siły, żeby dokończyć swoją dzisiejszą pracę z niecodzienną energią i satysfakcją.
Jego przyjaciel natomiast zaczął przeglądać przyniesione mu po chwili rysunki. Chociaż sam nie miał talentu plastycznego, to potrafił docenić kunszt innego artysty. Większość prac okazała się dobra, a niektóre nawet bardzo. Jednak w tym wypadku określenie “dobra” nie wystarczało. Potrzebował i wymagał czegoś więcej. A tymczasem we wszystkich rysunkach, mimo że z technicznego punktu widzenia niewiele można im było zarzucić, brakowało tego tajemniczego, trudnego do nazwania i ograniczenia sztywnymi, konkretnymi ramami, “czegoś”. No, może w prawie wszystkich. W jednej z teczek znalazł bowiem kilka przykładów odbiegających od normy. I to odbiegających w dwójnasób.
Raz, że nie były tak perfekcyjnie dopracowane, jak inne. Tak jakby wykonał je jakiś niewprawny samouk, co oczywiście było wykluczone, zważywszy na fakt, że na pierwszym etapie selekcji wytypował jedynie doświadczonych rysowników. Porównał inicjały dopisane na teczce z tymi w zestawieniu danych z formularzy i odkrył, że osoba, która się pod nimi kryje, ma dość imponujące resume. Pracowała nad kilkoma większymi projektami ze znanymi nawet laikom twórcami. Czyżby więc zauważalny w jej pracach brak doświadczenia, był zabiegiem zamierzonym? Pytanie tylko - w jakim celu? Być może kiedyś się dowie.
A dwa, że miały w sobie jakąś większą głębię. Przedstawione postacie wydawały się żywsze, bardziej wyraziste, ekspresywne. Bardziej prawdziwe. To zadecydowało o jego wyborze. Technikę można wyćwiczyć, ale nie każdy może sprawić, że na widok jego pracy w człowieku ożywają intensywne emocje. Właśnie tego potrzebował, żeby w idealny sposób pokazać tworzoną przez siebie opowieść.
Kiedy więc Miyazaki przyszedł zakomunikować, że skończył na dzisiaj i za chwilę wychodzi, polecił mu, aby jak najprędzej skontaktował się z autorem wybranych rysunków i podpisał z nim umowę.
- Powinieneś znaleźć na to czas pomimo tych kilku spotkań, które masz zaplanowane na najbliższe dni, prawda? Im szybciej zaczniemy współpracę z nowym pracownikiem, tym więcej czasu będziemy mieć na dopracowanie projektu w najdrobniejszych szczegółach. - powiedział podając mu teczkę.
- Jasne. W takim razie do jutra.
- Jutro mnie nie będzie. Muszę zrobić mały rekonesans i sprawdzić kilka rzeczy w terenie. Obejrzę parę miejsc, zanim zacznę je opisywać.
- Czyli do czwartku?
- Tak, pa.
Miyazaki przed wyjściem z ciekawości zajrzał do otrzymanej teczki i przejrzał rysunki. Nie znał się na tym, ale wyglądały obiecująco. Może nawet zacząłby czytać mangi, gdyby były w podobnym stylu. Odwrócił kartkę, której się przed chwilą przyglądał i z zainteresowaniem odczytał nazwisko autora, a raczej, jak się okazało, autorki. Wybór prezesa wydał mu się zaskakujący, ale zabawny. Znając swojego przyjaciela, sądził, że taka kandydatka powinna była zostać przez niego odrzucona już na samym wstępie. A tu jednak niespodzianka.
- Hmm, zapowiada się ciekawie - powiedział do siebie, po czym z zadowoleniem wrócił do domu.
 
     
Dahilia 


Wiek: 22
Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Skąd: Świebodzin
Poziom: 35
HP: 313/3484
 9%
MP: 1663/1663
 100%
EXP: 56/130
 43%
Wysłany: 2014-05-18, 21:07   

Hmmmm jestem ciekawa jak to dalej pójdzie ; p
 
     
Hitori 


Dołączyła: 03 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-05-18, 21:24   

Jakieś sugestie?
Pewnie nie zmienią mojej pierwotnej wizji, ale chętnie wysłucham. :-)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme created by Forum Komputerowe

| | Darmowe fora | Reklama