skipbeatopowiadania.jun.pl Strona Główna

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Statystyki RejestracjaZaloguj Album Download

Image and video hosting by TinyPic

Poprzedni temat «» Następny temat
Asima
Autor Wiadomość
Seiti1008 


Dołączyła: 25 Kwi 2014
Posty: 658
Skąd: Łódź
Poziom: 23
HP: 49/1225
 4%
MP: 585/585
 100%
EXP: 25/65
 38%
Wysłany: 2014-04-30, 22:14   Asima

Moje opowiadanie, które pisze i piszę i skończyć nie mogę. Istna telenowela. Lojalnie uprzedzam, że początkowe rozdziały nie są zbyt dobre, zero polotu. Powinnam je napisać od nowa, ale to może w przyszłości jak uda mi się zakończyć całość. A teraz krótki opis (dzięki Ognistej)




Shana jest pospolitą dziewczyną, mieszkającą ze swoim chłopakiem, która dala się złapać w pułapkę monotonii. Wkrótce cały dotychczasowy jej świat runie, a ona nawiedzana przez sny z małą dziewczynką, w końcu dowie się kim owe dziecko jest i czemu do jej życia wparadowali nieznajomi aczkolwiek przystojni mężczyźni.

Dramat, romans, yaoi, shoujo ai i inne.

Tytułowa bohaterka
http://i.pinger.pl/pgr118...sima1%20001.jpg

Wyrozumiałości...

EDIT: PO KOREKCIE (2016)

1.Rutyna codzienności

Promienie wiosennego słońca wpadały przez okno prosto na twarz młodej kobiety. Z niezadowoleniem zmarszczyła brwi i otworzyła zielone oczy. Westchnęła i podparła się na łokciach. Przyszedł kolejny dzień, dzień taki sam jak pozostałe. Znów wstanie, zje śniadanie, umyje się, pójdzie do pracy, po pracy odwiedzi groby bliskich. Teraz nawet nie musi chodzić na spacery, odkąd umarł jej długoletni psi przyjaciel. Może powinna kupić drugiego psa? Nie, nie jest gotowa.
- Może powinnam namówić Krista na kino...? Ech pewnie powie, że ma dużo pracy. – zaniechała pomysłu.
Rzuciła spojrzenie na swoje puste mieszkanie, wspomnienie przeszłości przemknęło jej przez głowę. Kiedyś była tu jej mama, tata i babcia, a teraz nie mam nikogo z nich. Mieszkała ze swoim chłopakiem, ale tak naprawdę była sama. Kiedy jej luby zmienił pracę, w domu bywał okazjonalnie. Zaś ją przygniatała rutyna codzienności i zaczynała wszystko robić machinalnie. Czasem nie zdawała sobie nawet sprawy, że się ubiera czy je śniadanie. Tak było i tym razem. Nim się zorientowała stała już przy drzwiach gotowa do wyjścia. Jeszcze raz obrzuciła spojrzeniem pusty dom. Powieki zasłoniły smutek jej oczu. Zatrzasnęła za sobą drzwi. Gdyby tak mogła zatrzasnąć furtkę z bolącą przeszłością, tak jak drzwi od mieszkania, i móc cieszyć się tym, co jej pozostało. Przywołała na usta nieszczery uśmiech, który miał zatuszować jej czarną melancholię.
Czas pójść do pracy.
Godziny dłużyły się w nieskończoność. Wzrok wbiła w okno. Nareszcie wiosna, koniec z pochmurnymi dniami. Czas przestać się smucić, a zacząć żyć. Ale nadal nie potrafiła odpędzić przygnębiających myśli, które wracały do niej jak bumerang.
-„Nie wskrzeszę moich bliskich. Czuję się taka samotna. Z każdym dniem jakbym traciła siebie.” – poczuła ukłucie w piersi.
Spadała w bezdenną pustkę, gdzie nikt na nią nie czekał. Miała chłopaka; była w związku, więc czemu odczuwała samotność? Potrząsnęła głową, odganiając nieprzyjemne myśli. Musiała skupić się na pracy. Czekała na nią długa kolejka zniecierpliwionych klientów. Uśmiechnęła się serdecznie i życzliwie zwróciła się do podenerwowanej kobiety. Pracownice sklepu uwijały się jak pracowite pszczółki, pragnąc zadowolić konsumentów.
Po kilku godzinach z niecierpliwością patrzyła na zegarek, nie mogąc doczekać się aż wskazówki znajdą się na upragnionej godzinie szesnastej.
- Nareszcie weekend!- krzyknęła koleżanka z pracy- Idę dzisiaj się zabawić. Zdecydowanie! Ty też powinnaś, Shana.
- Nie, dzięki Eli, ale wrócę do domu i poczekam na swojego chłopaka. – odparła z grymasem na kształt słabego uśmiechu.
- On cię zaniedbuje, z tego co zauważyłam. Rzuć go! – poleciła oburzona.
- Co?! – rzuciła zaskoczona bezpośredniością kobiety.
- Słyszałaś. Powinnaś go zostawić, zasługujesz na lepszego. Jesteś śliczna. Kobieta taka jak ty nie powinna mieć problemu ze znalezieniem faceta, który będzie ją wielbił i nie zaniedba jej, jak ten twój Krist. – lekceważąco wymówiła imię znielubionego mężczyzny.
- Ja śliczna... -odpowiedziała ze smutkiem- Powinnaś kupić okulary, bo chyba nie dowidzisz- rzuciła z udawanym wyszczerzeniem się.
- To chyba z twoimi oczami jest coś nie tak, skoro nie widzisz swoich zalet.- Eli powiedziała z powagą.- Kobieta musi być pewna siebie, musi widzieć swoje zalety i znać swoja wartość, inaczej będzie trafiała na mężczyzn, którzy ją nie szanują, zaniedbują i zdradzają!
- Zdradzają? – powtórzyła jak echo, wlepiając się w koleżankę.
- Nie pomyślałaś, że on cię zdradza, dlatego cię zaniedbuje? Praca to pewnie wymówka. – podsumowała.
- Eli...nie strasz mnie.
Dzień chylił się ku końcowi. Przyjemne promyki słońca ginęły w zapadającej ciemności.
Shana opadła ciężko na łóżko. W uszach ciągle słyszała słowa koleżanki. Z całych sił walczyła, by się nie rozpłakać.
- „On mnie nie zdradza, to niemożliwe...prawda? nie zdradza mnie...pewna siebie...chyba nie jestem...ok.! nawet jeśli jest inna to nie pozwolę jej odebrać mi faceta! Przygotuję wspaniałą kolację, ustawię świece...ach będzie tak romantycznie!” – zdecydowała.
Zabrała się do pracy. Gotowała, sprzątała w nadziei na wspaniały wieczór ze swoim ukochanym. Wybiła godzina dwudziesta trzecia, a Krista jeszcze nie było. Jedzenie zdążyło ostygnąć, a Shana czekała w fotelu. Po raz kolejny była sama ze smutkiem w swoim sercu. Powieki robiły się coraz cięższe, już miała zasnąć, gdy rozbrzmiał brzdęk kluczy. Wrócił! W drzwiach stał wysoki blondyn o ciemnych oczach, kompletnie pijany. Wargi Shany delikatnie zadrżały, a smutek znów zalał jej oczy.
- Połóż się. – złapała go za ramię, starając się zaprowadzić pijanego w sztok lubego do sypialni.
Mężczyzna ledwo doszedł do łóżka, gdy jego twarz dotknęła poduszki natychmiast usnął.
- A ja czekałam, żeby spędzić z tobą czas, głupku. – obrzuciła go rozżalonym wzrokiem.
Usiadła na rogu łóżka. Ponownie wpadła w szpony samotności. Żyli razem, a jednak osobno. Pociągnęła nosem.
- A jeśli Eli ma rację...- spojrzała na śpiącego mężczyznę.
Zmęczona położyła się na kanapie. W końcu dopadł ją sen.
[Słońce ogrzewa postać małej dziewczynki. Otacza ją przepiękny ogród pełen kwiatów. Ma na sobie białą sukienkę, troszkę bufiastą i ozdobioną jakimiś kamieniami szlachetnymi. Jej czarne włosy związane białymi wstążkami. To dziwne, lecz do jej zmysłów dochodzą najróżniejsze informacje. Poczuła jakiś znajomy zapach. Odwraca się i widzi starszego od niej chłopca. Ma długie, spięte blond włosy i takie ciepłe niebieskie oczy. Podbiega do niej i ją przytula. Jest taki czuły...
-Kocham cię, Asima. – wymawia, głaszcząc ją po plecach.
Taki cudny uśmiech, jest dla niej. Zachwyca się urokliwą chwilą, gdy nagle niebo ciemnieje i pojawiają się błyski. Chłopiec oddala się.
-Nie zostawiaj mnie! Tak się boję...co się dzieję? – rozglądała się w panice.
Mrok jest wszędzie! Z ciemności wyłaniają się czerwone ślepia...Nie!!]
Shana zerwała się jak poparzona.
- „To tylko sen, tylko sen...” – uspokajała się - „Och, już ranek! Ciekawe czy Krist jeszcze śpi”. Krist, śpisz jesz... – urwała, zatrzymując się wpół kroku.
W pokoju nikogo nie było.
- Cze...nie ma go. Przecież jest sobota, do licha! Gdzie ten głupek poszedł?! – piekliła się, krążąc po pokoju.
Otworzyły się drzwi, a w nich stanął mężczyzna z bukietem kwiatów. Przepraszająco zerknął na ukochaną.
- Krist... – dłonią zasłoniła usta.
- Przepraszam Shana... Przygotowałaś kolację, a ja się upiłem. – spuścił głowę, zasłaniając się kwiatami.
- Krist!
Rzuciła mu się na szyję i z czułością go pocałowała. Kochała Krista nade wszystko. Delikatnie objął ją w pasie, po czym wziął jej lekkie ciało na ręce i zaniósł do łóżka...
[Ta sama mała dziewczynka przechadzała się alejką wśród łąki.
- Asima! – dobiegł ją czyjś głos.
Ktoś ją woła. Chłopiec. Nie ten sam, co wcześniej, ten jest młodszy od tamtego, ma brązowe włosy i kocie oczy. Jest taki śliczny.
- Asima, znalazłem cię. Twoja matka cię szuka. – zahamował, ciężko dysząc i opierając ręce o kolana.
- Mama...
Dziewczynka zaczęła biec, ale potknęła się o kamień. Chłopiec szybko zareagował i w mgnieniu oka był przy niej, łapiąc jej drobne ciałko.
- Musisz uważać, bo się zranisz. – otulił ją delikatnie rękoma.
- Sayen...
- Kiedyś będę potężnym wojownikiem i będę cię chronił! Nie, ja już muszę cię chronić.
Jego oczy z miłością patrzyły na kruszynę trzymaną w kołysce z ramion.]
Ciężkie powieki nie dały się otworzyć, z trudem pokonała sen. Krist znowu zaczął się do niej dobierać. W pół śnie poddawał się jego pieszczotom. Odpłynęła ponownie.
[Błękitne oczy, prawie białe, patrzyły na nią. Czarne włosy opadały delikatnie na jego ramiona.
-Jesteś moja. Tak długo czekałem na ciebie. To mi jesteś przeznaczona. – usłyszała rozeźlony ton.
Mocno trzymał ją w ramionach.
- Krist...Krist...Krist! – krzyczała przerażona.
- Nie należysz do niego!- w oczach mężczyzny pojawiła się złość- Przekonasz się o tym.]
- Shana! Co się dzieje?- dochodził do niej przejęty głos Krista.
- Ja...chyba musiałam usnąć. Przepraszam, kochanie- odrzekła skruszona- „Co to za sen...”- jej myśli wróciły do sennej zmory.
- No nie...usnąć kiedy zaczynałem grę wstępną? To tylko ty potrafisz. – odparł pozornie urażony.
- Jesteś zły...?- zapytała niepewnie.
- Nie, już dostałaś karę, we śnie. – palcem nacisnął jej nos.
- Co?!
- Przyśnił ci się jakiś koszmar, mam rację? - zapytał z naciskiem.
- Niezupełnie... – przygryzła wargi.
- Huh? – uniósł brew.
- Śnił mi się jakiś mężczyzna o niesamowitych oczach. Te oczy...nie znosiły sprzeciwu, były takie jakieś przyciągające, władcze, nie można było im się oprzeć. – wyjaśniła szczerze.
- Doprawdy... – wymówił przez zaciśnięte zęby.
- Powiedział, że należę do niego, nie do ciebie, tylko do niego i że się o tym przekonam. – opowiadała dalej.
- Co proszę?! - mężczyzna uniósł głos- Śni ci się jakiś facet i w dodatku mówi, że moja kobieta wcale nie jest moją tylko jego?! – zaperzył się.
- Jesteś zazdrosny o jakiś głupi sen? – zatrzepotała rzęsami.
- W sumie masz rację, to tylko jakiś niedorzeczny sen. Ale lepiej żeby ci się nie śnili mężczyźni, bo będę musiał cię ukarać. – wypowiadając te słowa, rzucił się na Shanę. Nie wspomniała już słowem o pozostałych dwóch chłopcach objawionych we śnie.
Ostatnio zmieniony przez zamek1989 2016-09-03, 19:50, w całości zmieniany 6 razy  
 
     
REKLAMA 
Vice Administrator- ^^-Pancia

Dołączyła: 22 Sty 2014
Posty: 1366
Poziom: 0
HP: 0/0
 0%
MP: 0/0
 0%
EXP: 0/0
 100%
Wysłany: 2014-04-30, 23:46   

_________________

Ostatnio zmieniony przez zamek1989 2016-09-03, 19:50, w całości zmieniany 6 razy  
 
     
zamek1989 
Vice Administrator- ^^-Pancia


Wiek: 29
Dołączyła: 22 Sty 2014
Posty: 1366
Skąd: Z nieba XD
Poziom: 31
HP: 202/2536
 8%
MP: 1211/1211
 100%
EXP: 86/104
 82%
Wysłany: 2014-04-30, 23:46   

ooooo zapowiada się ciekawe czekam na drugi rozdzialik:D
_________________

 
     
Elmirka2 


Dołączyła: 15 Gru 2013
Posty: 906
Skąd: Piaseczno
Poziom: 26
HP: 81/1637
 5%
MP: 781/781
 100%
EXP: 67/78
 85%
Wysłany: 2014-04-30, 23:53   

Świetne Seiti, świetne. Bardzo jestem ciekawa co będzie dalej. A co będzie? ;)
Kiedy kolejny rozdział?
Już za nim tęsknię! :)
_________________
nieudacznik literacki
 
     
Dahilia 


Wiek: 22
Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Skąd: Świebodzin
Poziom: 35
HP: 313/3484
 9%
MP: 1663/1663
 100%
EXP: 56/130
 43%
Wysłany: 2014-05-01, 00:55   

Jeju łasuch ty to zawsze niecierpliwa jesteś ; p . Ale w sumie kiedy kolejny rozdział ?? ?
 
     
Arisa-chan 


Wiek: 25
Dołączyła: 19 Kwi 2014
Posty: 195
Skąd: Ostrołęka
Poziom: 13
HP: 3/370
 1%
MP: 176/176
 100%
EXP: 1/30
 3%
Wysłany: 2014-05-01, 01:28   

Jestem na bieżąco z Twoim opowiadaniem, które jest zaje**ste <3
I teraz przeczytałam pierwsze zdanie i imię Shana ... byłam w szoku,
bo zapomniałam o nim xD
Fajnie będzie poczytać od początku to wszystko dla Falmerka (chyba to tak było) przynajmniej <3
 
     
Sesiva 
Junior Grouchy Smurf


Wiek: 30
Dołączyła: 22 Sty 2014
Posty: 924
Skąd: Poznań
Poziom: 27
HP: 89/1795
 5%
MP: 857/857
 100%
EXP: 7/83
 8%
Wysłany: 2014-05-01, 07:13   

zrzera mnie ciekawośc co bedzie dalej!
umieszczaj umieszaj umieszczaj :D
nie wstydź sie niektórzy mają gorszy poziom (tak mówie o sobie) ale sie tym nie przejmują wiec więc
WIĘC dajta wincyj, WINCYJ, WINCYJ KURDE


taq.
_________________
W morzu dusz
nic nie jest rzeczywiste...
 
     
Elmirka2 


Dołączyła: 15 Gru 2013
Posty: 906
Skąd: Piaseczno
Poziom: 26
HP: 81/1637
 5%
MP: 781/781
 100%
EXP: 67/78
 85%
Wysłany: 2014-05-01, 09:48   

Hej Pieszczoch! To ja jestem niecierpliwa?
No...... może troszkę ;)
Ale popatrz na innych :D
Mimo wszystko, jak opowiadanie jest dobre, to naturalnym jest, ze chcemy więcej. Tak więc:
Kiedy kolejny rozdział??
WIĘCEJ! WIECEJ! WIĘCEJ! <skanduje>
_________________
nieudacznik literacki
 
     
zamek1989 
Vice Administrator- ^^-Pancia


Wiek: 29
Dołączyła: 22 Sty 2014
Posty: 1366
Skąd: Z nieba XD
Poziom: 31
HP: 202/2536
 8%
MP: 1211/1211
 100%
EXP: 86/104
 82%
Wysłany: 2014-05-01, 09:51   

Ja tak samo jak dziewczynki wyżej:D WIĘCEJ:D
_________________

 
     
Seiti1008 


Dołączyła: 25 Kwi 2014
Posty: 658
Skąd: Łódź
Poziom: 23
HP: 49/1225
 4%
MP: 585/585
 100%
EXP: 25/65
 38%
Wysłany: 2014-05-01, 09:55   

Uważam, że teraz piszę ciut lepiej. :mrgreen: Albo to moje wrażanie hihi

EDIT: PO KOREKCIE (2016)

2.Sny, wspomnienia i cierpienie

Czas płynął swym prądem, choć szczęśliwej Shanie wydawało się, iż złośliwie przyspieszył. Wolne dni w towarzystwie ukochanego przeminęły szybko, jakby były tylko wspomnieniem. Jej samotność wydawała się mniejsza. Szeroki uśmiech nie schodził jej z twarzy. Czuła, jakby zanurzyła się w przeszłości, w której mieli więcej czasu dla siebie. Pragnęła uchwycić tę chwilę i schować głęboko w swoim umyśle.
Nadszedł znienawidzony przez większość poniedziałek. Dzień, w którym ludzie musieli wrócić do dni powszednich wypełnionych pracą i samotnością. Młoda kobieta z ciężkim sercem przywitała swą rutynę, bez obecności Krista. Lekko zasmucona zdążyła wejść do sklepu i od razu przywitał ją szeroki uśmiech Eli.
- Shana! – kobieta zawołała od progu, eksplodując radością.
- Witaj Eli, jak minął weekend? – Shana zachowała spokój i położyła swoją torbę na ladzie. Szybko zdjęła odzież wierzchnią, którą schowała na zapleczu i z życzliwym grymasem obróciła się ku koleżance. Rozmarzona Eli oparła łokcie o blat lady i pogrążyła się w świecie fantazji.
- Bosko! – rzuciła uradowana - Poznałam super faceta. Jest taki przystojny... niczym najdoskonalsze stworzenie boga... – piała z zachwytu, prawie tarzając się po podłodze.
- Och. – współpracownica szczerze zdziwiła się zauroczeniem rudowłosej kobiety. - To fajnie, w końcu ktoś cię złapał. – odparła, zastanawiając się jaki typ mężczyzny był zdolny tak ją omamić.
- Wiesz ma takie piękne, długie blond włosy... muskularne ciało, a przenikliwe spojrzenie niebieskich oczu czuję do dzisiaj! – skrzyżowała ręce na ramionach i tańczyła z podniecenia.
- Ale cię wzięło.- Shana zamrugała z niedowierzaniem. - Zawsze bawiłaś się, a nie zakochiwałaś.
- Sama zobaczysz, przyjdzie dzisiaj po mnie. Mamy randkę. A właśnie jak ty spędziłaś wolny czas? – opamiętała się, gdy dostała wykwitów na policzkach.
- Pomyślałam, że zrobię kolację w piątek, ale niestety ten głupek wrócił pijany. – westchnęła ciężko.
- No nie! Co za... – ugryzła się w język, by nie puścić pod adresem Krista soczystej wiązanki.
- Spokojnie, wynagrodził mi to w sobotę.- puściła oczko do koleżanki.
- Ooo, oj coś się działo, gadaj! – nachalnie pochyliła się nad szczęśliwą Shaną.
- Powiem ci tylko tyle, że sobotę spędziliśmy w łóżku.- mimowolnie się uśmiechnęła na wspomnienie pikantnych scen z ich udziałem.
- No to bomba, kochaniutka! – zachichotała.
Zegar wybił godzinę otwarcia. Kobiety szybko sprężyły się z przygotowaniem wystaw i pospiesznie wpuściły klientów.
Tego dnia w odzieżowym sklepie był spory ruch, dziewczęta nie miały chwili odpoczynku. Na szczęście dla nich, ich czas pracy minął niespodziewanie szybko.
- O rany, co to było. Wszyscy dzisiaj wypłatę dostali czy co.- marudziła Eli.
- No chyba. – zawtórowała jej Shana, odkładając wieszak do pudełka. Ledwo żyła. Nie miała siły nawet usiąść. Marzyła tylko o rzuceniu się na łóżko i spaniu do rana.
- O kurcze, muszę poprawić makijaż i fryzurę! Mój ukochany zaraz tu będzie, a ja w negliżu! – panikowała rudowłosa.
Eli zaczęła biegać od lustra do torebki, w te i we w te. Nałożyła czerwoną pomadkę na pełne usta, przypudrowała mały nosek, tuszem pociągnęła długie rzęsy i rozpuściła swoje ogniste pukle.
- „Eli jest taka śliczna, nic dziwnego, że zawsze miała adoratorów i że w końcu jakiemuś uległa.”- pomyślała.
Kobieta skończyła w samą porę. W drzwiach stanął wysoki, przystojny mężczyzna, na oko mógł mieć jakieś 28-29 lat. Eli jakby dostała skrzydeł, Shanie się zdawało nawet, że unosi się w powietrzu. Odwróciła się i spotkała wzrok mężczyzny. Znieruchomiała.
- Poznaj Shanę, jest moją przyjaciółką, razem pracujemy i razem chodziłyśmy do liceum. – uprzejmie przedstawiła koleżankę, wieszając się mężczyźnie na ramieniu.
- Miło mi cię poznać, Shana.- głos brzmiał władczo, aczkolwiek czuło.
Shana nie była w stanie wydusić słowa. Spoglądał na nią tajemniczo. Jego przeszywające niebieskie oczy wdzierały się do jej duszy i poznawały najgłębiej skrywane sekrety.
- Hej Shana, to niegrzeczne. Wybacz, nie wiem, co jej się stało, chyba ją onieśmieliłeś.- zachichotała.
Mężczyzna niepostrzeżenie zmrużył oczy, jakby nad czymś myślał.
- „Ten, człowiek...ja go znam...”- wydawało się jej, że przed sobą miała chłopca ze snu –„To niemożliwe, to nie może być postać ze snu. Nie, to nie ma sensu. Jeszcze wyszłam na idiotkę.” Przepraszam pana bardzo, wydawało mi się, że pana znam, ale to raczej niemożliwe.- uśmiechnęła się z zakłopotaniem.
Jej słowa nie umknęły nieznajomemu.
- Zna mnie pani? – spytał spokojnym, głębokim głosem, powodując u dziewczyny ciarki na całym ciele.
- Nie, musiałam pana z kimś pomylić. To raczej niemożliwe, by był pan tą osobą.
- Tzn? Kogo pani przypominam? – dociekał dalej.
- „Gościa z mojego snu.” Och, nikogo ważnego, takiego znajomego z dzieciństwa.
- Chodźmy już, Latis.- wtrąciła się zniecierpliwiona Eli.
Oczy Shany rozszerzyły się pod wpływem kolejnego szoku. Zakręciło się jej w głowie. Złapała się mocniej lady. Próbowała unormować swój spłycony oddech.
- Czyżby moje imię coś pani mówiło? – lustrował ją od góry do dołu.
- Nie, zupełnie nic.-przywdziała niewinny uśmiech i wyprostowała się.- Po prostu jest niezwykłe, dlatego się zdziwiłam.
- Chodźmy już.- Eli pociągnęła go za sobą.- Na razie Shana!
- Papa...do jutra.
Kiedy wyszli Shana oparła się o blat. Serce waliło jej jak młotem, a na czole pojawiły się kropelki potu.
- „Co jest... czemu na dźwięk jego imienia moje ciało tak zareagowało? Przecież to nie jest chłopak ze snu, przecież to tylko jakiś sen! O zgrozo, czemu moje serce się ucieszyło!”Kocham Cię””. - zadudniły jej słowa chłopca.- Rany, jestem wariatką. Kim on niby miał by być, przecież pamiętam moje dzieciństwo. Shana nie myśl o tym.- popukała się w głowę i zebrała się do wyjścia.
Pomimo zmęczenia poczuła pragnienie odwiedzenia grobów bliskich. Prosto z pracy udała się do miejsca ich spoczynku. Zapaliła znicz, opowiadając nieżywym ostatnie wydarzenia ze swojego życia. Pomodliła się i ze szklistymi oczami, opuściła pochowaną rodzinę.
Wydawało jej się, że z cmentarza jedzie całą wieczność. Zgoniła to na karb zmęczenia. Odpływała, a jej myśli powędrowały gdzieś daleko.
[Znajomy ogród. Dziewczynka siedzi na trawie i w rączkach trzyma laleczkę. Wiatr rozwiewa jej rozpuszczone włosy.
-Wiesz Julio, mama powiedziała, że dzisiaj mamy ważnych gości.
Do jej nozdrzy dochodzi jakiś nieznany zapach, odwraca się i jej wzrok pada na chłopca, który stoi przy kolumnach prowadzących do pałacu. Blado- błękitne oczy wbijają się w nią. Władcze spojrzenie hipnotyzowało jej młody umysł. Czarny strój razem z targanymi wiatrem włosami, dodawał mu uroku. Chłopiec podchodzi do dziewczynki. Zaciekawiona wstaje. W prawej dłoni chłopca pojawia się czarna róża.
-Proszę, to dla ciebie.
Dziewczynka przyjmuje kwiat, ale czuje nagłe ukłucie.
- Auć!
-Skaleczyłaś się?
Chłopiec bierze jej dłoń. Wzdryga się, kiedy przebiegają ją ciarki po włożeniu zranionego palca do ust nieznajomego. Dotykają ją kły chłopca i czuje delikatne ssanie. Bursztynowymi tęczówkami patrzy w jego niezwykłe oczy. Chwilkę później słyszy brzdęk miecza .Czarnowłosy chłopak zatrzymuje dłonią miecz. Zauważa rozjuszone kocie spojrzenie.
-Nie waż się jej dotykać!- ryknął właściciel miecza.
-Sayen...
-Nic ci nie jest, pani?
Dziewczynka otrząsa się z szoku. Drobnymi paluszkami odsuwa miecz od gościa.
Patrzy na Sayena.
-Co ty robisz?! Tak nie wolno! Odłóż miecz, Sayen.- mówi rozkazująco.
- Co? Pani ale...
-Dziękuję za twoją chęć obrony mnie, ale nic się nie stało, możesz przeprosić i odejść.
-Przeprosić?!
-Sayen!- krzyczy dziewczynka.
-Przepraszam, panie...
-Podziwiam twój zapał do obrony jej. Ale i ci zazdroszczę...
Chłopak spogląda na nią dziwnym wzrokiem, tak przynajmniej zdawało się czterolatce. ]
Umysł Shany wrócił do rzeczywistości. Kobieta rozejrzała się wkoło, ciężko oddychając. Była w zatłoczonym autobusie. Ogród i chłopcy byli tylko wytworem jej wyobraźni.
- „Czy ja... śniłam na jawie?”- z przerażenia zakryła usta dłonią.-„ Co to za sny? Co to za ludzie... ludzie? Te kły były takie realne... on naprawdę pił krew! Nie, to tylko sen...” – wyskoczyła jak z procy na następnym przystanku. Łaknęła świeżego powietrza, jakby tylko ono mogło przywrócić jej zmysły. Do domu wróciła pieszo, ciągle myśląc o swym śnie.
Przez resztę dnia nie mogła dojść do siebie. Skulona w fotelu czekała na powrót Krista. Gdy w końcu przyszedł, nie zdążył wejść do środka, a zapłakana Shana rzuciła mu się na szyję.
- Czemu płaczesz, co się stało?!
- Daj mi płakać...pozwól mi niczego nie wyjaśniać. – łkała.
Mężczyzna zaprowadził ją na łóżko. Usnęła wtulona w ukochanego. Tym razem nie pamiętała, co jej się śniło, ale na pewno nie były to żadne dzieci.
Wypoczęta obudziła się przed dzwonkiem budzika, ustawionego na godzinę siódmą rano.
- Ale się wyspałam! Tego mi było trzeba. – przeciągnęła się zadowolona.
Powoli zaczęła szykować się do pracy, nawet samotność nie dawała się tak we znaki jak zazwyczaj. Zjadła królewskie śniadanie, wzięła gorącą kąpiel, zrobiła śliczny makijaż podkreślający jej zielone oczy i wyszła do pracy.
Eli szła wraz z Latisem w kierunku sklepu, w którym pracowała w pocie czoła. Buzia się jej nie zamykała, nawijała o błahostkach. W końcu zatrzymała swój potok słów. Spuściła głowę. Latis zerknął na nią zaciekawiony nagłą ciszą.
- Dziękuję, że chce ci się mnie odprowadzić – kobieta spojrzała na niego i uśmiechnęła się .
- Nie ma za co.- delikatnie odwzajemnił uśmiech.
- Jesteś taki cudowny...i kobiety pożerają cię wzrokiem. – ściągnęła łopatki, wypychając dumnie pierś do przodu.
- Takie moje przekleństwo- zaśmiał się.
- Och, patrz czy to nie Shana- Eli wskazała na stojącą szatynkę.- Ale czemu stoi jak zamurowana i czemu, do licha, stoi na torach od metra! – zbladła.
[Dziewczynka stoi w jakiejś komnacie. Znajduje się w ramionach blondyna. Chłopak mocną ją tuli. Spogląda na jego twarz. Po delikatnym, chłopięcym policzku spływają wielkie łzy.
-Czemu płaczesz...?
-Bo...już nie będę mógł być z tobą...]
W tej chwili Shana poczuła mocne szarpnięcie i stalowy uścisk męskich ramion. Zanim zdała sobie sprawę z tego, co się dzieje, poczuła jak upada na ziemię. Spojrzała w górę i zobaczyła te same niebieskie oczy i leciutko opadające na ramiona blond włosy. Oczy mężczyzny były zatroskane i przerażone. Ścisnął ją jeszcze mocniej.
- Mogłaś zginąć, głupia. – wymamrotał po cichu- A wtedy, nie wiem, co bym zrobił –powiedział prawie niesłyszalnie.
Shana dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że stała tam gdzie jechało właśnie metro. Strach opanował jej ciało i umysł. Zadrżała. Mężczyzna przytulił ją mocniej.
- Już jest dobrze... uspokój się...- powiedział to subtelnie i czule, że lęk Shany wyparował jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Zdawało się, że Latis nie ma zamiaru wypuszczać kobiety ze swoich objęć. Najwyraźniej sprawiało mu to wielką przyjemność. Shana zobaczyła biegnącą w ich stronę zatroskaną Eli. Odsunęła się od swojego wybawiciela.
- Shana! Shana! Nic ci nie jest?!- Eli złapała ją za ramiona i patrzyła pytająco.
- Nie...
- Co ty wyprawiasz! Gdyby nie Latis... Całe szczęście, że był tu i szybko zareagował.
Shana spojrzała na bohatera całej sytuacji, który wiercił ją wzrokiem.
- Dziękuję panu...
- Czemu stałaś na torach?- dociekała Eli
- Ja...nie wiem...Miałam sen...sen na jawie...
- Sen? Jaki sen?- zapytał zaciekawiony chłopak przyjaciółki.
- Ostatnio mam dziwne sny... śni mi się dziewczynka i jacyś chłopcy. Na początku śnili mi się, kiedy spałam, a teraz...- w oczach stanęły jej łzy.
Latis zacisnął pięść i zdenerwowany patrzył jak jego wybranka odprowadza trzęsącą się Shanę do sklepu. W tamtej chwili nienawidził tego uczucia bezradności.
Przystojny chłopak Eli wrócił do swojego pokoju hotelowego. Pokój był drogi, ale nie interesowało go ile wyda, pieniądze nie stanowiły żadnego problemu. Sypialnia była w kolorze niebieskim, stało w niej ogromne łóżko, komoda i szafa z suwanymi drzwiami w kolorze olchy. Łoże stało naprzeciwko balkonu, a może raczej pasowałoby słowo tarasu. Salon był duży, przy drzwiach do sypialni umieszczony był kominek, po drugiej stronie stała skórzana kanapa i fotele, a na środku pomieszczenia mały stolik. W rogu przy kominku wisiał telewizor.
Mężczyzna usiadł ciężko na fotelu, dłonią przeczesał włosy.
- Prawie zginęła...- powiedział sam do siebie.
- Ale ją uratowałeś- w pokoju zabrzmiał męski głos.
- Czemu najpierw nie pukasz? I w ogóle, co ty tu robisz? – warknął przeciągle.
- To samo, co ty. – odparł.
- Nie zrezygnujesz z niej... – nieprzychylnie zlustrował intruza.
- Nie. Ona jest mi przeznaczona. Tak zdecydowano, nie pamiętasz już?
- Pamiętam. To miało zakończyć niesnaski. Ale nie rozumiem, co tu robisz, skoro to przez ciebie tu jest?!- Latis uniósł głos, a w oczach można było dostrzec gniew.
- Mylisz się...nie chciałem...
- Zamknij się! Jak ją dotkniesz to rozszarpie ci gardło! – syknął groźnie, mając w planach spełnienie swej groźby.
- Możesz próbować. Latis... ja nie chciałem jej stracić. Odzyskam ją, ona należy do mnie- na do widzenia rzucił mu zaborcze spojrzenie i znikł za drzwiami.
- Shana...twoja dusza pragnie wrócić do przeznaczonego ci miejsca...- opadł bezwładnie na fotel.

Shana leżała w łóżku, rozmyślała o tym co się stało. Mogła zginąć i to przez dziwny wymysł jej umysłu.
- „Może powinnam udać się do lekarza. Chyba jestem chora...Gdyby Latis mnie nie uratował...Właśnie jego słowa!- podniosła się raptownie- chyba mi się zdawało, on nie mógł powiedzieć „a wtedy nie wiem co bym zrobił”. Musiało mi się wydawać. Tak, byłam w szoku i mi się zdawało. Ale jego uścisk...był taki...kochający...i te oczy, jak u tego chłopca ze snu. Ale przecież to niemożliwe by był człowiekiem z moich snów.”
Wtuliła się w poduszkę. Już miała zasnąć, ale poczuła czyjąś obecność, podniosła głowę i spotkała blado-niebieskie oczy. Zatkała usta dłonią, żeby nie krzyknąć. Te oczy były takie jak zawsze, kiedy je widziała. Opanowane, władcze i hipnotyzujące. Nie potrafiła się im oprzeć, wiedziała, że ją zniewolą.
- Kim jesteś? Czego chcesz ode mnie? – zapytała cichutko.
- Ciii... jesteś moja...- jego wargi dotknęły jej. Ciepłe, słodkie wargi, którym nie sposób było się przeciwstawić.
Jej wola słabła z każdym nadchodzącym pocałunkiem, oczy same jej się zamykały, a dłonie chciały zbadać jego ciało, krew szybciej płynęła. Palce wślizgnęły się przez rozpiętą koszulę, czuła pod palcami mięśnie. Nagle zaprzestał swych zabiegów i odsunął się od niej. Poczuła rozczarowanie w sercu. Patrzył na nią tymi swoimi oczami, a ona myślała, że wybuchnie z pożądania.
- Jeszcze troszkę i zaspokoją się nasze serca, a dusze złączą na zawsze. Widzisz mówiłem ci, że przekonasz się, iż należysz do mnie, a nie do nikogo innego.
- Krist... – przerażona odkryła swoją skazę na charakterze. - Jak ja mogłam, przecież mam chłopaka!
- Twoje serce należy do mnie... – szepnął.
Spuściła wzrok. Gdy podniosła głowę nieznajomego już nie było. Siedziała tak dość długo, próbując zapanować nad emocjami. Ciało drżało, serce waliło jak oszalałe, a umysł nie mógł poukładać powstałych uczuć. W mieszaniu panowała cisza, a w jej głowie wielki zamęt.
- Czemu moje serce tak wali, gdy sobie go przypomnę zaczyna bić szybciej, ale przecież ja kocham Krista! I w ogóle, jakim cudem ten facet się tu dostał. Dlaczego wzbudził we mnie takie emocje?” - do oczu napłynęły jej łzy- „Dlaczego go pożądałam, nawet Krista tak nie pragnęłam! Co się ze mną dzieję?!”
Przez kilka dni Shana mogła odpocząć od nękających ją sennych wizji, ale nadal nie mogła pozbyć się palącego uczucia.





Latis
http://i2.pinger.pl/pgr37...Latis%20001.jpg
Ostatnio zmieniony przez zamek1989 2016-09-03, 19:51, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
zamek1989 
Vice Administrator- ^^-Pancia


Wiek: 29
Dołączyła: 22 Sty 2014
Posty: 1366
Skąd: Z nieba XD
Poziom: 31
HP: 202/2536
 8%
MP: 1211/1211
 100%
EXP: 86/104
 82%
Wysłany: 2014-05-01, 11:44   

OOOOOO robi si ciekawie i tajemniczo ja chce wicej:D kurcze nawet nie wiem kiedy mi rozdział miną super naprawdę supre:D
_________________

 
     
Star 


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Kwi 2014
Posty: 636
Poziom: 23
HP: 49/1225
 4%
MP: 585/585
 100%
EXP: 3/65
 4%
Wysłany: 2014-05-01, 11:45   

Atmosfera się zagęszcza.. :D
Co będzie dalej?
Rozdziay świetne i tak jak dziewczyny chcę więcej..
Więc kiedy następny? :D
_________________
.: Hope dies last :.
 
     
Sesiva 
Junior Grouchy Smurf


Wiek: 30
Dołączyła: 22 Sty 2014
Posty: 924
Skąd: Poznań
Poziom: 27
HP: 89/1795
 5%
MP: 857/857
 100%
EXP: 7/83
 8%
Wysłany: 2014-05-01, 12:17   

zamek1989 napisał/a:
OOOOOO robi si ciekawie i tajemniczo ja chce wicej:D kurcze nawet nie wiem kiedy mi rozdział miną super naprawdę supre:D



podpisuje sie pod tym obiema rękoma i nogami ^^
_________________
W morzu dusz
nic nie jest rzeczywiste...
 
     
Dahilia 


Wiek: 22
Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Skąd: Świebodzin
Poziom: 35
HP: 313/3484
 9%
MP: 1663/1663
 100%
EXP: 56/130
 43%
Wysłany: 2014-05-01, 12:48   

Rany ja też chce więcej tego ; p . Rozdział był i nagle nie mam już co czytać ; p . Super super super . Dawaj nam kolejny rozdzialik ; p
 
     
Seiti1008 


Dołączyła: 25 Kwi 2014
Posty: 658
Skąd: Łódź
Poziom: 23
HP: 49/1225
 4%
MP: 585/585
 100%
EXP: 25/65
 38%
Wysłany: 2014-05-01, 13:07   

Skupiajcie się na historii, skupiajcie, bo potem się gmatwa. Dochodzą nowe postacie i się miesza strasznie. Miłość, nienawiść, pożądanie, żądza krwi, intrygi...

EDIT: PO KOREKCIE (2016)

3.Tajemnicze istoty. Powracające imię

Wstające złote słońce oświetliło zapełniającymi się ludźmi uliczki. Pośpiech, gwar i trąbiące samochody wiecznie spóźnionych pracowników były atrybutami większości miast. Zabieganych i oziębłych. Każdy miewał swoje własne tragedię i często psioczył na boga czy los. Maruderzy, jak, co ranek dostawali szału, gdy ugrzęzli w kilometrowym korku. Ludzki świat był pełen niepotrzebnego tempa i stresu. Nieliczni potrafili się zatrzymać i dostrzec piękno natury – świergot ptaków; szum drzew, który tworzył cudną muzykę; a nawet dramaty braci mniejszych czy tych większych, ludzi.
Zatrwożona Eli wodziła oczami po biegających ludziach, którzy pędzili w tylko sobie znanym kierunku. Westchnęła, przenosząc wzrok na błękitne niebo. Nieboskłon był jak oczy mężczyzny, który nagle zjawił się w jej życiu. Tonęła w głębi i bezmiarze zarówno nieba jak i w spojrzeniu Latisa. Potrząsnęła głową, nie o tym miała myśleć. Upiła łyk aromatycznej kawy. Skrzywia się od posmaku naparu. Gorzka. Zapomniała posłodzić. Odstawiła filiżankę i odsunęła ją od siebie. Jej ręka zawisła w powietrzu, a myśli powędrowały ku Shanie.
Latis obserwował kobietę. Miał nutkę poczucia winy, że miesza niewieście w głowie, ale jakie miał inne wyjście? Musiał zbliżyć się do swojego celu. Po raz kolejny wytłumaczył sobie, że nic nieznaczący człowiek nie może stanąć mu na drodze. Liczyła się tylko ona.
Przymknął powieki i wziął głęboki wdech. Ruszył ku zamyślonej rudowłosej dziewoi.
- Hej Eli, co ci jest? Coś cię martwi? - zagaił.
- Och! – podskoczyła na dźwięk jego głosu – Nie zauważyłam, kiedy podszedłeś. – zaczęła zmieszana. – Czy mnie coś martwi? W sumie to tak. Martwię się Shaną.
- Shaną? A co jej? – odsunął krzesło i dosiadł się do niej.
- Coś się z nią dzieję niepokojącego. Schudła, chodzi zamyślona i... – splotła palce i spuściła wzrok.
- I? – powtórzył z szybciej bijącym sercem, choć jego twarz wydawała się spokojna, lekko zaciekawiona.
- Zwierzyła mi się z czegoś. W tych snach ciągle śnią jej się jacyś chłopcy i mała dziewczynka, ale parę dni temu wydarzyło się coś, po czym nie może dojść do siebie. – odparła wstrząśnięta.
Latis zmarszczył brwi.
- Co się stało? – spytał surowiej. Czyste, niebieskie tęczówki spochmurniały.
- Twierdzi, że przyszedł do niej jeden z tych chłopców. – ściszyła głos i nachyliła się ku mężczyźnie.
- Co?! – zacisnął zęby.
- To absurdalne, ale twierdzi, że był dorosłym mężczyzną i że ją pocałował. – Eli przejechała dłonią po czole. Była zdezorientowana i bezradna, pewna iż Shana jest na skraju szaleństwa.
- Że co?! – uniósł się.
- Boję się, że ona oszalała i ma jakieś zwidy. Może to schizofrenia... – zerknęła na zaciętą minę towarzysza, któ®y wyglądał jakby odpłynął i nie podzielał jej zmartwienia. - Hej, Latis słuchasz mnie?
- „Pocałował ją?! Jak ten baran śmiał pocałować moją...” – zawrzało w nim.
- Latis? Latis?
- Och, przepraszam, zamyśliłem się.- rzucił wymiająco.
- Zauważyłam. – spojrzała na zegar naprzeciw siebie - O rany już 9! Muszę lecieć! Papa. – złapała torebkę, rzuciła pieniądza za kawę i wybiegła.
Oczy Latisa przybrały ciemniejszy odcień. Zdecydowanie był wściekły. Z trudem panował nad sobą.
- „Ja ci dam, całować ją bezkarnie!”
Szybkim krokiem wyszedł z kawiarni i skierował się w stronę hotelu. Minął recepcję i udał się do pokoju sąsiadującego z jego. Pchnął drzwi, które prawie wyleciały z futryny.
- Falmerk!! – wydyszał znienawidzone imię.
- O Latis, puka się wiesz.- odpowiedział sarkastycznie z półmroku.
- Ty draniu! Poszedłeś do niej! I śmiałeś ją pocałować! – ryknął jak rozjuszony lew, odszukując jego sylwetkę spoczywającą na fotelu. Idealnie do niego pasowała poświata mroku. Jego hebanowe włosy zlewały się z czernią panującą w pokoju, a ubiór zupełnie się z nią zlewał. Wyglądał jak cień obserwujący otoczenie i czekający na odpowiednią okazję by skraść czyjąś duszę. On chciał duszy i serca Shany. Niedoczekanie.
- Ależ ja do niczego jej nie zmuszałem. – odparł nonszalancko, z szerokim uśmiechem triumfu.
- Co, proszę...?!- ruszył wściekły w jego kierunku.
- Powiedziałem, że jej do niczego nie zmuszałem, nie broniła się nawet. To dowód, że jej serce należy do mnie.- rzucił zuchwale.
Latis obnażył swoje kły, oczy zapłonęły chęcią mordu. Falmerk przybrał wrogi i zimny wyraz twarzy. Nie podnosząc się z fotela, delikatnie ukazał swoje wielkie kły.
- Chcesz tutaj ze mną walczyć?- „demoniczny cień” rzucił szydersko.
- Nie oddam ci jej! To przez ciebie jest tutaj! – warknął oskarżycielsko.
- Powtarzam po raz kolejny, że jesteś w błędzie. Lepiej już idź, bo niszczysz mi pokój tą swoją nienawistną aurą. – Falmerk skinął na niego jak pan na byle jaką służkę.
Latis ledwo przełknął zniewagę, zdając sobie sprawę na jakich warunkach tu przebywał. Konsekwencje walki z obiektem swej nienawiści rozjaśniały mu umysł. Zacisnął zęby i wyszedł. Mężczyzna obejrzał popękane ściany i nadkruszone meble.
- No i muszę je naprawiać. – pstryknął palcami, a wystrój wrócił do poprzedniej postaci.
- Czuję, że już niedługo będziesz moja...wrócisz na miejsce, w którym powinnaś być od dawna.- zamknął oczy i wrócił do przeszłości, do szczęśliwych dni.

Lekkie ciało Shany leżało skulone w fotelu. Pogrążona w niezrozumieniu własnego jestestwa i spalana obcym jej pragnieniem, nie zauważyła, kiedy jej chłopak wrócił do domu.
- Kochanie, wróciłem. – zawołał od progu.
Nie odpowiedziała.
- Shana... – z troską wypowiedział jej imię.
Zastał ją, patrzącą martwym wzrokiem przed siebie. Wyglądała niczym porcelanowa lalka, którą widywał w witrynie jednego ze sklepów mijanych, co ranek. Bez oznak życia, bez duszy. Przestraszył się nie na żarty.
[Szeroki korytarz pokryty krwią i trupami. Krew jest wszędzie. Strach. Za delikatną rączkę ktoś ją trzyma i ciągnie za sobą. Omijają rozszarpane zwłoki. Wnętrzności rozbryzgnęły się na ich drodze.
- Asima, biegnij.
- Mamo...! Boję się!
- Nie bój się, jestem z tobą. – kobieta zatrzymuje się i bierze dziewczynkę na ręce.
Ciepło miłości, które uspokajało jej serce. Ktoś stanął im na drodze, kobieta staje. Patrzy wściekle na osobnika. Ciało wroga wygina się i rozrywa na kawałki. Kobieta biegnie dalej.]
- Shana...- poczuła szturchnięcie- czemu płaczesz? – ujrzała nad sobą przerażonego Krista.
- Ja...płaczę...?- dotknęła mokrego policzka.
- Shana, co się z tobą ostatnio dzieje? - zapytał zmartwiony.
- Myślałam o matce...- uznała to za dobrą wymówkę.
- Biedactwo, ciągle myślisz o ich śmierci.- pocałował ją czule w czoło i wyciągnął ręce, by mocno ją przytulić.
Jej oczy rozszerzyły się, ciało przeszył dreszcz...obrzydzenia. Zerwała się na równe nogi.
- „Czemu...czemu, gdy mnie pocałował poczułam niechęć?!” – panikowała swoją reakcją. - Jesteś głodny? Zrobię kolację. – chciała uciec od przykrego uczucia.
Wymyśliła wymówkę, żeby nie być z nim w pokoju. W nocy leżała jak najdalej od niego. Zasypiając widziała twarz bruneta, który zamącił jej spokój. Czuła jak jej rozgrzane ciało pręży się i wije. Pragnęła znaleźć się w jego ramionach. Pożądanie, którego siły nie poznała do tej pory, spalało ją od środka. Cierpiała katusze, jakby zabrano jej tlen i dusiła się w agonii.
- „Przyjdź do mnie, błagam cię...”
Ktoś, z rosnącą frustracją, obserwował jej zachowanie na pobliskim drzewie.
- Widzisz Latis, ona chce bym do niej przyszedł.- mężczyzna pojawił się znikąd, delikatnie lądując na gałęzi.
- Falmerk, ty draniu! Użyłeś na niej swoich demonicznych sztuczek?! – łypnął na intruza z żądzą pozbawienia go głowy.
- Pocałowałem ją, tylko tyle, a może aż tyle. Latis, czuję jak mnie woła, więc wybacz muszę iść do niej.- rzucił arogancko.
- Falmerk! Stój...! – wyciągnął rękę, by go zatrzymać.
Nie zdążył, mężczyzna już był przy niej. Jego oczy zabłysły.
- Teraz twój chłopak nam nie przeszkodzi. – szepnął czule, siadając obok niej.
Podniosła się, jej spojrzenie było zamroczone pożądaniem. Wbiła w niego błagalny wzrok.
- Pocałuj mnie...Nie wiem, co mi zrobiłeś, ale musisz mnie pocałować, inaczej oszaleję. – złapała go za dłoń. Skóra jej palców płonęła żywym ogniem. Dreszcz przebiegł jej po kręgosłupie.
- Moja słodka...- odwzajemnił uścisk jej drobnych paluszków i delikatnie musnął jej usta, po czym zachłannie się w nie zatopił.
Shana bez sprzeciwu poddawała się upragnionym i wyczekanym pocałunkom. Delikatnie popchnął ją na poduszkę. Już jego ręka była pod koszulą, gdy niespodziewanie szyba w oknie roztrzaskała się na drobny mak. Falmerk oderwał się od dziewczyny i spojrzał na okno. Uśmiechnął się pod nosem.
- Och, widzę, że komuś się to nie podoba. Hmm na dzisiaj starczy, dokończymy następnym razem.- przejechał palcem po jej nabrzmiałych wargach, łaknących więcej. Jej oczy mówiły: „nie opuszczaj mnie, zostań ze mną.” Ciężko było mu odejść. Gorzki smak tęsknoty ponownie zawitał w jego sercu, choć jeszcze była na wyciągnięcie ręki. Nie mógł zostać; nie mógł przekroczyć tej granicy, za którą czekał rozjuszony Latis. W końcu szanował ten świat.
Rozmysł się w powietrzu jak mgła.
- On jest prawdziwy...- tylko to krążyło w zamroczonym umyśle Shany, gdy powieki staławały się nieznośnie ciężkie.

W komnacie, której ścian nie można było dostrzec przez panującą w niej ciemność, stało jedynie bajeczne łoże. Na miękkim materacu leżały piękne kobiety z czerwonymi ślepiami skrzącymi się chucią. Pieściły jedynego w swym gronie mężczyznę. Podawali się różnym cielesnym uciechom. Szkarłatna pościel współgrała z ich oczami i lejącą się posoką. Kobiety wiły się i prężyły pod wpływem wszechobecnego dotyku. Mężczyzna śmiało całował je i lizał. Usta, szyja, a potem znajdował wymarzony skrawek na ich ciałach i zatapiał w nim swoje kły. Krew kapała na atłasową pościel, a dziewki dalej wyginały swoje ciała, siorpiąc krew ze swoich towarzyszek. Ich unoszące się odgłosy rozkoszy przerwało pukanie.
- Panie... – rozbrzmiał niepewny głos.
- Czego?!- warknął mężczyzna na przybysza, stojącego w drzwiach.
- Znaleźliśmy ją. – odparł, przełykając ówcześnie ślinę.
- Więc ją zabijcie!- ryknął zniecierpliwiony.
- Jest mały problem, panie. Latis i Falmerk kręcą się koło niej. – wydusił z siebie jednym tchem.
- Co?!! Czemu znaleźli ją przed nami, co?! Jesteście bezużyteczni! – miotał się z wściekłości, odpychając niezaspokojone dziewki. Kobiety pisnęły, gdy część z nich upadła głucho na podłogę. Skuliły się, chcąc przeczekać wybuch złości swego pana. Jedna z nich ukradkiem zerknęła w stron drzwi. Szturchnęła kobietę obok siebie i szepnęła jej coś do ucha. Pokrótce wszystkie wlepiały się w jednym kierunku, prychając pod nosem.
- Wyślij mnie.- zaproponowała kobieta wychylająca się zza mężczyzny, stojącego w drzwiach. – Ja Cię nie zawiodę, z przyjemnością ją zabiję. – odrzekła pociągająca blondynka skupiająca uwagę nałożnic mężczyzny.

Zrozpaczona Shana przez kilka dni unikała Krista jak mogła. Nie wiedziała, co się z nią dzieję i co powinna zrobić w tej sytuacji. Nie widziała żadnego wyjścia dla swojego skołatanego serca. Czy to była tylko fizyczność? Zwierzęca i nieokrzesana? Jak miała poradzić sobie z zamroczeniem przez tego „chłopca”. Kim był? Chciał jej? Intensywnie myśląc, patrzyła w okno butiku, w którym pracowała.
- Ładny dzisiaj mamy dzień, prawda? – usłyszała przyjemny, wyrazisty głos Eli za sobą.
- E? Coś mówiłaś?- obróciła się.
- Tak, że ładnie dzisiaj. Może po pracy przejdziemy się do parku? – zaproponowała, otulając ją ciepłym spojrzeniem i wyciągając klucz od sklepu.
- „Wtedy nie wrócę tak szybko do domu.” Z miłą chęcią pójdę na spacer.- uśmiechnęła się szeroko.
Dzień minął bez większego ruchu. O szesnastej zamknęły sklep i ruszyły w stronę parku. Słońce ogrzewało ich rozpromienione twarze. Przeszły wijącymi się alejkami niemal cały park i jeszcze nie miały dosyć. Rozmawiały o najróżniejszych rzeczach – o chochlikowatym losie, który potrafi doświadczyć człowieka; o beztroskich czasach liceum; o prozie ich codzienności.
- Już się ciemno robi. - zauważyła Eli, spoglądając na rozlaną czerwień na niebie.
- Tak, chyba czas już wracać. Miło spędziłam z tobą czas. –odrzekła, przyglądając się malowniczemu zachodowi słońca. Shana poczuła lekkie ukłucie w piersi, ale szybko je zignorowała.
Zawróciły w stronę ulicy, gdy na ich drodze stanęła wysoka blondynka odziana w skąpą czerwoną skórę. Ponętne piersi zakrywały dwa szerokie pasma materiału, które łączyły się na szyi. Talie osy, podkreślał opięty materiał body z mocno wykrojonym tyłem. Wysokie kozaki brzdęknęły złowróżbnie.
- Jaka bezwstydnica, prawie jej cycki i tyłek widać. – zaczęła komentować zgorszona Eli.
Blondynka wyszczerzyła zębiska w zuchwałym uśmiechu. Shana zauważyła jej nadnaturalnie wielkie kły. Zamarła, czując zagrożenie. Adrenalina uderzyła jej do głowy – całe ciało spięło się, krew przyspieszyła, a źrenice rozszerzyły
- Eli powinnyśmy uciekać... – odparła, czując jak skręcają się jej wnętrzności. Strach królował w jej umyśle.
- Co?- spojrzała na nią zdumiona.
- Asima, dzisiaj wybiła twoja godzina- kobieta przemówiła, śmiejąc się szaleńczo.
- Asima?- Shana nie wierzyła własnym uszom. Imię, które słyszała w swych sennych marach, rozbrzmiało swym niepokojącym dźwiękiem na jawie. Kim była Asima? Czemu tytułowano tak ją? Nie miała czasu na rozmyślania. Nieznajoma ruszyła, a Shana nie zdążyła nawet złapać kolejnego tchu, gdy blondynka w mgnieniu oka przebyła dzielącą ich odległość. Dzieliły ją centymetry od swojego celu, gdy ktoś stanął jej na drodze. Kocie oczy lśniły od gniewu, a miecz blokował atak kobiety.
- Sayen...- wyszeptała Shana.
Demoniczne oczy kobiety zalśniły od wściekłości.
- Sayen! Złaź mi z drogi! Najwyższy czas ją zabić! – zarechotała niczym dumna wiedźma ze swego parszywego czaru. Naparła mocniej swymi szponami na ostrze wojownika. – Rozszarpię ją!!
- Najpierw spróbuj zabić mnie, Laura! Nie dotkniesz jej nawet, już o to zadbam. – syknął, spinając swe wszystkie mięśnie.
Eli stała przerażona.
- T- Ty i-ich zna-asz? – wydukała wmurowana w podłoże.
- To chłopak z mojego snu...- wyjaśniła, przyglądając się posturze dorosłego chłopaka.
Eli spojrzała na nią ze zdziwioną miną.
- Eli, uciekamy, jak najdalej stąd! – poleciła.
Kobieta spojrzała przez ramię na toczący się bój i przytaknęła, ruszając za przyjaciółką. Zatrzymały się, ciężko dysząc, dopiero, gdy uznały, że są wystarczająco daleko.
- Nie znajdzie nas?- z ledwością zapytała rudowłosa.
Shana nie zdążyła odpowiedzieć, gdy poczuła, że ktoś stoi za nią. Zadrżała. Odwróciła się i zobaczyła czerwone ślepia kobiety. Dostrzegła jedynie złośliwy uśmiech i błysk ostrza. Zacisnęła oczy, ale nic się nie stało. Przed nią stał Sayen. Z jego ręki ciekła krew, lecz pomimo głębokiej rany dalej trzymał miecz.
- Uciekaj, Asima. – rzucił, nie odrywając oczu od wroga.
Dziewczyna z przejęciem patrzyła na niego.
- Uciekaj!- wrzasnął, żeby go w końcu posłuchała.
Chwyciła przyjaciółkę za rękę i zdążyła zrobić krok do przodu, gdy poczuła przeszywający ból. Krew trysnęła z jej brzucha.
- Shana!!- wrzeszczała Eli.
Shana upadła na ziemię. Z góry patrzył na nią jakiś mężczyzna. Mimo usilnego patrzenia na jego twarz, nie dostrzegła jego rysów. Widziała tylko biel kłów. Kim był? Przestawało mieć to znaczenie. Ból otępił jej zmysły. Pragnęła, by ktoś zabrał to przeszywające cierpienie. Bez znaczenia było czy to będzie ratunek czy koniec.
Oprawca zamachnął się, żeby zadać kolejny cios. Shana przygotowana była na śmierć. Tuż przed jej ciałem ostrze miecza zatrzymało się, a dłoń napastnika rozleciała się na kawałeczki. Mężczyzna zaczął krzyczeć z bólu. Shana dostrzegła jasne, długie pasma i muskularną postać. Wymamrotała prawie niesłyszalnie jego imię. Po chwili stał przy niej i przy Eli.
- Latis...- wykrzyczała zalana łzami Eli, rzucając się na jego ramię, lecz ten zignorował jej łkanie. Wrogim spojrzeniem wiercił stojącego nieopodal i krzyczącego od boleści mężczyznę.
- Jak śmiesz krzywdzić moją siostrę, padalcu!- z wypowiedzeniem tych słów ciało rannego rozbryznęło się dookoła.
- Siostrę?- powtórzyła jak echo. Przeniosła oniemiałe oczy na Latisa i zamarła. Od przerażenia zapomniała jak oddychać. Próbowała zrobić kilka kroków do tyłu, lecz nogi miała jak z waty. Przy próbie ruchu, runęła na ziemię.
- Latis...Latis...braciszku...- szeptała półprzytomna Shana.
- Zaraz ci pomogę.- chciał się nad nią nachylić, ale przeszkodził mu czyjś atak. Byli otoczeni-Zajmij się nią, Eli… - rzucił spojrzeniem na wystraszoną kobietę. – Eli…- zamrugał mocno i intensywnie. Zajrzał w jej oczy czułym błękitem i odrzekł spokojnie: - To ja, Latis. – jego głęboki i barwny głos uspokoił ją. – Zajmij się Shaną, dobrze?
Kiwnęła głową i na czterech doszła do konającej dziewczyny.
- Trzymaj się Shana. Nie trać przytomności...- błagalnie szeptała Eli, kiedy głaskała ją po mokrych i pozlepianych włosach.
Oczy kobiety same się zamykały. Walka traciła sens. Przez mgłę dostrzegła postać mężczyzny. Ujrzała blado-błękitne oczy. Falmerk ukucnął przy niej. Delikatnie uniósł ją z ziemi i przytulił do swojej piersi.
- Co oni ci zrobili - z miłością patrzył na nią, a iskierka gniewu zawitała na jego przystojnej twarzy, gdy spojrzał na ranę i jej cierpiącą buźkę - nie dam ci umrzeć. – oznajmił, wycierając jej cieknącą z ust krew. Powiódł hipnotyzującym wzrokiem ku zszokowanej niewieście. Pod wpływem jego spojrzenia Eli straciła przytomność.
- Lepiej, żeby tego nie widziała. Już czas byś wróciła do swojego domu.
- Falmerk...- wyszeptała jedynie, gdy jego kły zatopiły się w jej miękkiej szyi. Blado niebieskie oczy zaszły czerwienią, kły wbijały się coraz głębiej.
Słodka, pozornie, ludzka krew wlała mu się do ust. Wyczuł cząstkę istoty mu podobnej i miał już pewność, że jej prawdziwe „ja” zostanie zbudzone z długoletniego snu.
Ciało Shany wygięło się w łuk pod wpływem narastającego bólu. Gdy wyciągnął kły z jej tkanek, oczy kobiety były nieruchome. Zbliżył swoją rękę do swoich ust, by krew napłynęła do nich. Po czym złożył krwawy pocałunek na jej wargach. Czuł, jak jej ciało zaczęło pulsować. Teraz jej rany się zagoją, lecz to dopiero początek prawdziwie rozrywającego bólu. Czekała ją bardzo bolesna przemiana. Musiała powrócić do tego, kim była. Wziął ją nieprzytomną na ręce. Spojrzał przed siebie. Sayen zajadle walczył, gdy dostrzegł jego przeciwnika, oniemiał.
- Laura...- wykrztusił.
Latis pogrążony w walce nie zauważył, co się stało, dopiero teraz zdał sobie sprawę, że jego ukochaną siostrę trzyma Pan Ciemności, w dodatku nieprzytomną. Wściekłymi oczami spojrzał na swoich przeciwników, którzy pod wpływem jego morderczego spojrzenia padali jak muchy. Szybko znalazł się przy Falmerku i Asimie. Wtedy dostrzegł zszokowaną minę znielubionego osobnika. Mimowolnie spojrzał w kierunku, w którym patrzył Falmerk.
- Co cię tak dziwi? Może to, że jeszcze nie wykończyła Sayena, co?- powiedział z wrogością. Władca Demonów zignorował zaczepkę brata ukochanej.
- Laura... Laura!!!- wrzasnął Falmerk.
Laura zatrzymała się przed kolejnym atakiem, Sayen również znieruchomiał. Kobieta dostrzegła rozjuszone spojrzenie Falmerka. Nie widziała go jeszcze tak wściekłego. Potem jej wzrok spoczął na Asimie. Krew zawrzała jej w żyłach, a serce rozdarło od negatywnych uczuć, jakie nią targały.
- Falmerk!- krzyknęła - Dlaczego... Dlaczego, do licha, ona!- wrzeszczała zrozpaczona.- Czemu ją tak kochasz?! Dlaczego nigdy na mnie tak nie patrzyłeś?! Nawet, gdy się kochaliśmy, ty byłeś zimny... dopiero twoje serce rozgrzewało jej wspomnienie...Dlaczego?!!!
- „Czyżby ona nie działała na jego polecenie?”- zastanawiał się zbity z pantałyku Latis.
Sayen stał zdezorientowany, patrzył raz na nią raz na jej władcę.
- Jak mogłaś zdradzić swojego pana.- Pan Ciemności syknął, obnażając kły.
Nie zdążyła odpowiedzieć, na jej ramieniu pojawiła się głęboka rana, potem na lewej nodze i brzuchu.
- Falmerk...- szepnęła, tłamsząc ból. To nie fizyczny zadawał jej tyle cierpienie, tylko ten jej duszy, złamanego serca. Ten nieszczęśliwej miłości.
Jej ciało z impetem uderzyło o drzewo, łamiąc je w pół. Oczy demona zaszły łzami. Wiedziała, że jak teraz nie ucieknie to zginie. Ostatkiem sił zmusiła się do ucieczki, błagając w duchu by nie puścił się za nią. Okazał jej litość i pozwolił zbiec.
Latis i Sayen gapili się na niego zdziwieni.
- Albo naprawdę nie masz z jej atakiem nic wspólnego, albo jesteś w stanie ją poświęcić byśmy ci uwierzyli. – brat Asimy w końcu się odezwał.
- Latis, powinieneś zadbać o tą tutaj- wskazał na leżącą Eli.- Powinieneś wymazać jej pamięć o tym zdarzeniu.
- Masz rację, zajmę się tym zaraz po tym jak oddasz mi moją siostrę.
- Nie. – stanowczo odparł.
- Co?!- krzyknął wściekły Sayen- Jak śmiesz mówić takim tonem do Arcyksięcia.
- A ty? Jak śmiesz takim tonem gadać do boga.- podsumował go Falmerk.- Latis, zajmij się nią a ja zaniosę Asimę do waszego Cesarstwa. Ten nerwus może iść ze mną.
- Zgoda. – przystał na propozycję.
- Latis! Zaufasz mu?! – pieklił się wojownik.
- Wydaje mi się, że mówi prawdę i nie skrzywdzi Asimy. Ale i tak go pilnuj. – polecił, a w odpowiedzi dostał prychnięcie rozjuszonego kota.






Dzięki za miłe słowa. :lol:
Ostatnio zmieniony przez zamek1989 2016-09-03, 21:32, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Dahilia 


Wiek: 22
Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Skąd: Świebodzin
Poziom: 35
HP: 313/3484
 9%
MP: 1663/1663
 100%
EXP: 56/130
 43%
Wysłany: 2014-05-01, 13:54   

Czekaj czekaj. Jest tak :
Shana- Asima
Latis - brat Asimy
Falmerk- to jakby narzeczony Asimy
Eli- przyjaciółka
Sayne - kim on jest??? Przyjacielem brata??


Rozdział fajny ale lekko się pogubiłam w przy końcówce echhh.
Więc kiedy kolejny rozdział?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme created by Forum Komputerowe

| | Darmowe fora | Reklama