skipbeatopowiadania.jun.pl Strona Główna

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Statystyki RejestracjaZaloguj Album Download

Image and video hosting by TinyPic

Poprzedni temat «» Następny temat
Asima
Autor Wiadomość
Dahilia 


Wiek: 23
Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Skąd: Świebodzin
Poziom: 35
HP: 278/3484
 8%
MP: 1663/1663
 100%
EXP: 56/130
 43%
Wysłany: 2014-05-04, 13:04   

Cuuuuuudowne ; p . Chce więcej tego czytać dawaj nam tu kolejny rozdział ;p .
 
     
REKLAMA 

Dołączyła: 25 Kwi 2014
Posty: 658
Poziom: 0
HP: 0/0
 0%
MP: 0/0
 0%
EXP: 0/0
 100%
Wysłany: 2014-05-04, 13:09   

 
     
Seiti1008 


Dołączyła: 25 Kwi 2014
Posty: 658
Skąd: Łódź
Poziom: 23
HP: 36/1225
 3%
MP: 585/585
 100%
EXP: 25/65
 38%
Wysłany: 2014-05-04, 13:09   

Powinnam milczeć jak zaklęta. To początek, przez 300 str dzieje się co nie miara, Jestem dość okrutnym opowiadaczem. Telenowele wysiadają młahahaha. Będzie yaoi, będzie hentai, choć boy x boy nie jest głównym nurtem ;) (uznałam, że osoby nie lubiące yaoi lepiej to zniosą). Dojdzie sporo postaci, w tym mój ulubieniec ~~ach~~

Następny powinien być jutro.

P.S. Star udało mi się przeczytać 2 rozdział i jest świetny :D
 
     
Star 


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Kwi 2014
Posty: 636
Poziom: 23
HP: 36/1225
 3%
MP: 585/585
 100%
EXP: 3/65
 4%
Wysłany: 2014-05-04, 13:21   

Łooo to się będzie działo :D

Cieszę się. :) Zabieram się za ósmy :D
_________________
.: Hope dies last :.
 
     
Dahilia 


Wiek: 23
Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Skąd: Świebodzin
Poziom: 35
HP: 278/3484
 8%
MP: 1663/1663
 100%
EXP: 56/130
 43%
Wysłany: 2014-05-04, 13:30   

Jejejejeje nie mogę się doczekać tego wszystkiego ; p
 
     
zamek1989 
Vice Administrator- ^^-Pancia


Wiek: 30
Dołączyła: 22 Sty 2014
Posty: 1366
Skąd: Z nieba XD
Poziom: 31
HP: 152/2536
 6%
MP: 1211/1211
 100%
EXP: 86/104
 82%
Wysłany: 2014-05-04, 15:14   

ooooooo super:d to było boskie kurde nie moge nooo a Asima przechodzi samą siebie fajnie gdybys próbowała namalować Flamerka z miłą chęcią bym go zobaczyła jak wygląda:D Ahhh...ten intrygi uwielbiam takie klimaty kiedy następny ja chce więcej:D
_________________

 
     
zamek1989 
Vice Administrator- ^^-Pancia


Wiek: 30
Dołączyła: 22 Sty 2014
Posty: 1366
Skąd: Z nieba XD
Poziom: 31
HP: 152/2536
 6%
MP: 1211/1211
 100%
EXP: 86/104
 82%
Wysłany: 2014-05-04, 15:15   

Dopiero jutro??szkoda ja chce już:D
_________________

 
     
Elmirka2 


Dołączyła: 15 Gru 2013
Posty: 906
Skąd: Piaseczno
Poziom: 26
HP: 65/1637
 4%
MP: 781/781
 100%
EXP: 67/78
 85%
Wysłany: 2014-05-04, 20:47   

Seiti, to było na serio boskie (dosłownie i w przenośni ;) )
Bez żadnego zażenowania sadowię Cię na moim ołtarzyku modlitewnym i wznoszę moje błagania i modlitwy o rychły kolejny rozdział :)
To było po prostu genialne. Chcę więcej, więcej, więcej!!!
_________________
nieudacznik literacki
 
     
Arisa-chan 


Wiek: 25
Dołączyła: 19 Kwi 2014
Posty: 195
Skąd: Ostrołęka
Poziom: 13
HP: 3/370
 1%
MP: 176/176
 100%
EXP: 1/30
 3%
Wysłany: 2014-05-04, 22:25   

Seiti a można zapytać kto jest Twoim ulubieńcem ?
 
     
Seiti1008 


Dołączyła: 25 Kwi 2014
Posty: 658
Skąd: Łódź
Poziom: 23
HP: 36/1225
 3%
MP: 585/585
 100%
EXP: 25/65
 38%
Wysłany: 2014-05-05, 09:08   

Arisa, czy to nie oczywiste? Airen *_* Gdybym mogła go zmaterializować to ym trzymała go w piwnicy i gwałciła ciemną nocą <3 Uwielbiam jego mrok w serduszku. Czasami zastanawiam się kto jest gorszy: Asima czy Airen :D
 
     
Arisa-chan 


Wiek: 25
Dołączyła: 19 Kwi 2014
Posty: 195
Skąd: Ostrołęka
Poziom: 13
HP: 3/370
 1%
MP: 176/176
 100%
EXP: 1/30
 3%
Wysłany: 2014-05-05, 09:48   

Hahahaa ... tak właśnie podejrzewałam :P To również mój ulubieniec ^^

PS. A Właśnie ... dzisiaj w nocy mi się śniłaś. Poszłam do lekarza i spotkałam swoją koleżankę. Byłaś z nią i słyszałam jak ktoś mówił Seiti. Ja od razu postawiłam uszy na radar , pdeszłam i się zapytałam czy to Ty piszesz opowiadania. A Ty że tak. Okazałaś się starą babą ^_^ Hahahahahaa. Moja wyobraźnia nie zna granic :D
 
     
Seiti1008 


Dołączyła: 25 Kwi 2014
Posty: 658
Skąd: Łódź
Poziom: 23
HP: 36/1225
 3%
MP: 585/585
 100%
EXP: 25/65
 38%
Wysłany: 2014-05-05, 10:00   

Hahahaha ale z tym trafiłaś, akurat kiedy rozmyślałam o tym jaka ja już stara i żeby los oddał mi moją młodość. ;) Dodatkowo uświadomiłam sobie swój wiek, kiedy informowałam familie o ciąży. 7 lat temu, gdy wkraczałam w dorosłość wszyscy przeżywali mój stan, że co to będzie i inne srututu, a teraz... banan na gębach i gratulacje. Ja nie chce?! Pocieszające jest to, że mi dają poniżej 20. :D i Myślą, że jestem nastoletnią matką albo, że mój syn to mój brat. Trochę mnie to pociesza, że się dobrze konserwuję. :D

wezmę się w sobie i wezmę się a korektę... niebawem.
 
     
Arisa-chan 


Wiek: 25
Dołączyła: 19 Kwi 2014
Posty: 195
Skąd: Ostrołęka
Poziom: 13
HP: 3/370
 1%
MP: 176/176
 100%
EXP: 1/30
 3%
Wysłany: 2014-05-05, 10:18   

Nie wiem jak wyglądasz, ale na pewno nie tak jak w moim śnie ^_^ Czekam na kolejny rozdział :)
 
     
Seiti1008 


Dołączyła: 25 Kwi 2014
Posty: 658
Skąd: Łódź
Poziom: 23
HP: 36/1225
 3%
MP: 585/585
 100%
EXP: 25/65
 38%
Wysłany: 2014-05-05, 11:41   

KOREKTA (2016)

7.Boski Świat - prawdziwa twarz bogów

Zegar co dzień wymierzał te same godziny; słońce wstawało, górowało na niebiosach, po czym udawało się na spoczynek, oddając swe królestwo księżycowi i mrokowi nocy.
Wieści rozeszły się jak świeże, pachnące pieczywo. Zaślubiny dwóch bogów ze zwaśnionych rodów, nie mogły pozostać bez echa. Galaktyka drżała od plotek, ale nawet niektóre rody z Wszechświata De wydawały się zainteresowane zamążpójściem odnalezionej Córy Śmierci. Wysyłano liczne zaproszenia na bale, szukano okazji do poznania następczyni tronu. Natura dyplomatycznie odmawiała, zasłaniając się rychłą datą koronacji swej dorosłej latorośli, lecz prawdziwym powodem odmownych odpowiedzi był brak wyedukowania Asimy. Młoda bogini nie miała pojęcia, kto jest, kim na własnym podwórku, a co dopiero w rozległym Wszechświecie. Natura postanowiła, że jej córkę należy dokształcić. Przyszła Cesarzowa miała brać lekcję u... Falmerka. Wydał się Cesarzowej Matce odpowiednim kandydatem – był nad wyraz cierpliwy, i mimo demonicznego pochodzenia, obyty w towarzystwie.
Władca Ciemności zerkał na tykający czasomierz. Czekał, aż jego narzeczona łaskawie zjawi się na pierwszej lekcji. Kiedy wreszcie się zaszczyciła go swą obecnością, czekało ją besztanie zimnych oczu rozgniewanego boga.
- Spóźniłaś się! Czekam tu od dwóch godzin...- warknął zniecierpliwiony.
- Przepraszam.- powiedziała, ziewając- „Wiedziałam, żeby tyle nie pić, Sophia i Kat sobie śpią, a ja muszę brać jakieś lekcje.”
Balanga wydłużyła się do wczesnego poranka, choć planowo miała skończyć się przed północą. Alkohol i plotki nie były dobrym połączeniem. Zebrało im się na wspominki i opowiastki. Zacieśniła więzy z siostrą Sayena, Kat. W dniu, gdy się poznały, dziewczyna dość bezczelnie wgapiała się w nią jakby była posągiem w muzeum. Widziała w jej zielonych oczach prawdziwy zachwyt. Dopiero, kiedy ochłonęła, szybko padła na kolana i przepraszała za brak taktu. Asimę tak jej zachowanie rozśmieszyło, że szybko się zakolegowały i spotykały wieczorami na małym, co nieco. Stawały się wytrawnymi koneserkami dobrego trunku.
Bogini potarła pulsującą skroń.
- Siadaj, zacznijmy w końcu. – Falmerk wycedził prze zaciśnięte zęby i odsunął jej krzesło, na którym klapnęła.
- Czego ty tak właściwie masz mnie uczyć?- rozejrzała się po gabinecie matki. Siedziała przy wielkim biurku w kolorze wiśni. Blat był utrzymany w najwyższym porządku. Nie leżało na nim nic zbędnego. Trzy teczki ułożone były po jej lewej stronie, a przed nią spoczywało złoto- czerwone pióro i kałamarz. Falmerk zasiadł na wygodnym fotelu. Asima skrzywiła się. Czemu ona musiała siedzieć na niewygodnym krześle, a on rozwalił się na miękkim fotelu jej matki?
- O rodach w boskim świecie. – odrzekł, rozsiadając się wygodniej.
- O matko, toż to musi być nudne jak flaki z olejem. A właściwie, czemu ty siedzisz tam, a ja tu?
- Ja jestem tu nauczycielem, a ty uczniem. – odparł z szelmowskim uśmieszkiem. - Radzę ci zapamiętać to, co ci powiem. Lepiej, żebyś wiedziała, kogo ci przedstawiają podczas koronacji.- powiedział groźnie, a w odpowiedzi dostał głośne westchnięcie.
- No zaczynaj w końcu. – nuda dopadła ją nim jej narzeczony otworzył w ogóle usta.
- Zaczniemy od Królestwa Ziemi. Władcą jest Misch de Terra, jego żona to Juliette de Terra, z rodu Tre, syn to Odyn, a córka Luu. Ma młodszego brata Edina de Terra, żoną Edina jest Lee z rodu Padma. Arystokraci to rody Tre i One. Zapamiętasz?
- Chyba nie mam wyjścia. Czyli dzieci władcy i tego drugiego nie są bogami czystej krwi.
- Nie. Teraz Królestwo Wody. Królem jest Touyo de Aqua, jego żona to Layia de Aqua z rodu So, a córka to Kityo na marginesie jest narzeczoną Shira z Królestwa Ognia. Arystokraci to So, Ko, To, Ru.
- Robi się pomieszane... – dostawała migreny od natłoku informacji, zbędnych jej zdaniem.
- Królestwo Ognia, Król to Ryoga de Fire, jego żona to Pausa z rodu Pix, córki Ester i Alisa, a syn Shir. Rody to Pix, Sare, Kana, Rosa. Dalej Królestwo Powietrza, król to Wing de Aer, żona Fuksia z rodu Sare, syn to Rotten de Aer, a jego żoną jest Alisa z rodu de Fire . Rodami są tu Oem i Er.
- Hmmm te królestwa są chyba blisko ze sobą; król de Fire wydał córkę za królewicza z Królestwa Powietrza, a królowa Aer jest z arystokracji Ognia. – powinowacenie głównych rodów przykuło jej uwagę. Zmrużyła oczy.
- Zamążpójście Alisy było do przewidzenia, królowa Aer nalegała na to.
- Och Alisy, jesteście po imieniu? – oparła łokieć o biurko, a brodę o dłoń. Uniosła wymownie brwi, czekając na odpowiedź.
- Oczywiście była moja kochanką przez dłuższy czas. – oparł się o zagłówek, splatając palce na brzuchu.
- Co?! – wytrzeszczyła oczy i zamrugała nerwowo. Nie spodziewała się takiej nowiny, sądziła, że co najwyżej flirtowali, a nie sypiali ze sobą. Kogoż to miała przed sobą? Demona rozpusty?
- Zazdrosna? – jego usta wydęły się w uśmieszku satysfakcji.
- Oburzona! Chyba nie była już żoną Rottena? – spytała wstrząśnięta.
- Nie, to było przed jej zaręczynami.
- O tyle dobrze.- odrzekła zniesmaczona.
- Wróćmy do rzeczy. Pora na Królestwo Ciemności, obecnie ja jestem władcą, ale wcześniej rządził mój ojciec, Dark de Daimon, moja matka to Elizabeth z boskiego rodu Naraka. Mój ojciec miał siostrę Cytię. Wyszła za syna rodu Kyo.
- To rodzice Sophii.
- Tak. Moja matka też ma siostrę jest nią Lostia Atata z rodu Naraka. A więc Królestwo piekieł i ciemności stało się jednym i w dodatku zachowało boską krew. Arystokraci to rody Kyo, Toysa, Utapala, Tapana, Atata, Padma.
- Sławetna kość niezgody. – podsumowała przyszła władczyni.
- Można tak to ująć. Wraz z ożenkiem moich rodziców, konflikt z rodem Śmierci zaognił się. Piekło należało do rodu de Death, tak jak i Kraina Nieba. Naraka byli tylko opiekunami, ale de Daimon przejęli piekło.
- Nie dziwię się, że ojciec się wkurzył. – odparła. – Zaraz, Padma?
- Tak, żona młodszego brata władcy Królestwa Ziemi jest z tego rodu. A teraz twój ród, może ty mi o nim opowiesz? Chyba wiesz coś o swojej rodzinie?
- Proszę bardzo. – wypięła dumnie pierś - Cesarstwo Animalii, Cesarzowa Natura de Death z boskiego rodu de Mundus, jej mąż dzierży miano Śmierci, a na imię ma Shinden de Death, syn Latis i córka Asima. Arystokratyczne rody to Felis, Aves, Equus, Canis, Testudines, Pisces, Elephantidae, Simiae. Brat mojego ojca, Sulvis, ożenił się z siostrą mojej matki, Akne. Mają córkę.
- Chociaż tyle umiesz.
- Powiedz mi, czy tylko Alisa była twoją kochanką? – zapytała zaciekawiona chucią swego narzeczonego.
- No coś ty - odparł oburzony - Pomyślmy...córka rodu Rosa, córka rodu To, ona była naprawdę słodka...- rozmarzył się, ale do rzeczywistości sprowadziła go pięść Asimy uderzająca biurko. - Dalej Luu, córka rodu Oem, a i jeszcze córka rodu One.
- Nie próżnowałeś jak widzę. – wysyczała przez zęby.
- Miałem konkurencje. Twój brat też nie próżnował. – dolał oliwy do ognia.
- Co?! „Muszę mu wybić z głowy te podboje. Czy to natura kolekcjonera? Chwalą się tym przy herbatce?!”- piekliła się.
- Hmm... więcej nie pamiętam. Chodziło ci o te z innych królestw, prawda? Nie wliczyłem tych z mojego...
- Co?! I ty jesteś moim narzeczonym!- wrzasnęła.
- Od kilku lat moje podboje nie były już tak spektakularne, zadowalałem się nałożnicami.- powiedział z dumą w głosie.
- Że co?! Chyba nie chce wiedzieć więcej. – wstała raptownie. Krzesło zachybotało się niepewnie, ale złapane w ostatniej chwili, nie upadło.

Do komnaty wróciła wycieńczona. Głowa jej pulsowała od kaca, a złość wcale nie łagodziła dolegliwości. Rzuciła się na łóżko obok Kat i Sophii.
- I jak było na naukach?- zapytała Sophia, unosząc jedną powiekę.
- Strasznie, to takie poplątane... dowiedziałam się, kto był kochanką mojego narzeczonego. – fuknęła.
- Ten idiota powiedział ci, z kim sypiał?!- ryknął zszokowany demon, podnosząc się na ramionach.
- Sama zapytałam, ale spokooojnie, wymienił tylko te z innych królestw- odpowiedziała sarkastycznie- może powinnam je zapisać, żeby wiedzieć, która może mnie nie lubić! – warknęła, kładąc głowę na pomiętą poduszkę.
- Chyba, która może ci współczuć- wtrąciła się Kat.
- Niestety mój braciszek nie lepszy... Falmerk powiedział, że miał konkurencje w nim... – Sophia poczuła nieprzyjemne ukłucie w piersi. Mogła stać się kolejną kreską w dorobku Arcyksięcia. Niczym więcej, jedną z wielu.
- Rany, co z nimi nie tak...- zastanawiała się Kat.
- Założę się, że każdy ma nałożnice albo kochanki.- dołączyła się Sophia.
- Mężczyźni to jakiś odrębny gatunek, dzikie zwierzęta niepanujące nad instynktami, muszą się pieprzyć i dążyć do władzy.- podsumowała Asima.
- A tak z innej beczki...mam kaca...-zmieniła temat Kat.
- Za dużo wypiłyśmy.- odpowiedziała Sophia.
- Wiecie, co ja po tych szokujących informacjach napiłabym się jeszcze.
- Bogini, staniesz się alkoholiczką, a my z tobą.- spostrzegła Kat.- Kto polewa?
Butelka za butelką i przepiły kaca. Tańczyły, śpiewały i śmiały się do rozpuku. Hałas zmusił zatroskaną rodzinę do poszukiwań swych ukochanych dziewczyn.
Przy drzwiach od komnaty Asimy spotkali się Sayen, Latis i Falmerk.
- Co ty tu robisz, Falmerk?- zapytał groźnie Latis.
- Szukam mojej kuzynki, spokojnie nie idę do Asimy. Dowiedziałem się, że tu może być. A ty Sayen, co tu robisz? – łypnął na wojownika.
- Szukam siostry.
- Ech, to wszyscy kogoś szukamy – westchnął Latis.- Swoją drogą coś tam głośno u Asimy.
Sayen otworzył drzwi i ujrzeli kobiety pijane jak szpadel.
- Nawet nie zauważyły, że weszliśmy- rzucił Sayen.
- Są tak pijane, że nie wiedzą pewnie jak się nazywają.- dodał Latis.
- Aż żal patrzeć. Moja narzeczona i kuzynka w takim stanie...- dorzucił Falmerk.
Asima wzięła jeszcze kilka lekcji o boskim świecie. Zbliżał się czas koronacji, chodziła podenerwowana zwłaszcza, że Natura skonfiskowała cały alkohol, co nie wpłynęło na boginie pozytywnie. Sophia i Latis dalej schodzili sobie z drogi, a Sayen nie miał okazji, żeby porozmawiać z przyszłą Cesarzową. Falmerk nie pojawił się w Cesarstwie od ostatniej udzielonej lekcji.
Dni mijały, aż nadszedł dzień koronacji Asimy. Tego dnia wszyscy się spieszyli, w pałacu panowało zamieszanie. Natura starała się wszystko ogarnąć, a Asima zastanawiała się jak rozpoznać swojego wroga i czy zamierza zakłócić ceremonię.
Odłożyła tusz do rzęs do kosmetyczki. Patrzyła w lustro, lecz nie widziała swojego odbicia. Pochłonęły ją dywagacje.
- „Touyo de Aqua, Ryoga de Fire, Misch de Terra, Edin de Terra, Wing de Aer i jego syn Rotten de Aer, któryś z nich chce się mnie pozbyć. Zastanawiające, że Rotten jest w Radzie. Nie jest przecież bogiem czystej krwi. Czemu w niej zasiada? Z powodu chodów u reszty królów? Muszę mu się dokładniej przyjrzeć. Jaką jest osobą? Łasą na władzę? Król Ryoga wydał córkę za Rottena, matka Rottena jest z królestwa ognia no i Kityo z królestwa wody jest narzeczoną królewicza z królestwa ognia. Groźnie się spletli. Rotten pewnie ma względy u króla Ryogi, jako że królewna Kityo jest narzeczoną Shira to i Królestwo Wody jest za Rottenem. Tak dostał się do Rady? To stawia cię, mój drogi, w nieciekawej sytuacji w moich oczach. Zostałeś nominowany do roli głównego podejrzanego, moje gratulacje.” – wbijała mroczne spojrzenie w lustro i dopiero głośne pukanie przywróciło jej widzenie.
Zdała sobie sprawę, że po jej nieskazitelnym bursztynie nie było śladu, zastąpił go nienawistny szkarłat. Zamknęła oczy i schowała je za murem z rąk. Puknie powtórzyło się.
- Proszę. – odrzekła niepewnie i mocniej zacisnęła powieki. – Wróćcie do normy. – szepnęła błagalnie.
W progu stanęła asystentka pałacowego medyka. Skinęła głową i minęła toaletkę, przy której siedziała bogini. Podeszła do szafy i barując się nieco ze strojem, wyjęła go mocnym szarpnięciem.
Suknia była złota, a właściwie pozłacana, zdobiły ją szmaragdy i rubiny. Gorset był złoty, wysadzany diamentami. Przyszła władczyni przełknęła głośno ślinę. To był potwór a nie suknia. Miała w tym chodzić? Miała w tym oddychać? Toż to niemożliwe. Zbladła, gdy Asana dotaszczyła do niej kieckę. Policzki kobiety zarumieniły się od wysiłku, a z czoła spłynęła strużka potu. Łapiąc powietrze, wyszeptała:
- Już pora założyć odświętny strój.
Na usta bogini cisnęły się tylko wulgarne epitety, za które matka zmyłaby jej głowę.
Asima była niemalże pewna, że przy zakładaniu gorsetu jej żebra zostaną zmiażdżone. Asana ciągnęła sznurowanie w jedną stronę, a Asima odchylała się w drugą, kurczowo trzymając się łóżka, które zaskrzypiało złowieszczo. Obie w pocie czoła, dawały z siebie wszystko, by przyodziać boginię w ciężką suknię. W końcu uporały się z nią. Pielęgniarka padła jak długa na podłogę, a przyszła cesarzowa oparła się o baldachim. Czuły się jakby przebiegły dwa razy maraton.
- Pani, już czas. – wymamrotała, ledwo wstając.
- Już idę. – odparła, ciężko dysząc. – „Nigdy, kurwa, więcej!”
Gdy schodziła schodami naliczyła trzy złamane żebra. Syknęła pod nosem przekleństwo, ale szybko przywołała na usta promienny i nieskazitelny uśmiech władcy. Poczuła na sobie spojrzenia zgromadzonego tłumu. Na dole schodów czekała na nią Natura. Stając przed matką, pokłoniła się, a ustępująca cesarzowa odwzajemniła ukłon. Razem skierowały się do sali tronowej, a za nimi ruszyli goście.
Sala tronowa przypominała bogini katedrę z ludzkiego świata. Sklepienie było kilka metrów nad ich głowami, łukowate okna zdobiły witraże kobiet, jak się dowiedziała jej przodków z rodu de Mundus, a marmurowa posadzka lśniła niczym lustrzana tafla. Wiedziała, że służące kosztowało to sporo pracy. Odwróciła głowę ku służkom zgromadzonym przy lewy wejściu dla służby. Uśmiechnęła się do nich zniewalająco, a kobiety zarumieniły się po same uszy. Kolejny krok doprowadził ją czarnego dywanu, który sięgał schodów i samego tronu. Asima ledwo powstrzymała sarkastyczny grymas. Kiedy zażyczyła sobie czarny dywanik, jej rodzicielka kategorycznie odmówiła, mówiąc, że to w złym guście, mimo to ostatecznie spełniła prośbę córki. Prezentował się nienagannie i pasował do wnętrza, pomimo obiekcji Natury. Zerknęła na zaciętą minę matki, która jasno upominała ją, aby nie komentowała jej decyzji. Z lekkim, czarującym uśmiechem podeszła do tronu i usiadła na nim, oczekując swej koronacji, która miała nastąpić po przemowie Natury.
- „Zaczęłam się denerwować. Już niedługo matko, zabiorę od ciebie ten ból. Czas byś odpoczęła.”- pogrążyła się w rozmyślaniach, choć siedziała jak na szpilkach.
Natura stanęła na pierwszym schodku do tronu i obiegła wszystkich rozczulonym spojrzeniem. Prawiła o trudzie rządów, odpowiedzialności i decyzjach zmieniających życie nie tylko władcy, ale i poddanych. Wyraziła nadzieję, iż jej następczyni sprosta zadaniu, a jej rządy będą złotym czasem dla Cesarstwa.
- Nadszedł czas, bym ustąpiła z tronu. Czas by rządy przejęła moja córka Asima.
Asima wstała, po czym uklękła.
- Czy ty... bogini zrodzona z Natury i Śmierci, przysięgasz działać wyłącznie na korzyść Cesarstwa Animalii? Przysięgasz bronić swojej ojczyzny i jej mieszkańców? Czy przysięgasz rządzić sprawiedliwie?- rzekła z elegancją Natura.
- Przysięgam. – odpowiedziała jej córka.
Natura założyła jej koronę i wręczyła berło. Z momentem, gdy korona dotknęła jej głowy, jej ciało przeszył niewiarygodny ból. Ze wszystkich sił walczyła, aby nie upaść na schody. Musiała wyrównać oddech i założyć maskę, którą odziedziczyła wraz z tronem.
- „Taki ból znosiłaś codziennie, matko...”- zacisnęła zęby i wstała.
Usiadła na tronie, teraz musiała przyjąć gratulacje. Nie mogła okazać słabości, bo jej wróg z pewnością by ją wykorzystał. Musiała epatować siłą, potęgą i niezachwianą pewnością siebie, by onieśmielić i zastraszyć swojego wroga. Trzęsła się z bólu, ale odpowiednia odległość tuszowała jej stan; jej usta zrobiły się suche, lecz przykryte czerwoną pomadką nie zdradzały swej niedyspozycji; nałożony podkład zasłonił bladość. Dziękowała geniuszowi, który wymyślił makijaż. Musiała jedynie wytrzymać nasilający się ból.
Po kolej podchodziły znakomite rody.
- Królestwo Wody: Król Touyo de Aqua z żoną Layia de Aqua oraz ich córka Kityo de Aqua, następnie rody So, Ko, To, Ru. – anonsował służący.
Cesarzowa kiwnęła głową.
- Królestwo Ognia: Król Ryoga de Fire z żoną Pausa de Fire, córka Ester de Fire, syn Shir de Fire a następnie rody Pix, Sare, Kana, Rosa.
Oddali jej hołd, a bogini skinęła.
- Królestwo Ziemi: Król Misch de Terra z żoną Juliette de Terra, syn Odyn de Terra, córka Luu de Terra, Książę Edin de Terra z żoną Lee de Terra, córka Lynn de Terra następnie rody Tre i One.
- „Luu była kochanką tego rozpustnika oraz ta blondynka z To i ruda z Rosa, i jeszcze ta szatynka z One... no nieźle sobie poczynał, ciekawe czy wiedzą o sobie. Teraz twoja kolej Rotten.” – skupiła się na otoczeniu, wypierając ból ze swiadomości.
- Królestwo Powietrza: Król Wing de Aer z żoną Fuksia de Aer oraz syn Rotten
- „To on... – poprawiła się - mam cię na oku, Rotten.”
- De Aer z żoną Alisą de Aer, następnie rody Oem i Er.
Uważnie przyglądała się mężczyźnie. Miał lisie spojrzenie. Dwulicowe. Dało się to odczuć w jego nieprzychylnej aurze. Asima zacisnęła dłonie na podłokietniku. Jej kły mimowolnie się wysunęły.
- Królestwo Ciemności: Król Falmerk de Daimon z matką Elizabeth de Daimon, następnie rody Kyo, Toysa, Utpala, Tapana, Atata, Padma. – wzdrygnęła się, słysząc imię narzeczonego.
- „Więc to jest matka Falmerka, już wiem po kim ma te oczy...”- spojrzała w głębie blado-niebieskich, oszałamiających oczu bogini.
Kobieta przeżyła już swoje lata, ale jej twarz pozostała bez najmniejszej skazy. Czarne włosy nie nosiły śladów czasu, a oczy miały w sobie młodzieńczy wigor. Jej ruchy były spokojne, przemyślane. Skłoniła się przyszłej synowej i otuliła ją ciepłym, matczynym wzrokiem. Asima od razu poczuła sympatię do przyszłej teściowej. Pochyliła swą głowę niżej niż dotychczas.
- Teraz hołd złożą poddani Cesarzowej Asimy: Cesarzowa Matka Natura de Death z mężem Shindenem de Death, synem Latisem de Death oraz rodami Felis, Aves, Equus, Canis, Testudines, Pisces, Elephantidae, Simiae.- wszyscy jednocześnie złożyli pokłon.
- „Dobrze, niech to się już kończy...ból staje się nie do zniesienia...” – czuła jak zalewają ją poty.
Wstała, a wszyscy zgromadzeni skinęli z szacunkiem.
- A teraz bawcie się.- Asima wypowiedziała spokojnie i radośnie.
Rozbrzmiała muzyka, służące wniosły jedzenie, polał się alkohol. Cesarzowa przez chwilę obserwowała wszystkich, ale nadal nie mogła uciszyć buchającego cierpienia. Wstała i schroniła się w korytarzu. Oparła się o ścianę, ciężko oddychając.
- „Nie mogą zobaczyć mnie w takim stanie. Moja matka dawała sobie radę tak długo...a ja nie jestem słabsza od niej. Muszę to wytrzymać. Jeśli dam po sobie poznać, że coś mi jest będzie po mnie, łatwo mnie wtedy wykończą. – powtarzała sobie, by nie poddać się. Podniosła się, głęboko westchnęła i wróciła na bal.
Królowie chcieli rozmawiać z nową Cesarzową, co niezmiernie ją męczyło, ale z uśmiechem na ustach prowadziła rozmowy. Odliczała tylko czas do końca, który złośliwie wydłużał się, a nie skracał.
Sophia skończyła rozmowę z matką Falmerka, sięgała już po kieliszek szampana, kiedy spotkała wzrok Latisa. Podszedł do niej, odstawił jej kieliszek i wycedził:
- No tak dawno nie upiłaś się, co?
- Nic ci do tego- odparła sucho.
- Fakt, ale może poruszymy inną sprawę. – nachylił się nad nią i szepnął jej wprost do ucha - Kiedy zamierzałaś powiedzieć, że jesteś kuzynką Falmerka? Może wtedy jak prawie stałaś się moja? Chciałaś wykrzyczeć to przy orgazmie? – zakpił.
Niesłychanie wielka naszła ją ochota, by mu strzelić w twarz.
- Nie chcę robić skandalu, więc ci nie przyłożę, Arcyksiążę.- rzuciła ironicznie.
A to z kolej wywołało u niego nieodpartą chęć mordu. Chwycił ja za rękę i pociągnął za sobą.
- Co ty robisz?- warknęła przez zaciśnięte zęby.
- Radzę ci się nie wyrywać, nie chcesz przecież robić skandalu.- rzucił sarkastycznie.
Wyprowadził ją z sali balowej, przeszli przez salę tronową i na tarasie przyszpilił ją do ściany.
- Chyba zapomniałaś, z kim zadzierasz, mój drogi demonku.
- Och, Arcyksiążę, czyżbym czymś się uraziła.- odpowiedziała z gniewnym sarkazmem.
Jego oczy zapłonęły czerwienią, miał wielka ochotę zatopić swoje kły w jej gardle, tak żeby już nie mogła wypowiedzieć słowa. Sophie przeszedł dreszcz strachu, zaczęła się zastanawiać, czy dobrze robi igrając z nim, raz już ją prawie zabił. To odczucie uciekającej duszy śniło jej się w koszmarach.
- Znowu? Weź się opanuj Latis. – ciągnęła dalej, nie mogąc się zatrzymać.
Mocniej przycisnął ją do ściany, jego kły zbliżały się do jej pulsującej tętnicy.
- Latis!- usłyszał ostre zawołanie.
Kątem oka zobaczył gniewne spojrzenie Falmerka.
- Co chciałeś uczynić…- Pan Ciemności wyszczerzył kły - …z moja kuzynką?
Czuć było aurę nienawiści. Latis puścił Sophie, ale nie zamierzał odpuścić Falmerkowi. Wyszczerzył swoje kły gotowy do walki. Sophia stała sparaliżowana.
- „Muszę coś zrobić...” Przestańcie!- krzyknęła- Przypominam, że to bal na cześć nowej Cesarzowej, chyba nie chcecie go popsuć.
Mężczyźni spojrzeli na nią.
- Bronisz go?- kuzyn obrzucił ją zimnym spojrzeniem.
- Nie. Nie chcę, by coś zakłóciło przebieg balu mojej przyjaciółki.
Latis minął Falmerka i wyszedł bez słowa. Kobieta odetchnęła z ulgą.
- Sophia. - zabrzmiał groźny głos jej władcy. - Co tu się dzieje? Możesz mi wyjaśnić?
- Kuzynie... chyba przesadziłam w droczeniu się z nim. Ciut za bardzo go rozgniewałam- uśmiechnęła się i szybko uciekła.
- „A więc jednak go bronisz.”
Falmerk odnalazł Asimę, grzecznie przeprosił królów i wziął ją na stronę. Asima westchnęła z ulgą.
- Myślałam, że mnie zagadają. Uratowałeś mnie. – dodała radośnie.
- Asima, jest coś, co muszę zrobić.
- Co? – przechyliła głowę, gdy złapał ją za przegub dłoni. – E?
Uśmiechnął się złośliwie i już wiedziała, że uknuł coś, co ją rozsierdzi.
- Bogowie, szlachetna arystokracjo- przemówił do gości- Już czas by wyznaczyć dzień moich zaślubin z Cesarzową Asimą.
- „Co?! Bez mojej wiedzy! Falmerk, ty dziadzie! Chcesz najwidoczniej zostać kastratem!” – opanowała się, aby nie dać powodu do plotek i zachować pozory zgodnego narzeczeństwa. Uśmiechnęła się nieśmiało i uroczo, zupełnie jakby brała udział w farsie ustalenia ich daty ślubu.
- Nasz ślub odbędzie się dokładnie za miesiąc. – odparł, zaglądając rozanielony, choć z niecnym błyskiem, w oczy ukochanej. Pozornie odwzajemniła czułość, ale w środku gotowała się w wściekłości.
- „Zdecydował beze mnie. Śmiał pominąć moje zdanie! Jesteś trupem, poczekaj, aż nie będziesz mi potrzebny!”- ukradkiem łypnęła groźnie na niego.
Po oświadczeniu Falmerka więcej nie mogła go spotkać, wszyscy ją otoczyli i gratulowali. Była naprawdę rozjuszona. Wiedząc to, jej „ukochany” narzeczony ulotnił się jak kamfora.
Noga Władcy Ciemności nie przekroczyła progu Cesarstwa od kilku dni. Władczyni zirytowana niemożnością wygarnięcia Falemrkowi, co myśli o jego nagłej deklaracji i zignorowaniu zupełnie jej zdania, postanowiła udać się do narzeczonego, gdy tylko znajdzie chwilę wolnego czasu. Od rana czuła w kościach, że nadszedł dzień wizytacji. Nosiło ją od przebudzenia – zbyt mocno szarpnęła klamkę i urwała drzwi z zawiasów, zafundowała Sayenowi nieprzewidzianą naukę latania bez skrzydeł i pożarła czekoladowy torcik przeznaczony dla Natury. Szybko uporała się z obowiązkami i odnalazła Sophię, którą poprosiła o towarzystwo w podróży. Miały wychodzić, kiedy Asima uznała, że powinna uprzedzić o swoim wyjściu. Rodzice wyparowali gdzieś z poranną rosą. Skrzywiła się, nie chcąc pofolgować swej wyobraźni. Potrząsnęła głową, wyrzucając z głowy widoki dla dorosłych. Pomachała do demona, by go zatrzymać.
- Sophia, 0muszę tylko wejść do Latisa i powiedzieć, że opuszczam Cesarstwo. – zakomunikowała, na co kobieta kiwnęła głową i podbiegła do przyjaciółki.
Udały się do komnaty Arcyksięcia. Asima pchnęła drzwi, pewna, iż brat ucieszy się jej widokiem. Gdy skrzydło otwarło się przed nimi, zamarły. Cesarzowa rozdziawiła usta, słowa uwięzły jej w gardle. Jej starszy brat leżał w towarzystwie czterech pięknych kobiet – tyle pośpiesznie naliczyła czupryn, nie licząc zmierzwionych włosów boga. Latis podniósł głowę znad szyi jednej z nich. Jego kły ociekały krwią. Asima i Sophia dostrzegły ruch pod narzuconą na ich nagie ciała narzutą. Sytuacja była oczywista. Arcyksiążę bezwstydnie zaspokajał swoje żądze. Wszystkie.
- Latis!- wrzasnęła, kiedy odzyskała głos - Co...co ty wyrabiasz?! Toż to orgia!
- Nazywaj to jak chcesz, korzystam z okazji wolnej chaty.- odrzekł spokojnie, potem dostrzegł zszokowaną Sophię i zmrużył niebezpiecznie swoje czerwone oczy.- Siostro, następnym razem pukaj.
- Bezczelny. – wyszczerzyła kły - Zaraz, to są twoje nałożnice?!
- Tak, coś taka zdziwiona? Muszę zaspokajać swoje pragnienia.- odparł, pokazując swoje kły.
- Chyba urzeczywistniasz swoje zbereźne myśli! – syknęła, przesuwając wzrokiem po twarzach kobiet. Do głowy przyszła jej stara piosenka i w myśli odtworzyła jej słowa – „Brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki…”- zacisnęła pięści. - Chciałam ci tylko powiedzieć, że wychodzimy. Nie mogłam znaleźć matki, więc przyszłam do ciebie.- zatrzasnęła drzwi.
Władczyni była wstrząśnięta. Chwilę trzymała dłoń na klamce, rozważając czy nie powinna wyrzucić kobiet na zbity pysk, a Latisowi zastosować jakąś srogą karę, lecz uznała, że zajmie się nim później. Najpierw Falmerk. Przeniosła spojrzenie na zgarbioną przyjaciółkę. Serce demona biło jak oszalałe, słyszała jak wystukuje nierówny i szybki rytm. Wszystko było jasne. Sophia zauroczyła się tym bawidamkiem, w którym płynęła ta sama krew, co w niej. Asima westchnęła ciężko. Trudna sprawa. Podleciała do demona i poklepała ją po ramieniu.
- Chodźmy. – blondynka uśmiechnęła się blado i nieznacznym ruchem dłoni otworzyła bramę do swego domu.
Ciemność dominowała w królestwie Falmerka. Niebo było przysłonięte gęstymi i czarnymi chmurami. Krajobraz był ponury i nieatrakcyjny. Kamienie, skaliste wzgórza i rzeki lawy wił się w oddali. Cesarzowa rozejrzała się przytłoczona brakiem życia.
- Turystyka to u was leży i kwiczy, nie?
- Kilka kilometrów stąd jest całkiem spore jezioro. – rzuciła pospiesznie Sophia, widząc tęgą minę władczyni. Wskazała palcem miejsce, w którym znajdował się zbiornik wodny i ruszyła w przeciwną stronę. Skrzywiona bogini podążyła za nią.
- I martwe ryby pływające do góry brzuchem?- zapytała, nie mogąc zahaczyć oczami o nic przyzwoitego. – Boję się spytać jak wygląda piekło.
- Tam nie chcesz się znaleźć. Jest strasznie gorąco i duszno, a do tego towarzystwo szemrane.
- Tu za to żywej duszy nie ma.
- Demony pracują w piekle, pomagają przy duszach. Dawno temu było tu nawet rolnictwo, ale jakoś upadło. – zasępiła się na chwilę. – No nic, jesteśmy prawie na miejscu.
Wielki zamek piętrzył się na wzgórzu otoczony rzeką lawy.
- Ach, więc to tu mieszka ten drań. – podparła się za boki. – Wiesz, tu też szło, by niezłą saunę zrobić.
- W końcu to królestwo ciemności i piekieł, nie. Udziela nam się klimat tamtej krainy. – zaśmiała się cicho.
- Ok., chodźmy do tego egoisty. – wlepiła swój nieustępliwy wzrok w oddalone mury zamczyska.
Dotarły do celu, bogini była rada, że dane jej będzie schronić się w chłodnych murach. Chwyciła kołatkę, lecz jak spod ziemi wyrosła jej na drodze dwóch osiłków. Zgadywała, że to straż. Przesadnie umięśnieni z twarzą nieskalaną myślą, rzucali jej wrogie łypnięcia. Rogi wystające im z łbów przypominały Asimie poroże byków.
- „On ma tu człekokształtne byki.” – parsknęła śmiechem. – Sophi, ty też masz różki?
Kobieta zerknęła na przyjaciółkę z pobłażaniem.
- Mam. – oznajmiła, zamykając władczyni usta. Asima wgapiała się w nią jak sroka w gnat. Zignorowała ciekawskie spojrzenie bogini i zwróciła się do mężczyzn. - Jestem Sophia Kyo, przybyłam razem z Cesarzową Asimą do Króla Falmerka.
- Nic nam nie wiadomo o waszej wizycie.- odparł strażnik.
- „To mówi! Niezłe cuda i wianki.” – powstrzymała kolejny napad śmiechu. Przywołała na twarz poważny wyraz. - Jest niespodziewana. Chcę coś uzgodnić z moim narzeczonym.- wtrąciła Asima.
- Trzeba się umówić. Bez zgody was nie wpuścimy. – odrzekł drugi ze strażników.
- To jego kuzynka! A ja jestem narzeczoną! – warknęła i przeszyła ich szkarłatem.
Pod wpływem jej złowrogiego wzroku, staż ustąpiła.
- Jesteś przerażająca. – szepnęła blondynka, gdy przekroczyły próg zamku.
- Staram się jak mogę. Gdzie ten dupek jest?!- zawrzała z wściekłości.
- Może w swojej komnacie. Zacznijmy od niej.
Na korytarzu panował mrok, a w powietrzu czuć było wilgoć. Chłód początkowo był przyjemny, lecz po dłuższej chwili wędrówki po zakamarkach rozległego zamczyska, zaczął doskwierać.
Przeszły jeden korytarz, który zdawał się nie mieć końca, a potem jeszcze jeden, nim weszły po schodach.
- No nie, znowu ciemność. Czy on wie, co to światła? Nie uregulowaliście rachunku za prąd?- marudziła, mimo że w ciemnościach widziała doskonale.
- Jesteśmy na miejscu. – rzuciła uradowana.
Z szerokim uśmiechem dopadła ozdobnej klamki i nacisnęła ją bez zastanowienia. Przez myśl jej nie przeszło, aby zapukać. Wpadła do środka uchachana od ucha do ucha.
- Hej, Falmerk je... – zatrzymała się wpół kroku. Czy przypadkiem nie była bohaterką dnia świstaka?
Demon zamarł. Jak słup soli wpatrywała się przed siebie. To nie mogło się dziać naprawdę.
- Co jest...- Asima zajrzała znad ramienia skamieniałej blondynki. Deja vu? Czy to jakiś porąbany dowcip losu?
Jej narzeczony, nagusieńki niczym nowo narodzone dziecię, wylegiwał się w towarzystwie dziesięciu roznegliżowanych kobiet, które bezwstydnie chlipały jego krew, a na jego przystojnej twarzy widniał błogostan. Jego przyrodzenie gotowe było do akcji, do której zresztą się przymierzał, gdyby ktoś mu nie przeszkodził.
- Falmerk!!!- ryknęła Sophia.
Asima przesunęła demona i weszła do komnaty. Jej wściekłe spojrzenie napotkało spokojny wzrok jego czerwonych oczu. Nastała chwila ciszy. Złość narastała w Cesarzowej.
- Czemu nie pukacie jak wchodzicie?- zapytał w końcu Falmerk.
- No nie... dzisiaj słyszymy to już drugi raz! To za dużo jak dla mnie... dwa razy widzieć coś takiego!- wybuchła Sophia.
- Nie dość, że przeszkadzają to nawet przepraszam nie powiedzą- odezwała się jedna nałożnica do drugiej.
Czara goryczy przepleniła się i uwolniła furię Cesarzowej. Lustro, które było za nałożnicami rozleciało się w drobny mak, przy okazji kalecząc plecy kobiet. Na ścianach pojawiły się pęknięcia. Pisnęły przestraszone i uciekły na stronę swojego pana.
-Jeszcze któraś chce powiedzieć swoje zdanie?- zapytała rozjuszona Asima.- Nie? To teraz się wynoście!!
Dziewki z przestrachem spojrzały na swojego władcę. Wzrok miał wbity w swoją narzeczoną. Jedna kobieta nie wytrzymała i zebrawszy w sobie odwagę, odezwała się:
- Jak śmiesz, tak do nas mówić. Spełniamy swój obowiązek, jakim jest zaspokajanie naszego Pana!- wycedziła brunetka.
- Ja? Jak ty śmiesz tak się odzywać do mnie- jej oczy stały się obłąkane - Chyba nie zdajesz sobie sprawy, kim jestem!! – obnażyła kły.
Włosy Asimy zaczęły się unosić, wokół niej pojawiły się iskry. Śmiała brunetka poczuła nieznośny ból, po czym została rzucona o ścianę, niczym szmaciana lalka. Jej gardło zaciskało się, zaczęła tracić przytomność. Przed śmiercią uchronił ją jej pan, który stanął na drodze morderczej mocy Asimy.
- Przestań!!- wrzasnął wściekły.
Asima wyszczerzyła swoje zębiska, chęć mordu opanowała każdy skrawek jej ciała; każdą komórką pragnęła zgładzić kobietę przed sobą. Nigdy nie czuła tak palącej potrzeby zgniecenia czyjegoś życia. To uczucie było przerażające i niesamowicie przyjemne.
- Zapłacisz Falmerk za brak szacunku do mojej osoby. – rzuciła coraz bardziej wściekła- oraz za obronę kobiety, która śmiała mówić do mnie takim tonem!
Gniewny wzrok jego blado błękitnych oczu zdawał się nie robić na niej żadnego wrażenia. Iskier wokół niej było coraz więcej, coraz więcej pojawiało się pęknięć na ścianach, a na ciele Falmerka pojawiały się głębokie rany. Nie bronił się, zastawiał jedynie swoje nałożnice. Znosił ból bez skrzywienia. Bez mrugnięcia wpatrywał się w swoją oszalałą ukochaną.
-Asima, starczy już...- prosiła Sophia, ale dostrzegła dzikie, czerwone ślepia Cesarzowej- „Żądza krwi... pierwszy raz widzę ją w takim stanie. Ale ją rozjuszyłeś, kuzynie.” Asima, proszę, uspokój się. Nie pochwalam zachowania tego idioty, ale proszę odpuść już zanim ich wszystkich pozabijasz. Znowu wywołasz wojnę. – błagała, starając się przemówić jej do rozsądku.
Niespodziewanie dla niej samej, włosy władczyni opadły, oczy przybrały bursztynowy kolor, a iskry znikły. Pozostało wściekłe spojrzenie skierowane na Falmerka.
- Swojej kuzynce zawdzięczasz życie.- odwróciła się i zrobiła krok- Co do ślubu to i tak się odbędzie, ale to będzie tylko formalność. „Aż nie znajdę tego, co mnie chce zabić, potem rozstaniemy się w zgodzie, niezgodzie, opcja do wybrania.”
Po tym, jak ledwo panując nad sobą opuściła jego zamek, więcej się nie spotkali. Któregoś dnia Sophia chciała spokojnie porozmawiać ze swoim kuzynem. Znowu zastała go w towarzystwie nałożnic. Niedowierzała. Wparadowała do środka, przerywając im uciechy. Złapała go za rękę i odciągnęła na bok.
- Niczego się nie nauczyłeś?- rzuciła ze skrzyżowanymi rękoma i gniewną miną.
- To znaczy? – spytał bez emocji.
- Wiesz, czemu Asima się wściekła? Bo sypiając z nimi, okazujesz jej brak szacunku. Niby ją kochasz, a co robisz?! Myślisz, że kobiety nie mają swojej dumy? Ty ją kochasz czy po prostu chcesz ją zdobyć? Wiesz, z nią nie pójdzie ci tak łatwo, zwłaszcza po tym, co zobaczyła. Na jej miejscu odwołałabym ślub.
- Nie zrobi tego.
- Masz rację i to nie, dlatego, że cię kocha. Jestem pewna, że coś ukrywacie, i że ten ślub to farsa. Chcecie się dowiedzieć, kto chce się jej pozbyć i pogrążyć nasze królestwo.
- Dokładnie.
- Więc uważasz, że skoro to farsa to nie musisz żyć w celibacie, co?
- Tak. – odparł zgodnie z prawdą.
- Falmerk, ty idioto! Asima jest bardzo dumna, zabolało ją, że deklarujesz jej swą miłość, a za jej plecami zabawiasz się z innymi! Każdą by zabolało... Jesteś jej narzeczonym, tak postanowili wasi rodzice, a wy to uszanowaliście! Więc czemu jej nie szanujesz? Tylko ją zdradzasz! Jest twoją narzeczoną i powinieneś traktować ją należycie. – przewrócił oczami, mając dosyć paplaniny kuzynki. – „Jakbym mówiła do ściany.” – straciła nadzieję.
- Skończyłaś już? Jak tak to zostaw mnie w spokoju. – fuknął i obrócił się na pięcie. Powoli skierował się ku czekającym na niego kobietom. Z perwersyjnym półuśmieszkiem oddał się w ich ręce.
- Jesteś idiotą!!!! – zagotowało się w niej.
Trzasnęła drzwiami, tak mocno, że huk rozniósł się echem po okolicy. Szybkim krokiem opuściła zamczysko.

Pokój pogrążony w mroku. Na fotelu spoczywała postać mężczyzny. Wodził zamyślonym spojrzeniem po swojej komnacie. W ciemności niewiele widział, ale ona pozwalała mu się skupić. Obmyślał nową strategię. Trucizna zawiodła, choć był pewien, że jego sługa wlał ją do zupy przeznaczonej dla odzyskanej bogini. Niestety całe przyjęcie cieszyła się dobrym zdrowiem i bez echa przeszła próba otrucia jej. Czyżby była silniejsza niż zakładał i trutka na nic się zdała? To niemożliwe, zapewnili go, że zadziała. Nerwowo przygryzł paznokieć. Potrząsnął głową, na nic było roztrząsanie nieudanych prób, musiał się skupić na przyszłym zamachu na jej zdrowie i życie. Plan był genialny, jego ręce pozostaną czyste, a krew zbruka jej najbliższych. Uśmiechnął się triumfalnie. Nikt nie zagrozi jego pozycji w Radzie Starszyzny i przy nadarzającej się okazji przejmie władzę poprzez głosowanie. Zaśmiał się szaleńczo i dopiero ciche pukanie przerwało jego samo zachwyt.
- Nie przeszkadzam? – zapytał cichy głosik kobiety, która niepewnie wychylała się zza drzwi. Słyszała jak się zaśmiewał. Nigdy nie była pewna, co do jego zdrowia psychicznego, ale milczała, bo odgrywał swą rolę zbyt dobrze, aby ktoś jej uwierzył. Był postrzegany, jako ambitny półbóg, który pomimo przeciwności losu dąży do spełnienia swoich marzeń. Ona wiedziała, że to chore ambicje i dawno przekroczył granicę zdrowego rozsądku. Władza go zaślepiała. Nie ważne ile jej posiadał pragnął więcej. Nigdy się nie nasyci, nigdy. Obrzuciła go posępnym łypnięciem. Czego mógł od niej chcieć? To nie była pora na cotygodniowy seks. Wzdrygnęła się na samą myśl. Obowiązki żony przychodziły jej z trudem. Jej mąż nie był ani czuły, ani delikatny. Był egoistą w każdym calu. Nijak się miał do wytrawnego kochanka, jakim był Falmerk. Na samo wspomnienie jego pieszczot robiło się jej gorąco. Gdyby dalej mogła pozostać jego kochanką, jej życie miałoby, chociaż jakąś barwę. Teraz Władca Demonów zaręczył się z jedyną kobietą, jaką kochał. Posmutniała, ale rozumiała jego szaleńczą miłość. Cesarzowa była piękna i tajemnicza, a to zabójcze połączenie.
- Wejdź moja droga żonko. – usłyszała jego chrapowaty głos dochodzący gdzieś z mroku.
Kobieta weszła z duszą na ramieniu i rozejrzała się po pokoju. Przeszły ją ciarki.
- Czemu tu tak ciemno? – spytała, siląc się na słodycz w głosie. – Może odsłonie kotary i wpuszczę trochę słońca? Nie możesz siedzieć w ciemnościach, kochanie. – zrobiła kilka kroków ku oknie, czując, że to jej jedyna szansa na zażegnanie niebezpieczeństwa, którego poczucie nie opuszczało jej od drzwi.
- Nie lubisz ciemności?- momentalnie się zatrzymała. Przełknęła ślinę i obróciła się ku mężczyźnie. Jego oczy błyszczały czymś nieodgadnionym. – Och, myślałem, że za nią przepadasz. – zadrżała. - Wiesz kochanie – spojrzał na swoje szpony, a potem przeniósł wzrok na struchlała kobietę - teraz już możesz przydać mi się już tylko w jeden sposób.
- Co? – szepnęła i cofnęła się ku drzwiom. Musiała się stąd wydostać.
Rzuciła się do ucieczki, ale pochwyciły ją czyjeś ramiona. Szarpnęły nią z impetem. Obracając się, dostrzegła tylko lśniącą czerwień i pionowe źrenice kota. Kobieta poczuła silne ugryzienie. Kły zatopiły się tak głęboko, że przebiły tętnice, a kobieta upadła bezwładnie na podłogę. Napastnik nie puszczał. Leżała w bezruchu, patrząc się w jeden punkt, który rozmywał się z każdym upitym łykiem jej krwi. Gdyby tylko zaryzykowała i skontaktowała się z Falmerkiem; gdyby tylko komuś wspomniała o żądzy swojego męża; gdyby tylko wyraziła obawę o swoje życie, może teraz nie leżałaby na zimnej posadzce i nie czekała, aż uleci z niej życie.
Ujrzeć jeszcze raz uśmiech Władcy Ciemności, byłoby wspaniale, pomyślała. Powieki strasznie jej ciążyły, aż w końcu nie potrafiła się sprzeciwić zamykającym się oczom. Przymknęła je po raz ostatni. Nim umarła, przez głowę przeleciała jej jedna myśl.
- „Moje ciało będzie gwoździem to twojej trumny, Rotten.”
Napastnik puścił. Wyprostował się i otarł kapiącą krew.
- Jesteś pewny, że to dobry pomysł? Śmierć nas nie wyczuje?
- Czy ty myślisz, że on zajmuje się każdą duszą? Wszystko zbadałem, półbogowie żądzą się swoimi prawami. Ukryj lepiej ciało. Najadłaś się? Jutro czeka cię bojowe zadanie.- złowieszczy uśmiech zagościł na jego bezwzględnej twarzy.
- Tak, jutro… - powtórzyła z nienawiścią.
Wielmożne słońce jaśniało na przejrzystym nieboskłonie i opromieniało swoim ciepłem zieloną roślinność, dając jej potrzebną energię do wzrostu. Podróżując po firmamencie, przeglądało się w tafli wód i wywoływało zachwyt pośród mieszkańców krainy.
Asima zadarła głowę do góry i zmrużyła oczy. Promienie były oślepiające i lekko oprószały jej zarumienioną skórę. Wzięła głęboki wdech. Powietrze było rześkie, co zawdzięczała pobliskiemu jezioru. Przejechała wzrokiem po zakwitłych kwiatach. Jak można było żyć bez słońca? Posmutniała na wspomnienie Królestwa Ciemności. Czuła potrzebę odmiany losu demonów. Czemu Falmerk nic z tym nie zrobił? Czy jego lud nie cierpiał? Demony nie cieszyły się dobrą sławą, wręcz były wykluczone ze społeczności innych nacji. Mówiono, że to złe bestie, które dążą do zasiania nienawiści w sercach innych. Nie mogła się z tym zgodzić. Nawet ich władca miał czystsze serce aniżeli inni przedstawiciele boskich rodów. Nim jej dobry humor całkowicie uleciał, uśmiechnęła się promiennie do wojownika, który szykował swój miecz. Mężczyzna wstał i skierował ku niej swe ostrze. Wydęła usta w półuśmiechu. Sięgnęła po wbitą w ziemię broń. Złapała za rękojeść i uniosła klingę. W końcu mogła rozruszać swoje kości.
Wojak zaatakował sprawnie i ostrożnie. Miecze skrzyżowały się. Naparł na nią całą swoją siłą, powodując przesunięcie się bogini o kilka centymetrów. Asima gwizdnęła z podziwem.
- O, świetnie Sayen! – pochwaliła go.
Mężczyzna wykorzystał moment i docisnął jej ostrze do ziemi. Zamachnął się lewą nogą, chcąc wykonać kopniaka, lecz Cesarzowa zatrzymała jego nogę. Złapała go za kostkę i odepchnęła silniej niż zamierzała. Wojownik upadł kilka metrów od niej. Spojrzał na nią spode łba.
- Wybacz, nie miało być tak mocno. – pokazała mu język, robiąc słodką minkę niewiniątka. Pokręcił tylko głową i natarł ponownie. Bawili się, zwierając swe bronie. Asima uśmiechała się przez cały trening.
- Sayen, poprawiłeś się od naszego poprzedniego prawdziwego sparingu- puściła mu oczko.
- Miałaś wtedy cztery lata. – zauważył.
- I byłam beznadziejna w walce. Dalej nie lubię miecza, jest nieporęczny, nie mogę ułożyć go sobie w dłoni. – zerknęła z niechęcią na rękojeść. - Może starczy na dzisiaj?
Wojownik przytaknął.
- Zawsze możesz ćwiczyć z kosą. – olśnił ją.
- Genialne! Szkoda, że jeszcze nie umiem jej przywołać. – rzuciła z dezaprobatą dla swoich umiejętności.
- Nie dorastałaś, jako bogini, nauczysz się i daję głowę, że będziesz w tym najlepsza. – uśmiechnął się szarmancko.
- Dzięki za wiarę we mnie. – odwzajemniła uśmiech. – Ach, miła odmiana. Lubię te nasze potyczki i rozmowy. „Jako jedyny nie lata za spódniczkami, jednak prawdziwi mężczyźni istnieją w tym świecie!” – radowała się.
- Cesarzowo, miło mi to słyszeć- w końcu mógł z nią spędzić trochę czasu.
Asima rozpromieniła się. Zajrzała w jego kocie oczy. Ich czar pochłaniał ją, mogłaby utonąć w jego spojrzeniu.
- Jak byłam w ludzkiej postaci śniłeś mi się. Pamiętam jak o mnie dbałeś, zawsze byłeś przy mnie.- podeszła do niego i wtuliła się w jego tors.
Przymknęła powieki, oddając się przyjemności płynącej z jego bliskości. Ciepło jego ciała, przyspieszone bicie jego serca, uwodzicielski zapach i zniewalające oczy, stanowiły urok Sayena, któremu ciężko było się oprzeć. Był tak niewinny w swej miłości do niej, że nie potrafiła oprzeć się pokusie, sięgnięcia po zakazany owoc. Jej serce łomotało, gdy odgonił chwilę wahania i objął w końcu swoją ukochaną Cesarzową. Podniosła głowę i spojrzała mu przeciągle w oczy. Lekko nachylił się nad nią, bogini rozchyliła usta. Czuli wzajemnie swój oddech na policzkach. Ich spojrzenia przenikały się. Byli blisko by posmakować swych ust, gdy sielankową scenę przerwał dreszcz niebezpieczeństwa, jaki wstrząsnął ich ciałami. Z niepokojem spojrzeli na bramę do Cesarstwa.
- Ktoś chce się tu wedrzeć!- rzuciła zaniepokojona Asima.- Sayen, idziemy.
Cesarzowa wzięła rozbieg i wyskoczyła ku górze. Połacie czarnego materiału jej stroju rozerwały potężne, hebanowe skrzydła, które w ułamku sekundy ze szkieletu przebijającego skórę, stały się w pełni upierzonym narzędziem do lotu. Zamachała mocno, łapiąc równowagę. Sayen zatrzepotał swoimi białymi skrzydłami i dołączył do swej pani. Pospiesznie skierowali się w stronę bramy łączącej światy.
Nadpalone wrota były zgniecione przy łączeniu dwóch złotych skrzydeł. Powstała szpara umożliwiła wtargnięcie na ziemię Cesarstwa. Horda wojowników wrzała z ekscytacji, a na ich czele stała zuchwała Laura. Arogancki uśmieszek malował się na jej licach.
- Och, sama Cesarzowa przybyła by mnie powitać. – wrzasnęła do tłumu za sobą, gdy tylko dojrzała boginię lecącą w ich kierunku. Armia w odpowiedzi wzniosła okrzyki.
- Nie pozwalaj sobie demonie- warknął Sayen, który przyspieszył i wyminął swą panią.
- Sayen, mamy niedokończoną walkę.- rozpostarła swoje błoniaste skrzydła i wbiła się ku wojownikowi Asimy. Brzdęk metalu rozniósł się w powietrzu. Wojsko naszykowało swoje mechaniczne skrzydła i podążyło za żądnym krwi demonem.
Gęsta chmura wojowników zmierzała ku Asimie, swoją liczebnością chcieli stłamsić niedawno przebudzoną boginię. Cesarzowa wyszczerzyła się chytrze. Słoneczne oczy ustąpiły miejsca krwiożerczemu szkarłatowi. Czerwień rozbłysła, a jej wzrok padał na kolejnych nieszczęśnikach. Żaden nie zdążył zbliżyć się do niej. Padali, gdy ich serca zostały rozerwane na strzępy. Morze trupów spływało na ziemię. Truchła z powyginanymi kończynami, które połamały się przy upadku z wysokości, legło w rozchodzącej się posoce. Woń krwi unosiła się w powietrzu. Asima zaciągnęła się przyjemnym zapachem. Zabijanie było częścią jej natury, nie miała wyrzutów sumienia. Łaknęła więcej. Jej szatańskie oblicze mroziło krew w żyłach pospiesznie sformułowanej armii. Walka z boginią wydawała się być kaszką z mleczkiem, ale oto przed nimi stał opętany żądzą mordu potwór, który bez wahania sięgał po ich życia. W duszach niektórych zrodził się lęk. Dezercja, to kołatało się w ich umysłach. Wszelkie dobra nie były warte ich żyć. Chcieli zawrócić, uciec, lecz ona była szybsza.
Znudzona zbyt łatwym odbieraniem dusz, ruszyła na rozpierzchnięte bataliony. Zastawiał drogę przerażonym wojakom i z szerokim uśmiechem ścinała im łby. Była zwinna, szybka i niebezpieczna. Jej trzydziesto centymetrowe pazury cięły wszystko na swej drodze, rozciągnięte ciało zadawało kopniaki niegodnym przeciwnikom.
Kątem oka zerkała na Sayena. Był naprawdę dobry, zdecydowanie zadawał ciosy. Ostrze jego miecza iskrzyło w słońcu. Odpierał ataki zuchwałego demona. Zamachnął się, by dźgnąć zdrajczynię, ale Laura nagle odskoczyła. Odległość była zdecydowanie za duża jak na atak w zwarciu. Asima poczuła zaniepokojenie. Demon zaśmiał się, a z jej dłoni wydobył się ogromny wir ognia skierowany na wojownika.
- Teraz umrzesz! – złowieszczo obwieściła.
Wszystko działo się szybciej niż mrugnięcie okiem, nie miał czasu by uciec tak rozległemu atakowi. Ogień był coraz bliżej, już widział jak go pochłania. Po chwili zorientował się, że jest w objęciach Asimy, która bez zastanowienia go zasłoniła.
- Cesarzowo... – zawył rozpaczliwie.
- Przysięgałam, bronić moich poddanych. – odrzekła, mocniej przywierając do jego ciała.
Razem runęli na ziemię, zahaczając o gałęzie drzew. Upadli z impetem. Ostatnie, co widział Sayen był widok uciekającej Laury i czarny strój. Podniósł się, nie bacząc na otarcia i stłuczenia. Ukląkł nad boginią. Z niepokojem patrzył na poparzone skrzydła Asimy i rozległe oparzenia pleców.
- Czemu...? To ja mam cię bronić.- łkał nad poranioną władczynią.
Leżała twarzą do ziemi. Słyszał świst powietrza wydobywający się z jej ust. Zaciskała zęby, starając się nie poddać bólowi. Jej oddech uspokoił się.
- Ej, Sayen... wiesz, czemu bogowie piją krew?- spytała, nie patrząc na niego.
- Asima... – poczuł ciarki strachu, gdy wyczuł w jej tonie coś nieodgadnionego.
- W ten sposób szybciej zdobywamy składniki odżywcze i możemy szybciej zregenerować naszą moc, nasze ciało...- obróciła głowę ku niemu i spojrzała mu w oczy.
Jej oczy były czerwone, tak przeraźliwie szkarłatne, że poczuł dreszcz na całym ciele. Asima uniosła się i na czworakach podeszła do niego. Czuł ją na całym ciele, choć znajdowała się kilka centymetrów od niego. Kiedy go dotknęła wzdrygnął się. Z przestrachem patrzył jak nachyla się nad nim i nie pytając go o zdanie, wgryzła się w jego szyję. Jej spragnione kły wbijały się coraz głębiej, powodując przeszywający ból nie do wytrzymania. Mimo strasznych doznań objął ją. Mocno wtulił się w swoją Cesarzową i pozwolił delektować się jej swoją krwią. Przymknął oczy, gotowy na los, jaki miała mu zgotować. Sayen coraz bardziej senny usłyszał jakieś głosy. Przed sobą zobaczył Kat i Sophie. Widział ich przerażone miny.
- Asima! Przestań już! Zabijesz go.- ostatnie, co słyszał były słowa Sophii.
Z oddali zajście obserwował Falmerk, jego oczy zrobiły się zimne i gniewne.

Sayen ocknął się w łóżku pałacowego szpitala. Powoli otworzył oczy i wtedy poczuł dotyk delikatnych dłoni. Od razu wiedział, do kogo należą. Odwrócił głowę. Tak jak sądził za rękę trzymała go zapłakana Asima. Skulona, mocno zaciskała jego dłoń. Jej skrzydła traciły pióra, które powoli opadały na podłogę i łóżko. Ścisnęło go w dołku, gdy jedno z piórek wylądowało na jego ręce.
- Pani...- szepnął.
- Sayen...przepraszam...- chlipała.
Uśmiechnął się ciepło.
- Cesarzowo, czemu płaczesz?
Wybuchła większym szlochem.
- Prawie cię zabiłam!- wielkie grochy łez spływały po jej policzku.- Tak bardzo cię przepraszam!
Sayen zmusił się do siadu, choć kręciło mu się w głowie. Drżącą ręką wytarł jej łzy.
- Nie płacz już. Żyję przecież. – rzekł z dozą czułości.
- Gdyby nie Sophia i Kat... nie opamiętałabym się!- kolejny atak szlochu wzdrygnął jej ciałem.
- Cesarzowo, jeśli zadecydujesz, że mam umrzeć to umrę... moje życie należy do ciebie.
Zakryła usta dłonią, a do oczu napłynęła kolejna fala słonych kropel.
- Nie mów tak...- ujęła jego twarz- twoje życie należy wyłącznie do ciebie.
- Cóż, za wzruszająca scena.- powiedział lodowato, oparty o ścianę Falmerk.
Asima odwróciła się w jego stronę. Zapłakane oczy przybrały gniewny wyraz.
- „Płakała... przez niego...płakała, bo prawie uległa swojemu instynktowi i przez nią był o krok od śmierci. Jestem zazdrosny...zazdrosny o tę czułość, jaką go darzy.”- poczuł ukłucie w piersi.
- To ciebie przestraszyła się Laura.- stwierdził Sayen, wodząc po postaci boga. Czarne jak noc włosy opadały mu w nieładzie na ramiona. Dobrze uwypuklona szczęka zaciskała się mocno od gniewu, ładnie zarysowane usta skrywały wielkie kły, a chłodne oczy wwiercały się we władczynie. Dolegająca, skórzana kamizelka zarzucona na nagą skórę podkreślała jego umięśnioną sylwetkę. Czarna barwa dominowała w jego postaci, dzięki czemu blado błękitne oczy kontrastowały z jego wizerunkiem. Nadawało mu to aurę podążającej za nim tajemnicy. To musiało uwodzić te wszystkie kobiety. Wojownik był ciekaw, jakie odczucia wzbudzał w Asimie.
- Tak. – odrzekł. – Ale coś mi tu nie pasuje. – dorzucił.

Następnego dnia Asima leżała z twarzą wbita w poduszkę. Pogodny dzień skrywał się za kotarą szczelnie nasuniętą na okiennice. Żaden promyk nie wdarł się do komnaty bogini. Trwała w bezruchu od później nocy. Nawet najmniejsze drgnięcie powodowało skowyt.
- „Nie mogę się ruszyć. Przez te poparzenia na skrzydłach nie mogę ich schować i do tego ten ból...myślałam, że już jest lepiej, że moja ciało już przywykło, ale... jestem słaba!”- pięścią uderzyła w poduszkę i szybko tego pożałowała. Pisnęła od przeszywającego ucisku w klatce piersiowej.
Rozległo się pukanie. Załzawionymi oczami zerknęła na drzwi.
- Mogę wejść, córeczko?
- Ach, to ty mamo, wejdź.
Natura zobaczyła nie za ładny widok - skrzydła rozłożone na całej szerokości łóżka, do tego mocno poparzone, tak samo jak plecy Asimy. Natura skrzywiła się.
- Rozumiem, że dzisiaj nie wstajesz.
- Chyba nie.
- Ale to nie z powodu poparzeń, prawda? – zamknęła za sobą drzwi, by nikt przypadkiem nie usłyszał ich rozmowy.
- Taa, poległam...minęły trzy tygodnie, a moje ciało jeszcze nie przywykło. – syknęła zła na siebie.
- Asima..- pokiwała bogini- Najpierw ludzie zaczęli zabijać zwierzęta dla czystej przyjemności, ten ból zmógł mnie na dwa miesiące. Przez dwa miesiące leżałam plackiem w łóżku. A ty, po koronacji z uśmiechem rozmawiałaś z gośćmi. Nikt się nie zorientował, że coś jest nie tak.
- Tak długo znosiłaś ten ból. – odparła posępnie.
- Ale ten ból przychodził stopniowo. – wyjaśniła pokrzepiająco.
- Czy to kiedyś minie? Moje ciało się przyzwyczai? - zmęczona zapytała.
- Tak. Stanie się częścią ciebie, moja córko. Teraz masz gorszy dzień, bo zostałaś dodatkowo ranna. Powinnaś bardziej na siebie uważać. Napij się krwi, powinno cię to postawić na nogi.- westchnęła, a Asima schowała twarz w poduszce.- A właśnie, za tydzień twój ślub, muszę z Elizabeth uzgodnić parę rzeczy.
- „Nie przypominaj mi nawet o tym!” – obróciła się ku matce z grymasem niechęci.
- Nie wyglądasz na szczęśliwą. – Cesarzowa Matka podparła się pod boki i uważnie lustrowała swe dziecko. Nie wydawała się radować ze zbliżających się zaślubin.
- Mamo czy tata ma harem? – władczyni spytała nagle.
- Co?! Harem?! Oczywiście, że nie! Inaczej wbiłabym mu ta jego kosę prosto w serce.- powiedziała ze złowrogim uśmieszkiem.
- Czyli tylko oni są tacy zboczeni... – Asima głośno wyraziła swoją myśl.
- O kim mówisz? – Natura zatrzepotała rzęsami.
- O moim braciszku i narzeczonym. – odrzekła ze wstrętem.
- Że co?! T..t..twój brat ma nałożnice?! – bogini huknęła niezamierzenie.
- Oj, nie wiedziałaś? Mamo oko ci drży... – Asima wytrzeszczyła się, widząc nieprzewidywalność czającą się na licach swej rodzicielki.
- Mój synek... spokojnie, jest młodym bogiem i nie ma w tym nic dziwnego, że co kilka nocy sypia z inna kobietą... taka jest młodość.- usprawiedliwiała Latisa.
- Eeee...szkoda tylko, że to są orgie...- zakryła teatralnie usta dłonią- Ups. – udała. Wydanie go matce było najlepszą karą dla rozpustnego mężczyzny. Uśmiechnęła się pod nosem.
- Orgie?!! To znaczy, że sypia...
- Z kilkoma na raz, seks, krew i nie wiem, co jeszcze. – pogrążyła Arcyksięcia.
- Zabiję go... Zaraz twój narzeczony... – Natura zszokowana zerknęła na kamienną twarz Asimy.
- Robi to samo. – syknęła - Matko twoje oko, coraz mocniej drży.
Natura wyszła jak zombi, nie powiedziawszy nawet słowa.

Ostatnio zmieniony przez zamek1989 2016-09-04, 09:42, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
Black_Ann_13


Dołączył: 18 Mar 2014
Posty: 78
Poziom: 7
HP: 0/130
 0%
MP: 62/62
 100%
EXP: 13/16
 81%
Wysłany: 2014-05-05, 12:53   

Hahahah ^^ Dobre !

- Że co?! T..t..twój brat ma nałożnice?!
- Oj, nie wiedziałaś? Mamo oko ci drży...
- Mój synek...spokojnie, jest młodym bogiem i nie ma w tym nic dziwnego, że co kilka nocy sypia z inna kobietą...
- Eeee...szkoda tylko, że to są orgie...- zakryła usta dłonią- Ups.
- Orgie?!! Tzn., że sypia...
- Z kilkoma na raz, seks, krew i nie wiem co jeszcze.
- Zabije go...Zaraz twój narzeczony...
- Robi to samo. Matko twoje oko, coraz mocniej drży.
Natura wyszła jak zombi, nie powiedziawszy nawet słowa.


Uwielbiam to !

Świetny rozdział ! Oby tak dalej!
_________________

 
     
Dahilia 


Wiek: 23
Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Skąd: Świebodzin
Poziom: 35
HP: 278/3484
 8%
MP: 1663/1663
 100%
EXP: 56/130
 43%
Wysłany: 2014-05-05, 13:19   

O rany leżę z samej końcówki. Boskie ; p . Te orgie ; p . Kiedy następny rozdział???? ; p
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme created by Forum Komputerowe