skipbeatopowiadania.jun.pl Strona Główna

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Statystyki RejestracjaZaloguj Album Download

Image and video hosting by TinyPic

Poprzedni temat «» Następny temat
Jeszcze tylko raz
Autor Wiadomość
Hitori 


Dołączyła: 04 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-06-15, 23:55   

Hurra. Miło mi wreszcie oznajmić, że rozdział nr 3 został ukończony. Wybaczcie proszę ten spory poślizg czasowy.
Ta część powinna uzupełnić lukę, która się pojawiła i co nieco wyjaśnić.
Jak zwykle czekam na wszelkie sugestie i uwagi, konstruktywne bądź nie :-> Każda odpowiedź mnie ucieszy, bo będzie świadczyła o tlącym się płomyku zainteresowania niniejszym, marnym bo marnym, ale moim najmoiszym opowiadankiem.
Przymknijcie proszę oko na wszelkie błędy, które uszły uwadze dzisiejszej wieczornej, zmęczonej korekty ;-)

No to jedziem...
 
     
REKLAMA 

Dołączyła: 04 Maj 2014
Posty: 259
Poziom: 0
HP: 0/0
 0%
MP: 0/0
 0%
EXP: 0/0
 100%
Wysłany: 2014-06-15, 23:57   

 
     
Hitori 


Dołączyła: 04 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-06-15, 23:57   

Wielu pisarzy podchodzi do researchu po macoszemu. Niektórzy w ogóle go pomijają, inni robią tylko krótką rundkę w internecie, a do najbardziej solidnych należy zaliczyć tych, którym zdarza się zajrzeć do tradycyjnej, papierowej literatury. Ale nie on. Dla niego był to nieodłączny element pracy twórczej i koniecznie musiał osobiście wszystko zweryfikować. Lubił stanąć w tym samym miejscu, co jego bohater, zobaczyć i usłyszeć to, co on. To był jego sposób na prawdziwe i rzetelne oddanie odczuć postaci. Zgodnie z planem spędził więc cały dzień na robieniu rozpoznania. Zapełnił zapiskami pół notesu i zrobił masę zdjęć, lecz niestety nieprzewidziane okoliczności nie pozwoliły mu sprawdzić wszystkiego i część musiał przełożyć na następne popołudnie. Natomiast szczęśliwie do tej pory całość wyglądała tak, jak to sobie wyobrażał, dzięki czemu nie musiał diametralnie zmieniać swojej koncepcji.
Kolejnego dnia zwyczajowo pojawił się w firmie praktycznie o świcie i w spokoju kontynuował pracę nad pierworysem mangi. Pierwszy raz cieszył się z faktu, że nie mieli wielu zleceń, a te, które dostali, były na tyle drobne, że uporał się z nimi w mgnieniu oka i mógł się w pełni skoncentrować na najważniejszym w tej chwili celu.
Shoty na razie nie było. W dalszym ciągu miał załatwiać sprawy na mieście i mógł się zjawić w firmie dopiero późnym popołudniem. W biurze panowała zatem niezmącona cisza, przerywana jedynie od czasu do czasu stukaniem w klawiaturę lub szelestem papieru. Ten błogi stan w cudowny sposób sprzyjał pracy twórczej. Nic nie zakłócało przepływu myśli ani nie burzyło starannie wykreowanego krok po kroku w wyobraźni świata. “Ech, gdyby tak mogło być codziennie” - pomyślał, radując się tym rozkosznym spokojem, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. “No i to by było na tyle”.
- Proszę.
- Oooo, dzień dobry. Już się bałam, że nikogo nie ma - powiedziała na wstępie kobieta, która pojawiła się przy wejściu.
A co to była za kobieta… Nie ma wątpliwości, że mogłaby zawrócić w głowie wielu mężczyznom. Jej uśmiech spełniał wszelkie standardy, aby można go było nazwać hollywoodzkim, a włosy miała ułożone tak perfekcyjnie, jakby przed momentem wyszły spod ręki znakomitego fryzjera. Delikatny makijaż podkreślał jej urodę, a elegancka garsonka w stonowanym kolorze uwypuklała atuty jej szczupłej sylwetki. Wyglądała na dość wysoką, ale mogło to być wynikiem idealnie dobranych do ubioru markowych szpilek, które miała na stopach. Także jej biżuteria, choć początkowo nie przykuwała wzroku, musiała być droga. Drobny łańcuszek i kolczyki, z pewnością ze szczerego złota, ozdobione były kamieniami szlachetnymi. Nie dało się oprzeć wrażeniu, że to kobieta sukcesu, która bez problemu zdobywa wszystko, czego tylko zapragnie.
- Nazywam się Asada Hane. Kilka dni temu byłam tutaj w sprawie pracy na stanowisku rysownika. Nie mam zamiaru sprawiać kłopotu, ale chciałabym się dowiedzieć, na ile realne są moje szanse. Nie ukrywam, że mam kilka innych propozycji i wolę ich nie odrzucać, nie mając pewności, czy uda mi się zdobyć posadę tutaj, czy też nie. - wyjaśniła w jakiej sprawie przyszła, mrugając przy tym nadzwyczaj długimi rzęsami. - Ewentualnie, w razie decyzji odmownej, zależałoby mi na tym, aby odebrać swoje prace i móc je zaprezentować gdzie indziej. Co prawda ostatnio rozmawiałam z panem Miyazakim, a widzę, że dzisiaj go nie ma. Ale może pan byłby mi w stanie pomóc? Bardzo proszę.
Asada Hane. Usiłował wydobyć z zakamarków pamięci jej nazwisko, ale z niczym mu się ono nie kojarzyło. To Shota miał się zająć sprawami personalnymi. No trudno.
- Zobaczę, co da się zrobić. Może pani chwilkę poczekać? Muszę poszukać odpowiednich dokumentów.
- Oczywiście. Ślicznie dziękuję.
Podszedł do biurka Miyazakiego i załamał ręce. Jaki człowiek mógł pracować w takim bałaganie? Potrzebował dobrego kwadransa, aby odnaleźć akta kandydatów, a następnie przejrzeć je w poszukiwaniu tej… jak jej tam… Asady. Przestudiował prędko jej CV i z zaskoczeniem odkrył, że to właśnie ją wybrał na nowe stanowisko. Dziwne. Miyazaki już dawno powinien się z nią skontaktować i zawrzeć umowę. Co on wczoraj robił, że pozwolił sobie na takie zaniedbanie. Oj, będą musieli poważnie porozmawiać na temat organizacji pracy, a póki co trzeba załatwić z gościem pilniejsze sprawy.
- Naprawdę pracowała pani wcześniej z Takeru Mikushim? Imponujące.
- Tak, dziękuję, choć nie uważam, żeby to było coś wielkiego.
- Och, to chyba fałszywa skromność. Albo kokieteria. W każdym razie miło mi oznajmić, że z chęcią rozpoczniemy z panią współpracę. I jeśli się pani zgodzi, to możemy już w tym momencie podpisać umowę.
- Znakomicie, bardzo się cieszę.
- Zatem jako prezes i założy… Ach, zdaje się, że zapomniałem się przedstawić… - zorientował się nieco poniewczasie, ale okazało się to bez większego znaczenia.
- Nie ma potrzeby. Oczywiście wiem, kim pan jest. Zawsze dogłębnie sprawdzam firmy, do których aplikuję, a poznanie nazwiska prezesa to absolutna podstawa - zamrugała i uśmiechnęła się zalotnie.
- Doskonale. A więc proszę, oto druk umowy. Jeśli nie będzie mieć pani żadnych uwag, to podpisujemy i witamy na pokładzie. - Na szczęście miał kopię tego papierka w swoim gabinecie i nie musiał spędzić kolejnego kwadransa na jego szukaniu u Miyazakiego, bo pewnie prędzej niż by go znalazł, trafiłby go szlag. Taaak, będzie musiał z nim serio porozmawiać o ogarnięciu tego chaosu. Nie wspominając już o fakcie, że był zmuszony wyręczyć go w obowiązkach. Toż tak dalej być nie może!
I z tym właśnie postanowieniem pożegnał przyszłą współpracowniczkę i wrócił do swoich zajęć.
Uff. Najważniejsze, że udało się załatwić temat zatrudnienia rysownika, a resztę ustali się na bieżąco. Wydaje się, że to był dobry wybór. Asada sprawiała wrażenie kompetentnej, wykwalifikowanej i rzetelnej, a biorąc pod uwagę jej talent i doświadczenie, to był komplet cech wymaganych, aby prace nad projektem przebiegały sprawnie i efektywnie. Teraz powinni się już znaleźć na długiej, lecz przynajmniej prostej drodze do ukończenia konkursowej mangi. Pozostaje tylko praca, praca, praca.
A propos, właśnie zbliżała się godzina otwarcia tych kilku miejsc, które pozostały mu jeszce na dzisiaj do sprawdzenia. Najwyższa pora się zbierać. Zabrał więc swój notes, zamknął drzwi na klucz i wyszedł dokończyć wczorajsze zadanie.
Następnego dnia czekał na Miyazakiego, aby z nim porozmawiać. Kiedy ten się (“wreszcie!”) pojawił, na wstępie w niezbyt wyszukany i elokwentny sposób zasygnalizował mu temat:
- Nowa rysowniczka.
- Tobie również dzień dobry. Co nowa rysowniczka? Coś z nią nie tak? Ma zacząć w poniedziałek.
- Czyli w końcu do niej zadzwoniłeś?
- Co to za pytanie? Oczywiście, że tak.
- I co, zdziwiony? - Asada musiała go więc poinformować, że wszystkie formalności zostały już wczoraj załatwione bez jego udziału. Na pewno był zaskoczony. A może nawet zakłopotany. I dobrze. To i tak kara zupełnie niewspółmierna z okazanym przez niego brakiem profesjonalizmu.
- Troszeczkę. Przyznam, że nie spodziewałem się tego po tobie. Wybacz, jeśli cię nie doceniłem. Widocznie nie znam cię aż tak dobrze, jak mi się wydawało - ukłonił się przepraszająco, choć w jego słowach wyczuwalna była delikatna nutka ironii.
- Ale to, że nie cierpię bałaganu, z pewnością wiesz, prawda?
- Tak. Ekipa sprzątająca zdążyła mi się kilka razy poskarżyć, że na nich naskoczyłeś.
- Nie naskoczyłem, tylko delikatnie zwróciłem uwagę. I wcale nie o tym mowa! Spójrz lepiej na siebie… - nadąsał się. - Przecież tu panuje totalny chaos, nic nie można znaleźć. Po prostu nie da się pracować. Jak mogłeś doprowadzić do takiego stanu?
- Nie ja - bronił się Shota.
- Jak to? A niby kto?
- Do szkoły nie chodziłeś? Entropia(*) - oświecił przyjaciela, szczerząc się znacząco. Nauki ścisłe nigdy nie były jego mocną stroną, ale to pojęcie jakoś szczególnie przypadło mu do gustu i zapamiętał je na podobne okazje. - Praw fizyki pan nie zmienisz… - dodał z uśmiechem, dopowiadając w myślach “i nie bądź pan głąb”.(**)
- Zresztą każdy głupi może utrzymać porządek. Ale tylko geniusz potrafi zapanować nad chaosem - rozbawiony kontynuował swój wywód, lecz widząc minę przyjaciela, natychmiast nabrał powagi. - A tak na serio, taki system mi odpowiada, więc pozwól mi, z łaski swojej, pracować tak, jak lubię. Ja się nie wtrącam w twoje kompetencje i liczyłbym na to samo z twojej strony. OK?
Takie postawienie sprawy nie dawało pola do polemiki. Zszokowany niecodzienną postawą przyjaciela odpowiedział więc tylko OK i tak zakończyli rozmowę.
Wygląda na to, że przegrał tę batalię. I nawet nie miał okazji skorzystać z przygotowanego uprzednio arsenału argumentów. “Taka strata... Ale może udałoby się to wykorzystać w skrypcie…” - pomyślał i już planował, gdzie by tu umieścić odpowiednią scenę sporu.

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

- Dobra, to trochę wyjaśnia. Ale nadal nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta cała “Haru Akari” - prezes zająknął się przy tym nazwisku i wypowiedział je jakby z niesmakiem, lecz w dalszym ciągu szukał źródła nieporozumienia.
- No, przecież kazałeś mi się z nią jak najszybciej skontaktować i zatrudnić - wyjaśnił Miyazaki, ale widząc pytającą minę szefa dodał:
- Wtedy, kiedy mi przekazałeś teczkę z wybranymi pracami. To były jej rysunki. Swoją drogą, nie dziwię się, że je wybrałeś. Mnie też bardzo przypadły do gustu.
- Jesteś tego pewien?
- Nooo... tak. Chyba potrafię odróżnić, czy mi się coś podoba, czy nie.
- Nie o tym mówię! Czy jesteś pewien, że to były jej prace?
- Jasne, że tak. Były z tyłu wyraźnie podpisane. Trochę się zdziwiłem, kiedy przeczytałem nazwisko. No ale chyba rozumiesz...
- Tak, nie przypominaj mi - przerwał Miyazakiemu, bo chciał pomyśleć. Coś tu nie gra. Z jednej strony był przekonany, że nową rysowniczką miała zostać Asada, doskonale pamiętał jej CV. Z drugiej zaś podobno rysunki należały do Akari. Zastanawiał się dłuższą chwilę, po czym go oświeciło. Obie kobiety podobnie się nazywały. Inicjały miały zresztą identyczne - to nie mógł być tylko zbieg okoliczności. Shota musiał pomieszać teczki. Zdenerwował się na przyjaciela, ale pamiętając jak ostatnio w niezbyt udany, delikatnie mówiąc, sposób próbował z nim dyskutować, ograniczył się jedynie do rzucenia krótkiej acz treściwej uwagi.
- Czy ta twoja entropia nie brała przypadkiem udziału w porządkowaniu dokumentów rekrutacyjnych? A szczególnie w dopasowywaniu inicjałów z formularzy i rysunków?
Miyazaki z początku nie zrozumiał, co kryło się w tym pytaniu. Jednak kiedy jego oczy z lekko przymrużonych i skupionych, zaczęły się stopniowo rozszerzać aż do bezmiernie zdumionych, było oczywiste, że pojął sugestię. I wszystko stało się jasne.
- Ekhem. Sorry - spuścił głowę przepraszająco i zawstydzony zamknął się w sobie. Zaczął się zastanawiać, co teraz będzie, kiedy, o dziwo, to samo pytanie padło wypowiedziane na głos.
- I co teraz? To, że rozwiązaliśmy zagadkę, jeszcze nie rozwiązuje problemu. Pracy z pewnością wystarczy dla dwóch osób. A, kto wie, być może obie rysowniczki będą się świetnie uzupełniać. To może mieć swoje plusy… - zastanawiał się głośno prezes.
- I minusy. Np. wielki minus w saldzie naszego firmowego konta. Nie stać nas na zatrudnienie dwóch pracowników. Już z jednym był problem.
- Trochę za późno, żeby kalkulować. Mleko już zostało rozlane. Zaoszczędzimy trochę, rezygnując z usług firmy sprzątającej - i tak musiałem po nich poprawiać. A resztę kosztów biorę na siebie. Można by tymczasowo zawiesić moje wynagrodzenie, a jeśli będzie trzeba, to jeszcze dołożę z własnej kieszeni.
- To trochę radykalne, nie sądzisz? Możemy jeszcze spróbować się wycofać.
- Nie! Mamy zbyt wiele do stracenia. Wyobrażasz sobie potencjalne konsekwencje finansowe i prawne?
Niestety pod tym względem miał stuprocentową rację. Uzgodnili więc, że zostanie tak, jak jest. Przedyskutowali wszelkie możliwe implikacje tej decyzji, ustalili całą listę związanych z nią szczegółów i postanowili wreszcie wyjaśnić sytuację paniom czekającym od dłuższego czasu w sąsiednim pomieszczeniu.
Już mieli wychodzić, gdy nieco zaniepokojony Shota odważył się zapytać przyjaciela:
- Ten projekt jest dla ciebie aż taki ważny? Zachowujesz się, jakby od niego zależało twoje być albo nie być.
Ale ten nie odpowiedział. Tylko jakby posmutniał.

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

Dziewczyny niecierpliwie czekały. Nie miały pojęcia, co się dzieje, ale żadna z nich nie chciała okazać tej drugiej słabości wynikającej z tej niewiedzy. Na początku zmierzyły się badawczo wzrokiem, lecz zrobiły to tylko raz - niezależnie od siebie postanowiły więcej nie wymieniać spojrzeń. Nie odezwały się też do siebie ani słowem. Haru włożyła ręce do kieszeni i dreptała tam i z powrotem. Aż dziw, że nie wydrążyła na ścieżce swoich kroków ogromnej dziury w podłodze. Natomiast Hane usiadła na krześle, założyła nogę na nogę i stukała wypielęgnowanymi paznokciami o blat stołu.
Kiedy wreszcie usłyszały ciche skrzypienie otwieranych drzwi, obie stanęły i z ciekawością zaczęły się wpatrywać w jedyne osoby zdolne odpowiedzieć na dręczące je w tamtej chwili pytania i wątpliwości. W tych dwóch posłańców dobrych lub złych wiadomości. Zadrżały na pierwszy dźwięk długo wyczekiwanych słów wyjaśnień. A przykry obowiązek wytłumaczenia sytuacji spadł na winowajcę Miyazakiego.
- Pewnie zdążyły się już panie zorientować, że zaszło małe nieporozumienie. Na szczęście już wszystko zostało wyjaśnione, więc proszę się nie denerwować. Jednomyślnie zdecydowaliśmy, choć początkowo nie było tego w planach, że obie panie będą u nas pracować. Pokornie przepraszamy za wprowadzenie zamieszania i wzbudzenie niepokoju w niewinnych kobiecych sercach. - powiedział i ukłonił się, nie tracąc przy tym diabelsko szarmanckiego uśmiechu. - Zanim przejdziemy do sedna, może najpierw dokonam oficjalnej prezentacji. Panie Akari Haru oraz Asada Hane. Rysowniczki - zaczął od przedstawienia sobie obu reprezentantek płci pięknej, pojedynczo kiwając głową w kierunku każdej z nich. - Ja nazywam się Miyazaki Shota. Pełnię funkcję wiceprezesa oraz dyrektora operacyjnego. Czyli, uściślając, jestem odpowiedzialny za prawie wszystkie sprawy oprócz pracy twórczo-pisarskiej - na poczekaniu wymyślił nazwę swojego stanowiska, gdyż do tej pory nie była ona do niczego potrzebna. Na szczęście szef nie zwrócił na to uwagi, więc przeszedł do oczekiwanego zakończenia prezentacji, najlepsze zostawiając sobie na deser. - I oczywiście na koniec - last but not least - mam zaszczyt przedstawić szanownego prezesa oraz dyrektora kreatywnego: Kurayami Aki.(***)
Nie mógł się powstrzymać i nie spojrzeć w tym momencie na Haru, której twarz w ciągu zaledwie kilku sekund zrobiła się kolejno biała jak ściana, zielonkawa, czerwona i znów trupio blada. Ledwo zdusił śmiech, obserwując, jak najpierw otworzyła usta ze zdziwienia, potem - prawdopodobnie zorientowawszy się, że wygląda jak ryba - szybko je zamknęła, aż w końcu przełknęła nerwowo ślinę, zmarszczyła czoło i zacisnęła dłonie w pięści. Tak jak przypuszczał (i ku swojej niezmiernej uciesze), nie była niczego świadoma. Zastanawiał się, co też w tej chwili siedziało jej w głowie. Nie był jednak aż tak przenikliwy, żeby się tego domyślić. Sprawdził również reakcję Asady, lecz ona oprócz zerknięcia w stronę prezesa, nie pokazała po sobie zaskoczenia. Z takim opanowaniem pewnie byłaby świetną pokerzystką.
Kolejną zagadką była mina Akiego. Trudno ją było rozgryźć. Była to dziwna mieszanka powagi, zakłopotania, nerwowości, konsternacji i Bóg wie czego jeszcze. Jego oczy wpatrywały się w dal, jakby był nieobecny duchem, ale kącik ust drżał nieznacznie, dowodząc, że jedynie udawał i usiłował zamaskować swoje prawdziwe emocje.
Shota chciałby się nacieszyć tą chwilą jak najdłużej, ale nadeszła pora na przekazanie dalszych ustaleń.
- Projekt, nad którym będziemy pracować będzie wymagał sporego zaangażowania, zorganizowania i sprawnej współpracy. Z pewnością każdy z nas będzie musiał się przystosować do nowych realiów i znaleźć w nich swoje miejsce. W zwyczajnych okolicznościach pozwolilibyśmy wydarzeniom toczyć się naturalnie, tak by przed wkroczeniem na kluczowy etap wypracować stabilną równowagę, lepiej zorientować się w sytuacji, poznać pań mocne strony i znaleźć sposób na odpowiednie ich wykorzystanie. Ale okoliczności nie są zwyczajne i nie możemy sobie pozwolić na marnotrawienie cennego czasu. Już teraz potrzebne były pewne decyzje regulujące i organizujące podstawowe kwestie - zaczął przechodzić do sedna, co spowodowało widoczny spadek napięcia wśród zgromadzonych. “A było tak zabawnie…” Zawiedziony przerwał na chwilę, by wziąć głębszy oddech i zastanowić się, co dalej powinien powiedzieć, po czym kontynuował.
- Mimo że będą panie pracowały na równorzędnych stanowiskach, to uznaliśmy, że aby wyeliminować potencjalne nieporozumienia i konflikty, konieczny będzie podział kompetencji i obowiązków. Ponieważ Asada-san może pochwalić się dużo większym doświadczeniem, więc uzgodniliśmy, że to na niej będzie spoczywać znaczna część odpowiedzialności. Postanowiliśmy jej powierzyć część twórczą, opracowanie wizji i ogólnego planu graficznego, wykreowanie postaci itp. Oczywiście wszystko na podstawie pisarskich wskazówek głównego autora i w ścisłej współpracy z nim. Natomiast na Akari-san spocznie obowiązek precyzyjnego przerysowania szkiców, dodania tła i tekstu, dopracowania szczegółów i kilka innych drobiazgów. W ten sposób wszystko powinno pójść w odpowiednim kierunku, sprawnie, bez zakłóceń i ku ogólnej satysfakcji wszystkich stron - zerknął na szefa, a po chwili doczekał się aprobującego kiwnięcia głową, więc uznał, że prawdopodobnie jest zadowolony. Oblicze Hane Asady pozostawało nieprzeniknione, ale ona chyba również nie miała zastrzeżeń. Świetnie. Więc jeszcze tylko… Brrr. Przeszedł go dreszcz, gdy sprawdzał reakcję ostatniej osoby. Dziwne. Choć wyglądała normalnie, to w jej aurze wyczuwał znajome echo. To samo, które zmroziło go rano, kiedy natknął się na nią i Akiego gotowych rzucić się sobie do gardeł. “Ale teraz już wszystko powinno być OK, prawda?” - pomyślał. Na chwilę stracił rezon, ale po chwili udało mu się otrząsnąć, by zakończyć swój wywód.
- No i to by chyba było na tyle słowa wstępu. Mam nadzieję, że będzie nam się miło współpracowało. Pojutrze zapraszam wszystkich na małe wyjście zapoznawczo-integracyjne. Obecność obowiązkowa - powiedział radośnie, a jego gestykulacja jednoznacznie wskazywała na czym owa integracja będzie polegać. - A teraz może oprowadzę panie po naszej skromnej firmie - uśmiechnął się i odwrócił, by pokazać nowym koleżankom co, gdzie i jak. Hane Asada poszła jego śladem, a prezes skierował się do swojego gabinetu, aby w końcu wrócić do swoich regularnych zajęć i nadrobić czas, którego, jak sądził, stanowczo za dużo stracił dzisiaj w związku z nieprzewidzianymi wypadkami.
Tylko jedna osoba stała jak przedtem, pogrążona w myślach. Haru w tym momencie była zajęta czymś innym. Wnikliwie i dogłębnie oceniła sytuację, postawiła na szali jej wady i zalety, oszacowała istotne dla siebie następstwa i zaczęła dochodzić do niepokojących wniosków. Zupełnie nie tak to sobie wyobrażała. Ma teraz po prostu dorysowywać drzewka i przepisywać dialogi?
- Nie.
Nie zdawała sobie sprawy, że powiedziała to głośno.
Cała trójka raptownie obróciła się zaskoczona i zaintrygowana w jej kierunku, spodziewając się, że nieco rozwinie tę jakże niespodziewaną i enigmatyczną wypowiedź. Kiedy poczuła na sobie ich wzrok, zorientowała się, że coś jest nie tak, a następnie domyśliła się, na co czekają. Słowa, które usłyszała po chwili, tylko potwierdziły jej przypuszczenia.
- Co “nie”? - po raz pierwszy od dłuższego czasu odezwał się prezes Kurayami. Po porannych wydarzeniach nie miał ochoty z nią rozmawiać. Ani teraz, ani w ogóle nigdy więcej. Ale jej krótkie “nie” nie pozwalało spokojnie przejść do porządku dziennego. Domagało się odpowiedzi na pytanie, o co jej znowu chodzi.
- Yyyy… Jeśli nie ma pani ochoty na integrację, to oczywiście nikt nie będzie pani zmuszał do wspólnego wyjścia… - dopowiedział Miyazaki. On również zastanawiał się, co mogło wzbudzić taki sprzeciw Akari-san, a to było jedyne, na co wpadł.
Jeszcze kilka godzin temu Haru nawet w najśmielszych wyobrażeniach nie odważyłaby się już pierwszego dnia dyskutować z szefostwem na temat swojej pracy. Ale teraz okoliczności nie pozostawiały jej wyboru. Musiała jasno wyrazić swoje obiekcje.
- Nie o to chodzi. Zastanawiam się, dlaczego podział ról został ustalony w ten, a nie inny sposób? Jeśli nasze doświadczenie było jedynym lub choćby głównym kryterium, to... proszę wybaczyć, ale to idiotyczne.
W rzeczywistości była przekonana, że w grę wchodziły również inne czynniki. Szef od początku był do niej uprzedzony, co z pewnością miało wpływ na jego decyzję. I właśnie to zdeterminowało ją do walki o swoje. Nie była w stanie zdzierżyć kompletnego braku obiektywizmu. Utwierdziła się w swoim postanowieniu, nabrała stanowczości i śmiałości i zaczęła szukać odpowiednich słów, którymi mogłaby uargumentować swoją opinię.
W tym krótkim czasie, kiedy milczała, wpatrywały się w nią przenikliwie trzy pary oczu, każde w zupełnie inny sposób. Pierwszy: nieodgadniony, beznamiętny i niewzruszony, drugi: zaciekawiony, rozbawiony i nieco diaboliczny, a wreszcie trzeci: zirytowany, pogardliwy i gniewny. Nawet dziecko we mgle byłoby w stanie określić, która charakterystyka opisuje czyj wzrok - to było aż nazbyt oczywiste. I choć ciężko pod takim deprymującym ostrzałem nie stracić rozpoczętego wątku ani uprzedniej pewności siebie, to Haru Akari zdecydowanie podołała temu zadaniu i zdecydowała się kontynuować swoją myśl.
- Zdarzało mi się kilka razy brać udział w konkursach plastycznych. Oczywiście na dużo mniejszą skalę, ale ogólna zasada pozostaje niezmienna. Najważniejsza jest oryginalność. Praca musi zostać zauważona, już na samym wstępie przyciągnąć wzrok, wzbudzić zainteresowanie, a nawet kontrowersje - zadziornie spojrzała na współrozmówców, ale nikt nie ośmielił się jej przerwać. - Dlatego uważam, że należy przede wszystkim skupić się na stworzeniu unikalnego i niebanalnego stylu. W tej sytuacji zbytnie doświadczenie jest wrogiem. Zabija świeżość i naturalność, zamyka umysł, a myślenie pozaschematyczne zastępuje sztampa. Nie sugeruję tutaj, że tak się stało w pani przypadku - zwróciła się teraz bezpośrednio do Asady, choć wysyłany przez nią przekaz niewerbalny zdawał się przeczyć wypowiadanym przez nią słowom. - Nie mam zamiaru ujmować pani umiejętności ani zasług. Proponuję jedynie wcześniejszą weryfikację, czy nie korzystniejsza okazałaby się zamiana przypisanych nam zakresów obowiązków.
Na twarzy Hane Asady po raz pierwszy pojawił się grymas potwierdzający, że jednak drzemią w niej jakieś ludzkie emocje. Miała się właśnie odezwać i zgłosić swój zdecydowany sprzeciw, ale w czasie gdy nabierała oddechu, uprzedził ją Miyazaki. Już się cieszył z pomysłu, który w międzyczasie wpadł mu do głowy i aż nie mógł wytrzymać, wyobrażając sobie, jak wciela go w życie.
Uprzednio założył, że jego nowe koleżanki może i nie zamierzają się zaprzyjaźnić, ale też nie planują sobie wchodzić w drogę. Okazuje się jednak, że to założenie było poczynione nieco na wyrost i szykuje się między nimi ciekawa rywalizacja. Uwielbiał takie sytuacje, więc postanowił podgrzać jeszcze odrobinę atmosferę. “Oj, będzie zabawnie” - odezwała się jego szatańska natura i podekscytowana zacierała ręce.
- Jest w tym sporo racji i myślę, że należałoby to wziąć pod uwagę. To co, może urządzimy mały pre-konkurs?
- A na czym miałby on polegać? - spytały jednocześnie obie rysowniczki.
- Hmm... Na jakiejś krótkiej próbce tekstu przedstawią panie swoją wizję mangi, a prezes zdecyduje, która wersja jest lepsza. Tak chyba będzie najprościej - powiedział, uważnie obserwując innych z nadzieją, że wszyscy zaakceptują jego propozycję.
Haru tylko kiwnęła głową, że się zgadza. Hane spojrzała na przeciwniczkę, zmierzyła ją od stóp do głów, uśmiechnęła się z wyższością, nie widząc w niej godnego rywala i rzekła pewna zwycięstwa, którym mogłaby przypieczętować swoją pozycję:
- Ja nie mam nic przeciwko.
Pozostało jedynie czekać na aprobatę szefa. Jego mina wiele mówiła i wierutnym kłamstwem byłoby stwierdzenie, że pomysł go zachwycił. Wyglądał raczej, jakby przed chwilą zjadł coś nieświeżego.
- Osobiście uważam, że to bezcelowe, a wynik jest z góry przesądzony. Ale nie zgłaszam sprzeciwu. Jeśli chcecie, możemy to rozstrzygnąć w ten sposób.
“No i świetnie” - pomyślała zgodnie ta zadowolona połowa czteroosobowej ekipy. Pozostała dwójka nie myślała w tym momencie nic.
_________________________________________________________________________________________
(*) Entropia jest miarą nieuporządkowania układu. Zgodnie z drugą zasadą termodynamiki entropia może tylko wzrastać. (Science bitch! - dop. aut. )
(**) Sorry, nie mogłam sobie darować, żeby nie umieścić tutaj tego cytatu.
“Wężykiem? Wężykiem, Jasiu, wężykiem.”
(***) Nazwiska (i nie tylko) dwójki bohaterów są zupełnymi przeciwieństwami. Jap.: akari = światło, haru = wiosna, kurayami = ciemność, aki = jesień.
 
     
Dahilia 


Wiek: 22
Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Skąd: Świebodzin
Poziom: 35
HP: 313/3484
 9%
MP: 1663/1663
 100%
EXP: 56/130
 43%
Wysłany: 2014-06-16, 17:17   

Hehehehe ciekawie się zapowiada ; p . Ten szef echh nie lubię takich typów ; p . A ta rysowniczka to co myślisz że jest inaczej ubrana i ma doświadczenie to jest kurde fajna grrrrr ; p .

Czekam na dalsze rozdziały ; p
 
     
zamek1989 
Vice Administrator- ^^-Pancia


Wiek: 29
Dołączyła: 22 Sty 2014
Posty: 1366
Skąd: Z nieba XD
Poziom: 31
HP: 202/2536
 8%
MP: 1211/1211
 100%
EXP: 86/104
 82%
Wysłany: 2014-06-28, 23:47   

Rozdział super pierwszy raz czytam o rysowniakach opo i barddzo mi sie podoba to jak wszystko przedstawiłaśXD i t dwie rysowniczki kurde to może być ciekawe nie mog się doczekać dalszego rozdziału kiedy będzie???

i wiecej wiqary w siebie dziewczyno skoro piszemy że się podoba to oznacza że tak jest mi jakby się nie podobało to bym powiedziała szczerze a wśród znajomych mam opinie takiej co wali prosto z mostuXD
_________________

 
     
Hitori 


Dołączyła: 04 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-07-02, 21:55   

Uprzedzam, że kolejny rozdział będzie przypominał jazdę po muldach. Będą górki i dołki. A całość będzie odzwierciedlała moje ostatnie huśtawki nastrojów.
Mam nadzieję, że te słabsze fragmenty będą w mniejszości i nie zakłócą odbioru reszty.
Zakończyłam rozdział w innym momencie niż z początku planowałam, bo już mnie kusiło, żeby wszystko skasować i zacząć od nowa. A może powinnam była tak zrobić? Wy oceńcie. Jak zwykle wszelkie uwagi mile widziane. Skargi, wnioski, zażalenia przyjmuje się codziennie w godzinach 17:30 - 00:00 na niniejszym forum.



ROZDZIAŁ IV

Czyli ustalone. Będzie konkurs. Haru mogłaby to uznać za pierwszy sukces w nowej pracy. Oczywiście pod warunkiem że wcześniej przymknęłaby jedno oko. Zdawała sobie sprawę z faktu, że sama jej obecność w tej firmie była wynikiem przypadku, zbiegu okoliczności, pomyłki, czy jakkolwiek by to nazwać. Znów dopisało jej szczęście.
Nie zastanawiała się wcześniej, co zrobi po przeprowadzce, za co będzie żyć, gdzie spróbuje znaleźć zatrudnienie. Ba, nie wiedziałaby nawet gdzie szukać. Wówczas nie myślała o przyszłości. Najważniejsze było dla niej wyjechać. I to jak najdalej. Jej perspektywy nie wyglądały różowo. Nie mogła się pochwalić ani imponującym wykształceniem, ani doświadczeniem w znaczącej korporacji, ani znajomościami, ani nawet szczególnymi umiejętnościami. Umiała i lubiła rysować, ale to było zaledwie jej hobby. Nie przypuszczała, że mogłaby w ten sposób zarabiać. Zatem kiedy znalazła ofertę pracy dla rysownika, to było jak objawienie. Natychmiast postanowiła ubiegać się o tę posadę i marzyła o tym, by ją dostać. Jedynym problemem był brak czasu. Osoby aspirujące do pracy w światku artystycznym powinny mieć przygotowane profesjonalne portfolio ukazujące pełnię ich zdolności. A tymczasem ona nie miała nic. Do godziny zero (czyli terminu rekrutacji) pozostały zaledwie dwa dni i niemożliwością było stworzenie w tak krótkim czasie zadowalającego dossier. Jednak postanowiła, że nie podda się przez taki drobiazg. Zaparzyła ilość kawy odpowiednią dla pułku wojska i wzięła się do roboty. Nie wyglądało to tak, jak by sobie wymarzyła. Jakościowe dopracowanie pozostawiało wiele do życzenia - były to bardziej szkice niż rysunki, lecz to musiało wystarczyć.
Wtedy musiało, ale teraz nie. Teraz wszystko leżało w jej rękach. Od tego, czy uda jej się wygrać, zależała jej przyszła pozycja w firmie. Musiała dać z siebie wszystko. A przeciwniczka wydawała się piekielnie trudna.
Jak tylko obie dziewczyny dostały od prezesa zarys fabuły, Hane Asada potrzebowała jedynie kilku sekund na przeczytanie tekstu i od razu wzięła się do pracy. Wyciągnęła ze swojej eleganckiej, bijącej po oczach markowym logo torebki profesjonalny zestaw przyborów kreślarskich. Przed rozpoczęciem szkicowania spytała, na jakim oprogramowaniu graficznym mają pracować. Wszyscy spojrzeli na nią szeroko otwartymi oczyma. Na cóż jej w tej chwili ta wiedza?
- Yyy. Zakupiliśmy licencję GraphMana, o ile dobrze pamiętam - odparł Miyazaki. - A to ma jakieś znaczenie?
- Oczywiście. Kolosalne. Nawet te najpopularniejsze programy różnią się znacząco dostępnością opcji, czcionek, efektów, szablonów etc. To ma ewidentny wpływ na późniejsze wykonanie szczegółów mangi. Dlatego wolę się upewnić, czy moje pomysły nie będą wymagały późniejszych modyfikacji. Przecież zależy nam na czasie, prawda? - spojrzała triumfalnie na swoją rywalkę i z uśmiechem satysfakcji stwierdziła po jej minie, że tamta nie ma bladego pojęcia, o czym mowa. “Punkt dla mnie” - pomyślała, a już po chwili pewnym ruchem ręki kreśliła pierwsze szkice.
Gdyby Haru się jej przyglądała, zauważyłaby, jak przygotowuje kilka wersji tego samego rysunku, a następnie po chwili zastanowienia wybiera najlepszą. Dostrzegłaby, jak koncentruje się na szczegółach, jak dba o zachowanie proporcji, jak delikatnie cieniuje twarze postaci, jak dokładnie dopracowuje każdą fałdkę na ich ubraniach. I pewnie poczułaby się jeszcze bardziej onieśmielona i zakompleksiona. Ale ona tego nie widziała. Była zbyt pochłonięta… Nie, nie rysowaniem, jakby się można było spodziewać. Od rana nie wzięła nawet ołówka do ręki. Siedziała nieruchomo jak sparaliżowana, z wzrokiem skierowanym w stronę ściany. Gdyby tylko zwracała na siebie uwagę, pewnie wzbudziłaby niemałą troskę o swój stan fizyczny i psychiczny. Katatonia w najbardziej skrajnej postaci.
Jednak ona z niewiadomych przyczyn pozostawała przez nikogo niezauważona. Zniknęła niczym duch otoczona zasłoną pozornej niewidzialności.
Całkowicie straciła kontakt z otoczeniem. Ten bezruch zupełnie nie odpowiadał sytuacji, która rozgrywała się w jej głowie. A tam szalały tajfuny myśli, hordy pytań szukały odpowiedzi, a wyobraźnia podsuwała coraz to nowe szalone wizje. Nie potrafiła tego rozgryźć - nie pojmowała historii, która ma zostać opowiedziana w mandze, nie rozumiała motywów kierujących bohaterami. Brakowało jej precyzyjnego wyjaśnienia pewnych kwestii oraz pełnego przedstawienia okoliczności. Musiała sobie sama wszystko dopowiedzieć, uzupełnić logiczne niedostatki, zredefiniować ciągi przyczynowo-skutkowe i wreszcie znaleźć sens tam, gdzie go brakowało. Więc myślała, rozważała, szukała.
Z zadumy wyrwał ją dopiero odgłos dzwoniącego telefonu. Ocknęła się i zaczęła szukać swojej komórki. Telefon wciąż dzwonił, a ona nie mogła go znaleźć. Wyrzuciła na podłogę zawartość torby, która spokojnie wystarczyłaby nie tylko do przeżycia na pustyni/w tundrze Syberii/na bezludnej wyspie na środku oceanu/na biegunie południowym (niepotrzebne skreślić), ale mało tego, również do zamontowania tam systemu satelitarnego, zbudowania centrum handlowego, tudzież skonstruowania statku kosmiczego a’la Star Wars. W końcu dostrzegła światełko w tunelu. A raczej światełko wyświetlacza telefonu próbującego rozpaczliwie wydostać się spod sterty najróżniejszych przedmiotów, niczym topielec walczący z pochłaniającą go głębią wody o łyk powietrza. Odrzuciła stojący jej na drodze jej śrubokręt, szpulkę nici oraz rozmówki japońsko-węgierskie, po czym wreszcie mogła nacisnąć przycisk akceptujący połączenie. Nie była zaskoczona, kto do niej dzwonił. Mogła to być tylko jedna z trzech osób: matka, Yoriko lub Ara… Stop, nie, ON nie. Korekta. To mogła być tylko jedna z dwóch osób. Tym razem okazało się, że to jej przyjaciółka. Nie rozmawiały od tego dnia, kiedy przyjechała do Tokio. Wymieniły jednak kilka krótkich maili, więc Yoriko wiedziała o nowej pracy Haru i koniecznie chciała spytać o jej pierwsze wrażenia. Dziewczyna spodziewała się takich pytań, ale sądziła, że jej przyjaciółka zadzwoni raczej wieczorem. Lekko zdziwiona zwróciła głowę w stronę ściany, na której wisiał zegar.
- Matko! To już ta godzina? - zakrzyknęła, nie mogąc uwierzyć, że wskazówki czasomierza znajdowały się tak nisko. Jak gdyby grawitacja siłą ściągnęła je do podłogi. Zerknęła szybko na swoją komórkę, lecz cyfry na wyświetlaczu tylko potwierdziły jej obawy. - Zupełnie straciłam poczucie czasu. Kazekita-san mnie zabije. Miałam dzisiaj zrobić pranie i posprzątać na piętrze. I do tego przegapiłam moją ulubioną dramę - powiedziała przesadnie smutno, niemal płaczliwie. A potem musiała odczekać dłuższą chwilę, aż Yori-chan przestanie się śmiać. Zdążyła w tym czasie się rozejrzeć dookoła. Oczywiście o tej porze nikogo już nie było. Nawet nie zauważyła kiedy wszyscy zdążyli wyjść. Pomieszczenie przytłaczało pustką i ciszą. Za oknem zaczęło się już robić ciemno, więc panował niepokojący półmrok.
- To nie jest wcale zabawne. Akurat dzisiaj miało się wyjaśnić, dlaczego główny bohater jest taki zimny w stosunku do swojej asystentki i co się stało między nimi, zanim wyjechał za granicę... - dodała lekko urażonym tonem. - No dobra, nie gniewam się na ciebie. Jestem tylko w złym humorze. Dzisiejszy ranek było koszmarny. Nie uwierzysz… - i zaczęła w skrócie opowiadać najlepszej przyjaciółce poranne wydarzenia. Z każdym wypowiadanym słowem ożywały w niej na nowo te same emocje, które wtedy czuła.
- Miyazaki-san od samego początku wydawał mi się bardzo miły, sympatyczny i przyjazny. Dlatego przed przyjściem do pracy byłam pozytywnie nastawiona. A tu taki zonk. Prezes… Tfu. Nienawidzę takich wstrętnych typów. Wyobrażasz sobie skrzyżowanie Dartha Vadera, Sarumana, tria Malfoy/Umbridge/Voldemort, Joffreya Baratheona i Tracza(*)? To właśnie tego rodzaju podła kreatura. A żeby go piekło pochłonęło...
BAM!
Usłyszała głośny trzask drzwi, a po chwili warczenie rozjuszonego wilka.
“Zaraz, zaraz... Wilka? Skąd tu wilk?” - pomyślała zszokowana. Pomimo zdziwienia zdołała zapewnić Yoriko, że wkrótce oddzwoni, po czym się rozłączyła. Powoli i ostrożnie odwróciła głowę i spojrzała z lękiem za plecy. Niemal natychmiast zaczęła żałować, że to naprawdę nie jest wilk. Albo niedźwiedź. Albo nawet tyranozaur. Cokolwiek. Z dzikim zwierzęciem miałaby jakieś szanse. Choćby iluzoryczne. Ale nieee… To musiał być akurat ten facet.
Przybrał pozycję gotowości do ataku, wyszczerzył kły, postawił uszy, zjeżył futro, piana sączyła mu się z pyska.
Albo tylko jej się przywidziało. Zamrugała z niedowierzaniem. Prezes stał przy wejściu i wpatrywał się z jawną nienawiścią w nową podwładną. Spomiędzy jego zaciśniętych szczęk wydobył się dźwięk przypominający syk jadowitej żmii. A może to były jakieś słowa?
- Zamykam. Wychodzisz czy zamierzasz tu siedzieć do jutra?
Nie wiedziała jak zareagować. Nie mogła wykrztusić żadnego słowa. Po czasie który wydawał się wiecznością udało jej się ocknąć z odrętwienia. Śmiercionośny wzrok szefa nie pozostawiał jej wyboru. Natychmiastowa ewakuacja była jedynym rozsądnym rozwiązaniem i jedyną szansą na przeżycie tego spotkania. Ze zwinnością jaszczurki przemknęła przez drzwi tuż obok Kurayamiego. Uciekała w takim tempie, że nieomal zaginała czasoprzestrzeń, a zwolniła dopiero, gdy nabrała pewności, że oddaliła się na bezpieczną odległość. Cholera! Teraz to już na pewno miała przechlapane.

Następnego dnia za żadne skarby nie miała ochoty wychodzić z łóżka. Zagrzebała się pod kocem wyobrażając sobie, że w ten sposób zapada się pod ziemię. Ale nic z tego. Musiała wstać i stawić czoła rzeczywistości, nieważne jak brutalna by ona nie była. Wczoraj trochę ją poniosło. I chociaż szef dał jej wystarczająco dużo powodów do złości, to odrobinkę przesadziła. No dobra, nie odrobinkę. Przesadziła na maksa. Pojechała po bandzie i wyleciała głęboko w trybuny. A najgorsze, że poza wynalezieniem wehikułu czasu nie miała innego pomysłu, jak można by zatrzeć złe wrażenie. Załamana z powrotem padła na łóżko, ale tak niefortunnie, że uderzyła stopą w ramę. Poczuła piorunujący ból, lecz nawet nie chciało jej się krzyknąć. Jedynie załkała w poduszkę i obróciła się na bok, podciągając kolano do klatki piersiowej. Wówczas nawet słońce, jakby chcąc ją dobić, wysłało wojownicze promienie wprost w jej oczy. Oślepiona niespodziewanym błyskiem rażącego światła przymknęła powieki i pomyślała, że przynajmniej pogoda się poprawiła.
Ostatnie dni w niczym nie przypominały końcówki lata. Były szare, chłodne i ponure. Najdziwniejsze, że wcale nie padało, choć gruba warstwa ciemnych chmur przykrywała całe miasto niczym kożuch na mleku. Szkoda, bo deszcz miewa magiczną moc. Obmywa z kurzu nie tylko ulice, ale również oczyszcza strapione umysły. Poi nie tylko usychające rośliny, ale również dusze spragnione pociechy.
Kiedy duszone w sobie pokłady smutku przekroczą pewien poziom, szukają drogi ujścia. Nie jest dobrze, gdy zostaną wylane na Bogu ducha winnych bliźnich. Jeszcze gorzej, gdy nagromadzone ciśnienie wywoła niekontrolowany wybuch, w którym mogą ucierpieć niewinni. Najbezpieczniej, gdy spokojnie wypłyną strugami deszczu, pozostawiając za sobą czyste wnętrze. Tak, deszcz potrafi mieć naprawdę cudowne właściwości. Koi i uspokaja. Łagodzi i uśmierza. Oczyszcza. Kto wie, może byłby nawet w stanie zmyć wspomnienie wczorajszego dnia? Ale to już prawdopodobnie na zawsze pozostanie tajemnicą. Tego ranka słońce przegnało chmury, a wraz z nimi pożegnało nadzieję na choćby drobną mżawkę. Przypomniało sobie, że ma do wypełnienia babio-letnie obowiązki i wróciło z pełną mocą po czasowej nieobecności. Zapewne poprawiło tym nieoczekiwanym powrotem humor każdemu…
Każdemu oprócz Haru. Czy nie lepiej by dla niej było, gdyby potężny tajfun zmusił wszystkich do pozostania w domach? Mogłaby odwlec w czasie konfrontację z prezesem. Stop! Dość tego czarnowidztwa! Czyżby przed chwilą zaczęła liczyć na klęskę żywiołową? To przekracza granice rozsądku.
- Weź się w garść, kobieto - wymamrotała do siebie. - Dasz radę. Zawsze dajesz. Wymyślisz coś. Doprowadzisz wszystko do porządku. Tylko powoli. Małymi kroczkami.
Jakimś cudem znalazła w sobie szczyptę motywacji i wykorzystała ją, żeby wyruszyć na spotkanie z przeznaczeniem.
Lub do pracy, jak kto woli.
Wyjęła z szafy ulubioną letnią sukienkę. Doskonale pamiętała dzień, w którym ją kupiła. Wydała na nią większość ze swoich skromnych oszczędności, jednak po prostu nie mogła się oprzeć jej uroczemu kwiatowemu wzorkowi. Założyła ją i przejrzała się w lustrze. Widok haftowanych barwnych różyczek zawsze poprawiał jej humor.
“Hmm… To jest myśl.” Małe kroczki.

Tak jak przypuszczała, ustawiony na stole bukiet świeżych kwiatów ożywił i rozjaśnił pomieszczenie. Od razu robiło się przyjemniej na sercu. Poprzedniego dnia, gdy rozejrzała się po firmie, poczuła, że jest jej zimno. I nie chodziło wcale o panującą wewnątrz temperaturę. To otoczenie było po prostu takie chłodne i nieprzyjazne. Jedynie Miyazaki-san wniósł w swoją małą przestrzeń odrobinę życia, ustawiając na biurku przycisk do papieru w kształcie niedźwiadka. Poza tym było jakoś tak pusto. Przynajmniej takie wrażenie odniosła poprzedniego dnia, gdy wiceprezes zapoznawał je z topografią firmy. Trwało to wyjątkowo krótko, ponieważ cała siedziba zajmowała zaledwie połowę powierzchni trzeciego piętra jednego ze starszych biurowców Tokio.
Drzwi wejściowe prowadziły do największego pomieszczenia, w którym na ogół pracował Miyazaki-san. Po lewej miał swoje biurko z uroczym niedźwiadkiem i stertą różnorakich papierów na wierzchu. Głębiej, oddzielony cienką ścianką, stał duży owalny stół konferencyjny, przy którym mogło zasiąść osiem osób. Po przeciwnej stronie znajdowały się dwie pary drzwi. Jedne do niewielkiego pokoiku socjalnego, w którym w razie potrzeby można było odpocząć lub przyrządzić sobie coś do jedzenia. Natomiast drugie do wilczej nory, tj. do gabinetu samego prezesa. Poza tym niemal w każdym wolnym miejscu upchnięte zostały biurowe szafy i regały, a na nich setki kolorowych segregatorów, teczek i książek. Jeśli chodzi o wystrój pracowni szefa, to Haru zdążyła tam zaledwie przelotnie zerknąć. Zauważyła jednak, że gabinet wyglądał całkiem jak w filmach. W pobliżu okna stało duże, klasyczne, drewniane biurko, którego błyszczący wypolerowany blat ustępował powierzchni jedynie laptopowi, a poza tym był zupełnie pusty. Przy nim wygodny fotel biurowy z jednej strony, a z drugiej dwa proste krzesła. Oprócz tego stylowa szafa aktowa, etażerka oraz ława i dwa czerwone skórzane fotele. I oczywiście całości dopełniał nieodzowny obraz, koniecznie abstrakcyjny. Ten akurat przypominał splątane turkusowe i szkarłatne płomienie. Był najciekawszym elementem w tym wnętrzu. Właściwie jedynym wyróżniającym się i interesującym. Nie tak bezosobowym jak cała reszta. Tam też przydałby się bukiet świeżych i pachnących kwiatów. Ale o tym może pomyśli następnym razem. Małe kroczki.
Dziś znów przyszła do pracy nieco za wcześnie. Na nikogo się jeszcze nie natknęła, ale firma była otwarta, a na stole leżały dwa komplety kluczy - jeden dla niej, drugi dla Asady oraz karteczka z krótką notatką, że to na wypadek gdyby chciały zostać po godzinach. Zatem prawdopodobnie prezes siedział teraz zajęty u siebie. I całe szczęście, że do tej pory nie wychodził, bo za nic w świecie nie chciałaby z nim stanąć twarzą w twarz bez żadnej asysty. Najlepiej gdyby w pobliżu był lekarz, policyjny negocjator, ze dwóch ochroniarzy … i może jeszcze weterynarz ze środkiem usypiającym dla niedźwiedzi. Tak na wszelki wypadek.
Niestety dziś mogła liczyć tylko na Miyazaki-sana. I ewentualnie swoją rywalkę, co nie było zbytnim pocieszeniem. Czekała więc przez chwilę na ich przybycie, lecz spojrzenie na zegarek uświadomiło jej, że ma niezbyt wiele czasu na przygotowanie swojej propozycji pre-konkursowej. A przecież z pracami nad nią była jeszcze w lesie. Ściślej mówiąc w głębokiej dżungli. Gęstej, nieprzebytej puszczy. I to bez przewodnika, bez mapy i bez żadnych wskazówek jak się z niej wydostać.
- Yoshi. - W takich sytuacjach zwykle to Arashi dawał jej motywacyjnego kopa. Ale teraz musi sobie poradzić bez niego. Już zawsze będzie musiała sobie radzić bez niego. Z nim koniec. Definitywnie i nieodwołalnie. - Oż! nie myśl teraz o tym dupku. Nie jest tego wart. Skup się na mandze - powiedziała do siebie, próbując się zmobilizować. Na czym to wczoraj skończyła? Musiała jeszcze tyle rzeczy przemyśleć. Musiała dojść do sedna. Nie bez trudu wróciła do miejsca, w którym się zatrzymała poprzedniego dnia i zaczęła szukać ścieżki pozwalającej się wydostać z tego labiryntu. Małymi kroczkami.
Ponownie straciła kontakt z rzeczywistością, jednak nie na taką skalę jak ostatnio. Na obrzeżach świadomości zauważyła pojawienie się współpracowników, a nawet zdołała z nimi wymienić zwyczajowe poranne uprzejmości. Asada-san sprawiała wrażenie niezwykle zadowolonej. Miała już przygotowany imponujący plik znakomicie wyglądających rysunków. Gdyby ich rywalizację przenieść na bieżnię stadionu lekkoatletycznego, to Haru byłaby właśnie przez nią po raz drugi dublowana. Przytłaczająca przewaga. Ale to nie sport. Tu panują zupełnie inne zasady.
Była już coraz bliżej - żmudnie uzupełniała w swojej wyobraźni brakujące elementy układanki i kawałeczek po kawałeczku przed jej oczami wyłaniał się obraz. Wszystko zaczynało nabierać sensu. Pewnie byłaby już w stanie przelać większość swoich wyobrażeń na papier. Nie chciała jednak zaczynać dopóki jej wizja nie będzie kompletna. Dopóki nie będzie wyraźna niczym rzeczywistość. A ten moment był już na wyciągnięcie ręki. Już tuż tuż. Już. Już!
Nareszcie! Otrząsnęla się z zamyślenia i wróciła do realnego świata. W pierwszym odruchu spojrzała za okno, a potem na godzinę. Uff, było jeszcze zupełnie widno, minęło zaledwie pół dnia. Następnie rozejrzała się dookoła. Hane Asada gdzieś zniknęła, a Miyazaki-san stał właśnie przy ksero i kopiował jakieś dokumenty. Zauważył jej zdezorientowaną minę, uśmiechnął się ciepło i zapytał:
- Akari-san, a ty nie wybierasz się na lunch? Jest tu niedaleko za rogiem miła knajpka, w której można smacznie i niedrogo zjeść.
Lunch? Dziwne. W ogóle nie myślała o jedzeniu.
- Nie, dziękuję, ale nie jestem głodna - odpowiedziała, po czym nagły impuls dał jej sygnał, że coś jest inaczej. Zastanowiła się krótko i już wiedziała co.
- Miyazaki-san. Rano na stole stał bukiet kwiatów, a teraz ich nie ma. Nie wiesz przypadkiem, co się z nimi stało?
- Ach, to. Nie zauważyłaś, jak wpadł tu rozwścieczony Aki? Znaczy się prezes? Wyglądał strasznie. Miał oczy czerwone jak nos renifera Rudolfa. Warknął coś niezrozumiałego, chwycił kwiaty i wyrzucił je prosto do zsypu.
- He! Co za… ! - wycedziła przez zęby Haru, ale nie dokończyła myśli, bo cisnęły się jej na usta tylko niecenzuralne wyrażenia. Mógł być na nią zły. Miał prawo. Ale żeby okazywać to w taki prymitywny i grubiański sposób... To już szczyt! Miała ochotę rzucić to wszystko w diabły i wrócić do domu, do swojego dawnego życia. I pewnie by tak zrobiła, ale nie chciała tak łatwo ustąpić. Miała jeszcze coś do udowodnienia. A poza tym spaliła za sobą wszystkie mosty i nie miała już drogi powrotu.
- Jeszcze zobaczymy! - pomyślała zdeterminowana. - Jeszcze będziesz mnie przepraszał i błagał na kolanach, pomiocie piekielny. Przyjmijmy, że teraz jesteśmy kwita. Ale jeszcze jeden taki numer, a nie ręczę za siebie. Jeszcze tylko raz, a popamiętasz mnie do końca życia. Jeszcze tylko raz…

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

“Zejdź wreszcie na ziemię!” Obudził się przed świtem zlany zimnym potem. Znowu te przeklęte słowa nie dawały mu spać. Ale do tego zdążył się przyzwyczaić. Gorzej, że do jego koszmarów wkradła się nowa osoba. I nie ograniczała się do uprzykrzania mu życia tylko w snach. Wtargnęła do jego ostoi i postanowiła zniszczyć jedyne miejsce, w którym czuł się spokojny i w którym robił to, co kochał. Czy ona była w zmowie z samym szatanem? Jednego dnia obraża go w niewybaczalny sposób. I to dwukrotnie. Następnego te kwiaty… A kolejnego wpadła na “rewelacyjny” pomysł przyniesiena pudła muffinek. Gdyby tylko wiedział, że to od niej, a nie od Shoty - etatowego wielbiciela słodyczy - to by ich nawet kijem nie tknął. Wyrzuciłby je do śmieci. Albo nie, bo jeszcze naraziłby na potworną śmierć jakiegoś niewinnego zwierzaka, głodnego, bezpańskiego psa lub szczura.
Ta kobieta nie tylko działała mu na nerwy. Ona chciała go zabić. Bez żadnych wątpliwości.
Żałował, że ją zatrudnili. Żałował, że dostała szansę. Żałował swojego postanowienia, że nie będzie małostkowy i przymknie oko na jej wyskoki.
Dziś po południu obie rysowniczki miały oddać swoje propozycje. Jeśli ta Akari nie przedstawi szkiców powalających na kolana, jeśli jej rysunki nie okażą się wprost genialne, to się jej pozbędzie. Nie zważał już na konsekwencje. Niech go pozwie, niech puści z torbami. Ale nie zamierza się z nią dłużej użerać.

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

W końcu nadszedł ten dzień. Oczekiwany. Sądny. Dziś miało się wszystko rozstrzygnąć.
Była pewna siebie. Nigdy nie przegrała. I tym razem też zwycięży. Nie powinna się tak ekscytować. Przecież nie zależało jej na tej pracy. To tylko przystanek w drodze do większego celu. Ale mimo wszystko chciała utrzeć nosa tej Haru Akari. Ta dziewczyna zachowywała się niepoważnie. Że też miała czelność podważyć jej kwalifikacje. Myślała, że kim jest? Drugim Picasso? Co za ego! Pewnie jej się wydawało, że rysowanie mangi to świetna zabawa i nie zdawała sobie sprawy, jaki to żmudny proces. Przecież ona aż do wczoraj przez większość czasu nie robiła w zasadzie nic. Zamiast chwycić za ołówek i wziąć się do pracy, ona tępo gapiła się w ścianę. A potem jeszcze bawiła się w kwiaciarkę i cukiernika. To nie przedszkole. Z takim podejściem nie ma mowy, żeby została kimś więcej niż asystentką. I już dziś się o tym dobitnie przekona. Niech no tylko prezes przedstawi werdykt.

Wybiło południe. Czas ogłosić decyzję. Aki chwycił leżące na biurku propozycje obu rysowniczek, wziął głęboki oddech i wyszedł ze swojego gabinetu z postawą apostoła niosącego Słowo Boże niewiernym. Z początku nikt nie zauważył jego wejścia, więc odchrząknął lekko i poczekał, aż wszystkie oczy zwrócą się w jego kierunku. Popatrzył kolejno na Asadę, Miyazakiego i Akari i powiedział:
- Panie i panowie… I inni. Jury w składzie: ja, pod przewodnictwem: moim, jednogłośnie, podkreślam jednogłośnie, podjęło decyzję, że zwycięża propozycja...


(*) W tak znakomitym gronie nie mogło zabraknąć naszego rodzimego ”geniusza zbrodni i kwintesencji zła” z Plebanii :-)
 
     
zamek1989 
Vice Administrator- ^^-Pancia


Wiek: 29
Dołączyła: 22 Sty 2014
Posty: 1366
Skąd: Z nieba XD
Poziom: 31
HP: 202/2536
 8%
MP: 1211/1211
 100%
EXP: 86/104
 82%
Wysłany: 2014-07-02, 23:03   

oooo Hitori dodała rozdział superXD
Ja kibicuje Haru jakoś bardziej zaskarbiła narazie moja sympatięXD
mam nadzieje że wygra noooo!!!!
Kurcze ale trzyma mnie w napieciu to jak sobie wymyśla fabułe jaaaaa
to jak malowała pod wpływem transuuu woooooXD


TAK MNIE WKRĘCIŁO JAK MOGŁAŚ PRZERWAĆ W TAKIM MOMENCIE!!!!JAK!!!!!?? pISZ SZYBKO MI NASTĘPNY ROZDZIAŁ PLISSS!!BYŁ ŚWIETNY VO TY ZA GŁUPOTY GADASZ!!!MAM NADZIEJE ŻE HARUY WYGRA!!!
_________________

 
     
Dahilia 


Wiek: 22
Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Skąd: Świebodzin
Poziom: 35
HP: 313/3484
 9%
MP: 1663/1663
 100%
EXP: 56/130
 43%
Wysłany: 2014-07-03, 13:59   

Fajne ale dlaczego w takim momencie skończyłam grrrrr. wracaj do pisania ; p
 
     
Hitori 


Dołączyła: 04 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-07-03, 23:04   

Moment był idealny na koniec, nieprawdaż? Odrobina suspensu nigdy nie zaszkodzi :-P

Na początku chciałam zakończyć rozdział dopiero jak się wszystko wyjaśni i w końcu się wybiorą na wspomniany wcześniej wypad integracyjny. A na nim miało się dużo dziać. Ale to w swoim czasie...

Obawiam się że ciąg dalszy nastąpi nieprędko, bo skończyły mi się skuteczne motywatory w postaci fajnych książek.
Poza tym mam tysiąc pomysłów na minutę niezwiązanych z tym opo i nie mam pojęcia jak je wszystkie ogarnąć. Jeden już wkrótce może się ujawni. Tylko potrzebuję jednego odważnego ochotnika na pierwszy ogień. Ktoś się zgłasza?
Nie będzie bolało... bardzo ;-)


Acha, jeszcze jedno. Przykro mi Zameczku, ale możesz być nieco rozczarowana rozstrzygnięciem.
Dahilia, wiem że nie przepadasz za prezesem, ale niestety będzie go jeszcze sporo. Będzie wkurzał, gnębił i w ogóle działał na nerwy. Sorry :roll:
 
     
Dahilia 


Wiek: 22
Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Skąd: Świebodzin
Poziom: 35
HP: 313/3484
 9%
MP: 1663/1663
 100%
EXP: 56/130
 43%
Wysłany: 2014-07-03, 23:10   

Nie to że nie przepadam ; p .Lubię go jest ok, zawsze musi być jakiś czarny rycerz ; p
 
     
zamek1989 
Vice Administrator- ^^-Pancia


Wiek: 29
Dołączyła: 22 Sty 2014
Posty: 1366
Skąd: Z nieba XD
Poziom: 31
HP: 202/2536
 8%
MP: 1211/1211
 100%
EXP: 86/104
 82%
Wysłany: 2014-07-04, 00:06   

Hitori, Wykorzystuj wszytkie pomysły jakie masz w głowie i ja zgłaszam się na ochotnika:)Zostane twoim królikiem doswoadczalnym jak chcesz :) I znam ten ból ostatnio ja co chwilę dostaje objawienia na nowe opo tylko nie na więźnia czy smoka także cię doskonale rozumiem:) Ej no weź mnie nie strasz co doroztrzygniecia traz siedze imysle co będzie dalej nie dobra ty:) Zastanawia mnie też czy masz może w planach rozwinąc jakiś wątek romatyczny?? Co do natchnienia poszukaj trochę mang odnośnie tej tematyki napewno takie się znajdą:)
_________________

 
     
Hitori 


Dołączyła: 04 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-07-04, 00:25   

A zatem postanowione. Jest pierwsza ofiara ]:->
Ostatnie chwile żeby pożegnać się z Zameczkiem, zanim...
 
     
Seiti1008 


Dołączyła: 25 Kwi 2014
Posty: 658
Skąd: Łódź
Poziom: 23
HP: 49/1225
 4%
MP: 585/585
 100%
EXP: 25/65
 38%
Wysłany: 2014-07-04, 11:06   

W pierwszym poście tego tematu pisałaś, że nie umiesz pisać... jak mogłaś nas tak okłamać?! To cudeńko jest niesamowite. Widać, że wszystko jest przemyślane, a dobór słów urzekający i sprawiający, że przyjemnie i szybko się czyta. Normalnie zazdroszczę!

Muszę dokończyć ostatni rozdział, teraz obowiązki wzywają (czas podręczyć 6latka ułamkami dziesiętnymi :mrgreen: ), jak tylko skończę, wracam do czytania.

Haru wzbudziła moja sympatię i jakoś widzę ją u boku szefa... stop! Seiti, powstrzymaj zboczone wodze swojej fantazji!

Gratuluje wspaniałych rozdziałów i pasjonującego opko. :mrgreen:
_________________
Nie jestem doskonała, ale wybaczam to sobie. XD
 
     
Hitori 


Dołączyła: 04 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-07-05, 00:48   

Seiti1008, moja droga, lejesz miód na moje serce. To zaszczyt dostać tyle komplementów, zwłaszcza od Ciebie :) Przyjmij moje pokorne dzięki :-)

Czyżbyś próbowała przejrzeć moje niecne plany odnośnie dalszych wydarzeń? Oj, nie będzie tak łatwo... Zdaję sobie sprawę, że wiele moich pomysłów jest wtórnych i przewidywalnych, ale mam nadzieję, że Cię jeszcze czymś zaskoczę.
 
     
Seiti1008 


Dołączyła: 25 Kwi 2014
Posty: 658
Skąd: Łódź
Poziom: 23
HP: 49/1225
 4%
MP: 585/585
 100%
EXP: 25/65
 38%
Wysłany: 2014-07-05, 20:50   

Droga Hitori, owszem moja wyobraźnia próbuje ustalić, co może się wydarzyć w Twym zacnym opowiadaniu, lecz swych domniemanych domysłów nie ogłoszę publicznie. Powód jest dość błahy, jeśli moje zamysły są trafne, możesz coś zmienić i zabić moją satysfakcję z odkrycia dalszej fabuły. :D

Czemu "zwłaszcza od Ciebie"? :shock:
_________________
Nie jestem doskonała, ale wybaczam to sobie. XD
 
     
Hitori 


Dołączyła: 04 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-07-10, 19:14   

Seiti1008, jak to "czemu"? Najwyraźniej nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak cię podziwiam za Asime? Co prawda jestem sporo do tyłu, ale czekam tylko na urlop, żeby wreszcie na spokojnie zacząć czytać od nowa, w pełni delektując się każdym słowem:)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme created by Forum Komputerowe

| | Darmowe fora | Reklama