skipbeatopowiadania.jun.pl Strona Główna

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Statystyki RejestracjaZaloguj Album Download

Image and video hosting by TinyPic

Poprzedni temat «» Następny temat
Jeszcze tylko raz
Autor Wiadomość
Seiti1008 


Dołączyła: 25 Kwi 2014
Posty: 658
Skąd: Łódź
Poziom: 23
HP: 36/1225
 3%
MP: 585/585
 100%
EXP: 25/65
 38%
Wysłany: 2014-07-11, 09:24   

Ja serio nie rozumiem, o co Wam chodzi z Asimą. :-/ Opko mogłoby być lepsze, jest mega długie, co mnie przeraża (najgorsze, że pomysły na nią nie chcą wygasnąć i muszę je tłuc tłuczkiem, żeby skończyć w końcu). Takie sobie. :P

Hitori, błagam daj mi ciąg dalszy. Ja chce już wiedzieć jak to się potoczy! Muszę wiedzieć, bo po nocach rozmyślam i spać nie mogę, a rano mnie budzi mały demon i chodzę zamroczona przez cały dzień. Błagam, więcej!
_________________
Nie jestem doskonała, ale wybaczam to sobie. XD
 
     
REKLAMA 

Dołączyła: 03 Maj 2014
Posty: 259
Poziom: 0
HP: 0/0
 0%
MP: 0/0
 0%
EXP: 0/0
 100%
Wysłany: 2014-07-29, 20:37   

 
     
Hitori 


Dołączyła: 03 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-07-29, 20:37   

Panie (i Panowie?), z dumą, ale i z niepokojem o Waszą reakcję, przedstawiam kolejny rozdział JTR :!:
Powstawał wśród nawału pracy, więc należy przymknąć oko na pewne niedociągnięcia, ale jego pisanie sprawiło mi wiele radości. Mam nadzieję, że jego czytanie sprawi Wam choćby w maleńkim stopniu podobną przyjemność :-)
Nie wycofuję się z ogłoszonej na samym początku ankiety, komenty mile widziane (szczerze wyrażajcie swoje zdanie, osądzajcie i krytykujcie, a postaram się poprawić wszelkie mankamenty).




ROZDZIAŁ V


Decyzja nie okazała się tak łatwa, jak przypuszczał. Oba projekty były dobre. Choć miały to być zaledwie orientacyjne szkice, to zaskoczyły go szczegółowością i dokładnością. Mimo że znacząco się od siebie różniły, to oba praktycznie nadawały się do natychmiastowego wydania.
Niech to! Aki poczuł wzbierającą w nim frustrację. Nie sądził, że jego zmora, ta dręczycielka, ta drzazga, która utkwiła mu pod skórą w jednym, jedynym celu, by przy każdym ruchu powodować bolesne ukłucia i skutecznie utrudniać mu egzystencję… Ona… Ona rzeczywiście ma talent. I jest w stanie dorównać komuś tak doświadczonemu jak Asada. Miała doskonałe wyczucie estetyki. Pozbycie się jej byłoby niewątpliwą stratą. Nie może przecież tylko przez własny dyskomfort skreślić osoby, która jest w stanie przybliżyć go do upragnionego celu. Tak, cel jest najważniejszy. A prawie o nim zapomniał.
Niech to! Co za dylemat. Gdyby wiedział jak trudny to będzie wybór… Ale nie pora na gdybanie. Zamknął oczy. Odchylił głowę do tyłu. Odetchnął głęboko. Nie wiedział. Zwyczajnie nie wiedział, co zrobić. Próbował być obiektywny - wszak tego wymagał profesjonalizm. Starał się rozsądzić, która wizja mangi bardziej współgra z jego wyobrażeniem. Ale także która ma większe szanse wygrać w oczach jury konkursowego.
Niech to! Wściekał się na siebie. Powinien podjąć męską decyzję. Stanowczo i bez wahania. Wóz albo przewóz. A nie mógł zrobić nawet tak prostej rzeczy. “A może by rzucić monetą…” - pomyślał i poważnie zastanawiał się nad takim rozwiązaniem kłopotu. Zaczął szukać w kieszeni bilonu i po chwili wyciągnął z niej 100 jenów. Szykując się do podrzucenia w górę monety, mamrotał:
- Jak wypadnie reszka to wygra Asada… Nie, jak będzie orzeł to Asada, a jak reszka Akari. Nie, odwrotnie... SZLAG!
Nerwowo zmierzwił włosy, syknął z frustracji i walnął pięścią w biurko. Uderzył tak mocno, że aż zachwiał się stojący na nim monitor. Z dłoni zaczął promieniować tępy ból. To żałosne. Nawet w ten dziecinny sposób nie mógł się zdecydować. To żadna metoda zrzucać wszystko na ślepy los. Postanowił przemyć twarz lodowatą wodą. Może to otrzeźwi jego osąd. Poszedł do łazienki, przekręcił kurek, zdjął okulary i pochylił się nad umywalką, by zanurzyć głowę pod kojącym strumieniem. Stał tak dłuższą chwilę, próbując się pozbyć trapiących do wątpliwości. Kiedy już uznał, że wystarczająco oczyścił umysł, westchnął i spojrzał w lustro na swoją zmęczoną postać.
- Co z tobą? Myślałem, że już pozbyłeś się rozterek. Gdzie się podziało twoje zdecydowanie?
Niech to! Znowu ma omamy. Tylko dlaczego to nie może być jakiś znany autorytet albo urocza dziewczyna, albo chociaż jakiś kudłaty zwierzak? Dlaczego widzi tę irytującą wersję samego siebie?
- Odezwał się cwaniak. Paplasz, jakby dla ciebie taka decyzja była banalnie łatwa. Ciekawe co byś zrobił na moim miejscu, hę? - wygarnął swojemu odbiciu, a zaraz zorientował się, że to nie najlepszy pomysł, by wdawać się z nim w dyskusję.
- Co bym zrobił? Nie rozśmieszaj mnie! Z dwóch projektów wybrałbym ten lepszy. Proste. Co to za problem?
- Phi. Lepszy. No brawo. Wyczerpująca wypowiedź. A który według ciebie jest lepszy?
- Przecież dobrze wiesz. Zapomniałeś, że jestem tobą? - Młodszy Aki uśmiechał się z politowaniem, doprowadzając tym do szału swój pierwowzór. Ta irytująca nonszalancja i beztroska były jednak w stanie mu pomóc. Ten dzieciak dawał mu świeże spojrzenie, czyste i nieskażone niepowodzeniami. Udzielała mu się jego pewność siebie. Czy to dlatego się znowu pojawił?
- To może mnie oświecisz.
- Słyszałem, że wraz z wiekiem spada iloraz inteligencji. Ale że aż tak?! Niewiarygodne, że za dziesięć lat stanę się tak tępy jak ty… No dobra. Chcesz znać moje zdanie? Wybierz projekt bardziej śmiały, ten który zwyczajnie daje więcej. Jeśli uznasz, że to za dużo, to nie będzie problemu, żeby lekko utemperować rysowniczkę. Jesteś w końcu prezesem i głównym twórcą. Twoje zdanie jest decydujące. Gorzej jeśli będzie za mało i w efekcie końcowym zabraknie czegoś istotnego.
- Czyli co? Nie możesz mówić konkretniej? - chciał wyciągnąć od swojego lustrzanego alter ego jakieś szczegóły, coś bardziej precyzyjnego. Ale gdy ponownie przyjrzał się swojemu odbiciu, zdał sobie sprawę, że już go nie ma. Ponownie był sam. Zastanowił się głębiej nad usłyszanymi przed chwilą słowami i zestawił je w pamięci z pracami obu rysowniczek. Z gęstej białej mgły wahań i wątpliwości zaczął się powoli i mozolnie wyłaniać kształt. Dumał jeszcze kilka minut, zanim ten kształt nabrał wyrazistości i dało się go rozpoznać. Już wiedział, jaka będzie jego decyzja.

Kurayami zawiesił głos, jak to zwykle robią prowadzący tandetne talent show przed ogłoszeniem, kto opuści program. Czekał na jakieś werble, ale gdy ich nie usłyszał, postanowił dłużej nie trzymać w niepewności stojącej przed nim trójki osób.
- Gratulacje Asada-san. Świetna robota. Chociaż drugi projekt też był znakomity - niechętnie spojrzał w stronę Akari, ale musiał to przyznać - to postanowiłem, że to twoja propozycja stanie się podstawą mangi konkursowej - powiedział i uśmiechnął się lekko do Hane. - Zachwyciła mnie twoja kreatywność i jestem pewien, że wniesiesz wiele dobrego w naszą dalszą pracę. Mam nadzieję, że będzie nam się owocnie współpracowało.
- Trzeba to uczcić! - krzyknął podekscytowany Miyazaki. - Chyba nie zapomnieliście o naszym wyjściu integracyjnym? - zrobił zasmuconą minę. - Tylko bez żadnych wymówek! Asada-san oczywiście musi przyjść. Przecież bez zwyciężczyni nie byłoby co świętować. Akari-san, ciebie również nie może zabraknąć. Będziesz? - zwrócił się do Haru i przyjrzał się jej badawczo. Nie wyglądała na rozczarowaną. Czyżby spodziewała się takiego wyniku?
- Tak - odrzekła bez przekonania. “Małe kroczki” - powtarzała w myślach.
- To świetnie. Zatem wychodzimy zaraz po pracy - wyszczerzył się radośnie i odwrócił z zamiarem powrotu do przerwanych zajęć.
- H-hej! A ja? - Shota poczuł jak ktoś chwyta go za ramię. Jego przyjaciel wwiercał w niego swój wzrok, oczekując odpowiedzi. Mówił tak cicho, żeby tylko oni dwaj słyszeli. - Mnie nawet nie spytasz?
- Nie, bo jeszcze będziesz się próbował wykręcić. Przecież cię znam. Ciebie i twój rozkład zajęć. Nie masz na dzisiaj żadnych planów, prawda? Jakby to wyglądało, gdyby tylko ciebie nie było? No! Więc masz być gotowy - uciął temat i odszedł zadowolony. Już się cieszył na czekające go wieczorem atrakcje.

- Wszyscy gotowi? No to idziemy! Proponuję najpierw coś zjeść, a później wypić - Shota uśmiechał się od ucha do ucha. Przy ostatnich słowach mrugnął jednym okiem, sugerując raczej wysokoprocentowe trunki, nie herbatkę czy soczek. Wychodził z założenia, że po alkoholu ujawnia się cała prawda o człowieku. I o to właśnie chodziło. - A, i jeszcze karaoke. Nie widzę sprzeciwów, wniosek przechodzi jednogłośnie - nie dał nikomu szansy odrzucenia propozycji.
Na początek wybrali się do pobliskiej niewielkiej restauracji podającej tradycyjne jedzenie. Lokal był urządzony skromnie, acz bardzo przytulnie. Z zewnątrz nie rzucał się w oczy i łatwo go było przegapić, ale zaserwowane potrawy okazały się wyborne i przy tym nie odstraszały ceną.
- Miyazaki-san, skąd znasz takie fajne miejsce? - zapytała zachwycona Haru.
- Nie chcę się chwalić, ale jestem nieformalnym królem królów, ekspertem wśród ekspertów w dziedzinie lokali gastronomicznych w Tokio. Mój ojciec, zanim przeszedł na emeryturę, przez wiele lat pracował jako krytyk kulinarny. Często zabierał nas do swoich ulubionych restauracji, a mnie chyba udzieliła się jego pasja, bo niedługo sam zacząłem poszukiwania nieodkrytych perełek, takich jak ta. Dwie ulice dalej jest rewelacyjna kawiarnia, w której dają najlepsze ciastka pod słońcem. Prawie tak dobre, jak twoje babeczki, Akari-san - błysnął zębami, nie zwracając uwagi na dziwne prychnięcie siedzącego tuż obok z założonymi rękami i zniesmaczoną miną Akiego. - Szkoda, że nie każdy ma szansę docenić takie wyrafinowane smaki...
- Co masz na myśli, Miyazaki-san?
- Np. nasz szanowny prezes jest silnie uczulony na orzechy. Cały puchnie i dostaje wysypki po spożyciu choćby maleńkiej ilości. Ha, ha, wygląda wtedy przezabawnie. Ale to jeszcze nic w porównaniu z jego alergią na pyłki kwiatowe. Z oczu i z nosa cieknie mu…
- Wystarczy! - Kurayami do tej pory udawał szczególnie zafascynowanego widokiem za oknem, ale musiał to wreszcie przerwać. “Też coś! Wara od moich reakcji fizjologicznych. To moja prywatna sprawa” - pomyślał urażony.
Miyazaki wrócił do wymieniania najlepszych jego zdaniem lokali, rozwodząc się nad ich niewątpliwymi zaletami, a w tym czasie Haru zastanawiała się nad nowo odkrytymi przypadłościami szefa. Może to dlatego w tak ostentacyjny sposób wyrzucił wtedy jej kwiaty. Całe szczęście, że nie zdobyła się na odwagę, żeby go poczęstować muffinkami. Akurat na orzeszkach nie oszczędzała. Uff, to by dopiero było. Wyobraziła sobie te nagłówki w gazetach: “Podwładna truje swojego szefa”, “Zabójstwo trzeciego dnia pracy”, “Czarna wdowa - company edition”. Z rozmyślań wyrwało ją skierowane w jej stronę pytanie.
- Akari-san, nie jesteś stąd, prawda?
- Nie. Nie minął nawet miesiąc, od kiedy się tu przeprowadziłam.
- I jak ci się podoba życie w stolicy?
- Trudno powiedzieć. Nie miałam jeszcze czasu na zwiedzanie.
- No to trzeba było tak od razu mówić. Masz w końcu przed sobą troje autochtonów. Z rozkoszą oprowadzimy cię po najciekawszych zakątkach Tokio. Zwłaszcza takich, których nie ma w broszurach turystycznych.
“Mów za siebie” - równocześnie pomyśleli Asada i Kurayami. Entuzjazm samozwańczego przewodnika ani odrobinę im się nie udzielał i niespecjalnie starali się to ukryć. Aki ponownie stosował swoją taktykę wpatrywania się w przemykających ulicą przechodniów, w większości wracających pośpiesznie z pracy, by w zaciszu domowego ogniska zjeść posiłek z rodziną i odpocząć po codziennych trudach.
Hane zaś zastanawiała się, co ona tu właściwie robi. Powinna teraz pracować ze sławami w branży, budować niezachwianą pozycję i autorytet, jednym słowem robić wielką karierę. A tymczasem czuła, jakby się staczała. Zaangażowała się w niezbyt rokujący na przyszłość projekt w maleńkiej, nikomu nieznanej, chylącej się ku upadłości firemce bez perspektyw. Do tego z ludźmi w typie, którego starała się unikać jak ognia. Jak siła ją tu przywiodła? Pamiętała, że była jakaś ważna przyczyna, ale w tej chwili i w tych okolicznościach jakoś straciła ją z oczu. Usiłowała sobie przypomnieć i odnaleźć swoją wcześniejszą motywację. Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu podpowiedzi. Niemal natychmiast ją znalazła.
Był taki jeden mały powód, dla którego utkwiła właśnie w tym przykrym dla niej położeniu. Właściwie nie taki mały. Ponad metr osiemdziesiąt. I siedział tuż obok. Mogłaby go teraz z łatwością znokautować. Wystarczyłby jeden cios. Nawet by się nie zorientował, kiedy i z której strony nadciąga niebezpieczeństwo. Ale czyż nie ma lepszych sposobów… Bardziej wyrafinowanych. Dających większą satysfakcję. I nienarażających na wizytę na posterunku policji pod zarzutem napaści. O tak. Teraz już pamiętała swój plan. Plan sprytny, błyskotliwy, podstępny, starannie przemyślany i przygotowany na wszelkie możliwe scenariusze. Plan, który, jeśli się powiedzie, wynagrodzi jej wszystkie dotychczasowe niedogodności. Mistrzowski plan. Jeśli ktokolwiek miałby wątpliwości, czy wierzyć w reinkarnację, to ona była jej żywym dowodem. 515 lat po swojej pierwotnej dacie narodzin, nie we Włoszech, a w Japonii, w ciele kobiety przyszło na świat kolejne wcielenie Machiavellego. W kąciku jej ust po raz pierwszy tego dnia dało się zauważyć cień uśmiechu.

- KANPAI! - wznieśli czarki sake i jednocześnie je wychylili, przełykając rozgrzewający trunek.
Po obiedzie cała czwórka wiedziona przez Miyazakiego udała do klubu karaoke, znanego z tego, że każdy pokój miał wystrój w innym kolorze. Trafili do zielonego. Na ścianach królowała zieleń morska, a ich faktura przypominała spienione fale, więc przy wejściu miało się wrażenie pływania w bezkresnym oceanie. Kanapy zostały obite miękkim, przyjemnym w dotyku suknem barwy butelkowej, natomiast stół, żyrandol oraz wszelkie dodatki, m.in. piękna szklana zastawa, zachwycały odcieniem szmaragdu. Oprócz tego w rogach pomieszczenia stały olbrzymie malachitowe donice, w których bujnie niczym w dżungli rozrosły się draceny, fikusy i imponujące paprocie. Dekorator z pewnością musiał się nieźle nagłowić, aby całość nie przytłaczała, wyglądała estetycznie i kameralnie. Zadanie wykonał wzorowo.
Usiedli oczarowani wystrojem, a następnie zamówili kilka przekąsek. Po pierwszym uderzeniu alkoholu wszyscy poczuli się bardziej swobodnie, a atmosfera uległa wyraźnemu rozluźnieniu.
- Miyazaki-san. Wybacz, że pytam, ale nie daje mi to spokoju. Jesteś może spokrewniony z Miyazakim Hayao? - zapytała lekko speszona Akari. Wyglądała na onieśmieloną, jakby to właśnie z twórcą “Spirited Away”, “Ruchomego zamku Hauru” oraz “Księżniczki Mononoke” we własnej osobie miała okazję rozmawiać.
Shota zachichotał. Nie spodziewał się takiego pytania.
- Ależ skąd! Jedyna relacja, która mnie z nim łączy to sympatyk-ulubieniec. Chociaż szczerze żałuję. Kto by nie marzył o takich koligacjach... Może dodatkowo z więzami krwi udzieliłoby mi się trochę jego geniuszu... A tak, niestety, w naszym gronie to ja, jako jedyny, mogę się poszczycić absolutnym brakiem talentu.
- Na pewno nie! Każdy ma jakiś talent.
- No pewnie. Nikt tak jak Shota nie potrafi grać... - wtrącił się Kurayami.
- Widzisz, Miyazaki-san, zwyczajnie się nie doce…
- … mi na nerwach - dokończył swoją wypowiedź prezes, bezpardonowo przerywając Haru.
Nastąpiła krótka chwila niezręcznej ciszy. Ale zaraz potem Miyazaki wybuchnął szczerym śmiechem, stopniowo zarażając nim pozostałą trójkę.
- Jeśli cię to interesuje, Akari-san, to nie mam też nic wspólnego z miastem i prefekturą Miyazaki ani, niebiosom niech będą dzięki, z tym zwyrodnialcem Miyazakim Tsutomu. Niejednemu psu Burek.
- Super. Więc od dzisiaj będę do ciebie mówił Burek - dogryzł swojemu zastępcy Aki.
- A ja do ciebie Azor.
- Waruj. Bo nie dostaniesz smakołyka.
- Patrzcie go! Jaka zaciekła i awanturnicza chihuahua. I jeszcze ma odwagę zadzierać z dobermanem.
- Z dobermanem? Taaa, dobre sobie. A nie przydałoby ci się czasem odpchlanie?
- Oż ty! Jak dalej będziesz podskakiwał, to cię wysterylizuję.
- Nie szczekaj tyle, tylko lepiej pokaż jakiś trik. Zdechł pies!
- Lepiej ty coś zaprezentuj, jesteś lepszy w sztuczkach. Na przykład... polej drugą kolejkę.
- Dobry pomysł. Chyba wystarczy już tych kynologicznych dysput.
W tej utarczce przyjaciół nie było ani cienia złośliwości. Widać było, jak bardzo się lubią. Dziewczyny pierwszy raz mogły ich zobaczyć z tej strony. No, może jeśli chodzi o Miyazakiego, to było do przewidzenia - wiecznie wesoły, z miejsca budził sympatię i zawsze był duszą towarzystwa. Za to Kurayami… To była nowość. On raczej rzadko zrzucał maskę oschłego, zimnego i wyniosłego. Ale po tej scence dużo łatwiej było zrozumieć, dlaczego obaj mężczyźni się zaprzyjaźnili.

Kolejna dawka sake sprowokowała małą sprzeczkę, kto powinien rozpocząć “recital”. Nikt nie walczył o zaszczytną palmę pierwszeństwa. Raczej spychologicznie przerzucano ją sobie z rąk do rąk, zupełnie jak w zabawie w “gorącego ziemniaka”. Stanęło na tym, że to pomysłodawca i inicjator powinien dać dobry przykład. Shota nie protestował długo. Zakasał rękawy, momentalnie wybrał piosenkę i chwycił za mikrofon. Kiedy zaczął wydawać z siebie pierwsze nuty, jego publika otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Nie to, żeby śpiewał jakoś rewelacyjnie, czy też przeciwnie, beznadziejnie. Po prostu jego dobór repertuaru okazał się dość zaskakujący. Bez najmniejszego zawahania wybrał piosenkę popularną głównie wśród trzynastolatek, bowiem wykonywaną przez trio składające się z ich rówieśniczek: dziecinnej blondynki posługującej się wysokim sopranem, malutkiej brunetki o niesamowicie szerokiej skali głosu oraz ciemnowłosej, poważnej okularnicy śpiewającej altem. Miyazaki postanowił nie tylko imitować barwą głosu oryginalne wykonawczynie, ale pokusił się dodatkowo o oddanie ich ruchów scenicznych. Udało mu się idealnie odtworzyć charakterystyczny dla nastolatek sposób tańca, machania do fanów, kiwania głową, krążenia biodrami, a nawet uśmiechu czy mrugania. Brakowało mu tylko mini spódniczki i dwóch kucyków związanych kokardkami.
Tego było zbyt wiele. Ujrzeć dorosłego faceta w takiej roli - to całkowicie zmieniało percepcję. Po zobaczeniu takiego widowiska człowiek był w takim szoku, że tracił kontakt ze swoim poprzednim “ja” i stawał się kimś zupełnie innym. O ile przeżył… Bo istniało spore prawdopodobieństwo, że nie doczeka końca piosenki i zejdzie z tego świata w wyniku odwodnienia. Na szczęście tym razem, mimo że łzy śmiechu płynęły po ich twarzach niczym wodospad Niagara, całej trójce widzów udało się przetrwać. Nie uniknęli jednak potwornego bólu mięśni twarzy i brzucha, będącego rezultatem trwającego bite pięć minut histerycznego rechotu. Jeszcze długo po zakończeniu występu i uroczym ukłonie artysty usiłowali złapać oddech, pozbierać się do kupy i podnieść z podłogi, na której solidarnie wylądowali, trzymając się za boki i zwijając ze śmiechu. Kiedy już “gwiazda” dołączyła do stolika, rozległa się salwa jednoczesnych wiwatów i docinków.
- I kto tu czarował, że nie ma żadnego talentu? A komiczny?
- BIS! BIS! BIIIIIIS!
- Mogę prosić o autograf?
- Miyazaki-san, nie myślałeś nigdy o tym, żeby się przekwalifikować? Zrobiłbyś mega karierę jako idol.
- Chyba raczej jako parodysta.
- Albo klaun na pół etatu.
- A co to za oszczędność. Po co komu trio, kiedy wystarczy jedna osoba. To właśnie przez takich ludzi rośnie poziom bezrobocia.
Shota udał dotkniętego tymi komentarzami i demonstracyjnie otarł łezkę z oka.
- Ha, ha, bardzo śmieszne. Nabijajcie się dalej. Foch - odpowiedział nadąsany. Zaraz jednak przywołał z powrotem swój rozbrajający uśmiech. Cieszył się z tak entuzjastycznego przyjęcia jego występu. Odczuł też sporą satysfakcję, że udało mu się rozbawić towarzystwo. Zwłaszcza że miał jeszcze w planach na ten wieczór pewną niespodziankę, która mogła niektórym popsuć humory.
- Ciekawe, co wy nam pokażecie. A właśnie, kto następny? - spojrzał prowokująco po twarzach współpracowników, ale wszyscy momentalnie odwrócili wzrok.
- Panie przodem. - powiedział w końcu Kurayami, unosząc znacząco brwi.
- Jaaaa... muszę iść przypudrować nosek - wykazała się refleksem Hane, po czym błyskawicznie umknęła, unikając ataku i tym samym rzucając na pastwę swoją niedawną prekonkursową rywalkę.
Haru skuliła się pod ostrzałem wyzywających spojrzeń swoich dwóch przełożonych. Nie miała gdzie uciec, więc uległa. Czuła, że czeka ją totalna kompromitacja. Nie znała zbyt wielu piosenek, a już z pewnością nie takich, które nadawałyby się na karaoke. Kiedy dawniej wychodziła z całą paczką na podobne imprezy, zawsze miała problem z wyborem odpowiedniego kawałka. A i tak Arashi nieustannie się z niej nabijał. Dość! Miała przecież o nim zapomnieć.
Z ociąganiem przyjęła przekazany jej mikrofon i zajęła miejsce na podwyższeniu. Kątem oka zauważyła powrót zadowolonej Asady. Kiedy usłyszała pierwsze takty utworu, zamknęła oczy, zaczerpnęła głęboko powietrza i zaczęła śpiewać. To była piosenka jej rodziców, stary kawałek, przy którym się poznali, a kilka miesięcy później podobno spłodzili swoje jedyne dziecko. Prosta melodia i romantyczny tekst, bez żadnych dziwactw. Odważyła się rozchylić zaciśnięte powieki dopiero, gdy wybrzmiały ostatnie dźwięki. Wówczas też rozległy się pierwsze nieśmiałe brawa, które po chwili przybrały na sile.
- Wow! Kawaii! To było takie urocze. Akari-san, musimy koniecznie zaśpiewać w duecie - zawołał rozochocony Shota. Podbiegł do dziewczyny i zaciągnął ją z powrotem na scenę
- Ale...
- Co powiesz na “Taiyou to Tsuki”? - odrzekł tonem nieznoszącym sprzeciwu. - Albo nie. Może “Jikan Yo Tomare”? Hmm, “Yasashii Uso” też byłoby świetne. No i jeszcze ”Yume No Tsubasa”...
Zarzucał rysowniczkę kolejnymi propozycjami, nie dając jej się wykręcić. Czasem udało jej się wtrącić, że dany utwór jej nie pasuje albo że go nie zna. Miyazaki nie dawał jednak za wygraną. Podsuwał coraz to nowe pomysły, żywo przy tym gestykulując. Jak się okazało, był chodzącą encyklopedią piosenek, szczególnie romantycznych duetów. Negocjacje trwały. I trwały. I trwały. Pozostała dwójka początkowo przyglądała się im z zaciekawieniem, ale po jakimś czasie postanowili zająć się czymś innym. Siedzieli naprzeciwko siebie, rozglądając się dookoła. W takich chwilach najbardziej odczuwa się tę szczególną niezręczność ciszy i potrzebę wymienienia z drugą osobą choćby kilku zdań. Ale wtedy też najtrudniej znaleźć temat do rozmowy. Nigdy nie wiadomo od czego zacząć konwersację. Aby nie tkwić dalej w tym impasie, sięgali naprzemiennie w kierunku przekąsek i trunków. Wreszcie Asada wpadła na pomysł, aby nawiązać do pracy. Najprostsze rozwiązania są zwykle najskuteczniejsze. No i przy okazji był to dobry sposób przejścia do kolejnego etapu jej planu. Po dzisiejszym zwycięstwie nadarzała się doskonała okazja, aby zakończyć fazę zbierania informacji i wejść na wyższy poziom.
- A niech mnie! Już od dawna nie miałem takiego nieustępliwego przeciwnika. Kiedy to ostatnio było? Hmm… A, tak! Już wiem. Wtedy, gdy walczyliśmy o miejsce na huśtawkach. Wierzcie mi, zdeterminowane pięciolatki potrafią być piekielnie brutalne. Zwłaszcza te z dwoma warkoczykami i lakierowanymi czerwonymi bucikami. - Miyazaki z dramatyzmem w głosie przypominał sobie wydarzenia z dzieciństwa. - Muhammad Ali to przy niej bezbronne kocię. - Niemal ze łzami w oczach chwycił się obiema dłońmi za policzek. Jednak natychmiast się otrząsnął. - Ale nie o tym, nie o tym... No w ten sposób to my nigdy nie dojdziemy do porozumienia.
Nie usłyszał, jak Haru, patrząc spode łba, wymamrotała pod nosem: “byłoby łatwiej, gdybyś sam się w końcu na coś zdecydował”. Najwyraźniej nie udało się dojść do żadnego kompromisu, bo do swojego miejsca przy stoliku powrócił najpierw rozczarowany i narzekający Shota, a zaraz za nim przyczłapała młoda rysowniczka.
- A o czym to tak ćwierkają nasze wróbelki? - spytał wiceprezes parę, do której przed chwilą dołączyli, czym przerwał ledwo co zaczętą rozmowę.
- Właśnie mówiłam, że świetnie mi się pracowało nad tą mangą i mam wrażenie, że będzie jeszcze lepiej. Najprzyjemniej się rysuje coś, co się lubi. A tutaj bohaterowie od początku wzbudzili moją sympatię. Do tego historia wydaje się naprawdę ciekawa i jest dobrze opowiedziana. W ogóle wszystko bardzo mi się podobało.
- Jeśli jury konkursowe podzieli twoje zdanie, Asada-san, to jesteśmy w domu - podchwycił temat Miyazaki. To była najwyższa pora na wyjawienie jego niespodzianki. - A właśnie, a propos. Dobrze pamiętam jak prezes ogłaszał swoją decyzję, ale chyba umknęło mi jej uzasadnienie. Czy mi się zdaje, czy nie wyjaśniłeś, dlaczego wybrałeś akurat ten projekt? - spojrzał w kierunku swojego przyjaciela, prowokując go do “złożenia zeznań”. - Coś cię jakoś szczególnie urzekło?
Ani Kurayamiego, ani Akari nie ucieszyło to pytanie. O co mu chodziło? Czyżby chciał się poznęcać nad pokonaną? Nikt nie zdawał sobie sprawy, jaki był jego prawdziwy cel.
Aki nie miał ochoty bawić się w te gierki, lecz pytanie padło i wymagało jakiejś odpowiedzi. No cóż, skoro zgodził się pełnić rolę arbitra, musiał się liczyć z konsekwencjami w postaci wzięcia odpowiedzialności za swój wyrdykt.
- Obie propozycje zupełnie się od siebie różniły i to w wielu aspektach. Po pierwsze wykonanie - ku mojemu zdziwieniu i jedna, i druga były pięknie narysowane i wspaniale dopracowane. Po drugie styl - każda była unikalna i oryginalna, więc i to kryterium nie przeważało szali na żadną ze stron. Po trzecie fabuła - tu oczywiście mogłem oceniać co najwyżej zgodność z otrzymanym tekstem. W jednym przypadku okazało się, że niemal każde napisane przeze mnie słowo zostało wiernie i szczegółowo odwzorowane. Byłem naprawdę zszokowany. Już myślałem, że nie może być nic lepszego. Przecież właśnie o to chodziło, prawda? Lecz wtedy głębiej przyjrzałem się drugiej propozycji. W niej sporo drobiazgów różniło się od pierwowzoru. A to na przykład Upiór spoglądał w przeciwnym kierunku niż powinien, a to na plecach głównej bohaterki została dodana blizna, a to kolejność scen została zmieniona, a to pośrodku sceny walki pojawiła się retrospekcja. Co prawda zmiany nie były wielkie, lecz początkowo się zdenerwowałem. To chyba zrozumiałe, że w człowieku budzi się sprzeciw i złość, gdy ktoś próbuje poprawiać jego dopracowane do granic możliwości dzieło. I już, już ten fakt miał zdecydować, kiedy właśnie w tym momencie pojawiła się chwila zastanowienia. Wiem, że niektórym trudno w to będzie uwierzyć, ale mam w sobie wystarczającą odrobinę samokrytyki, by obiektywnie spojrzeć na swoją twórczość. - Akurat! Za zaimprowizowany przed chwilą monolog powinien dostać Oscara. Nie mógł się przecież przyznać, że w desperacji gadał ze swoim lustrzanym odbiciem i to właśnie ono podpowiedziało mu jaką decyzję należy podjąć. Przesadą byłoby stwierdzenie, że kłamał. Jedynie przemilczał kilka istotnych faktów. Również moment jego oświecenia przyszedł dużo później niż to opisywał. Dopiero nad ranem zrozumiał, że te wszystkie zmiany wprowadzone do wymyślonej przez niego opowieści były zmianami na lepsze. Idealnie wpasowywały się w pełny obraz fabuły, którego przecież żadna z rysowniczek nie mogła znać. Dostały po treściwym, ale jednak tylko małym fragmencie tego, co napisał. - W każdym razie stwierdziłem, że te drobne modyfikacje w żaden sposób nie kolidują z resztą historii, a mogą spodobać się czytelnikom. Muszę przyznać, że to było BARDZO ŚMIAŁE posunięcie, Asada-san. Tego się można było spodziewać po profesjonalistce. Jednak właśnie tę odwagę należało sprawiedliwie oraz rzetelnie docenić. Dlatego też wybrałem twój projekt... No, to chyba wyczerpujące uzasadnienie werdyktu.
Prezes skończył swoją wypowiedź i oczekiwał jakiejś reakcji ze strony słuchaczy. Dziwne, że nikt się nie odzywał. Miyazaki tylko tajemniczo się uśmiechał, jakby jeszcze na coś czekał. Ech, tego człowieka trudno było zrozumieć. Natomiast obie rysowniczki wyglądały na ogromnie zaskoczone i nieco zagubione. Miały szeroko otwarte oczy i bez najmniejszego mrugnięcia wpatrywały się w prezesa, którego pomału zaczęło ogarniać zwątpienie.
- A-a-ale, to nie ja - wydukała w końcu Hane. - Ja nie dodawałam żadnej blizny. Ani retrospekcji. Ani nic podobnego.
- Za to ja tak - natychmiast dodała Haru.
- Jak to? Przecież… Nie mówcie mi, że znowu… - Kurayami nie rozumiał, co się działo. Podobnie jak jego dwie świeżo zatrudnione podwładne zaczął się intensywnie zastanawiać, co mogło się stać, że doszło do takiego zamieszania. Przypadek? Zbieg okoliczności? Czyjeś uchybienie? Pewien, że nie była to zwykła pomyłka, przypomniał sobie przebieg wczorajszego dnia. Był naocznym świadkiem, jak z samego rana Asada oddała na ręce Miyazakiego pokaźny pliczek spiętych ze sobą kartek. Nie widział wtedy jeszcze, co przedstawiały, jednak dokładnie obserwował Shotę, kiedy ten wkładał je do osobnego skoroszytu podpisanego odpowiednim nazwiskiem. Cóż więc takiego mogło się przydarzyć?
Nastąpiła chwila powszechnej konsternacji i przytłaczającego milczenia. W atmosferze dało się wyczuć wibracje gorączkowo pracujących umysłów usiłujących znaleźć rozwiązanie zagadki. Niemal można było usłyszeć miarowy terkot przeskakujących w maszynie myślowej trybików. Ale zaraz - ten dźwięk, który niespodziewanie zakłócił ciszę, wcale nie brzmiał mechanicznie. To był… chichot. Skonfundowana trójka ludzi zwróciła twarze w kierunku źródła tłumionego śmiechu. Miyazaki zasłaniał dłońmi usta, próbując ukryć swoje rozbawienie, lecz już nie mógł wytrzymać. Domyślał się, że za moment stanie się zboczem, przez które przetoczy się lawina pytań, pretensji, żądań wyjaśnień, zarzutów. Choć było jaśniejsze niż słońce, jaśniejsze nawet niż Antares, że jest zamieszany w całą tę sprawę, ograniczył się jedynie do zrobienia niewinnej minki i zatrzepotania rzęsami wzorem stereotypowej przygłupiej blondynki
- Ups. Czyżbym znów coś pomylił? Ojej, chyba niechcący zamieniłem nazwiska.
- Ty! - Aki nawet nie próbował ukryć swojej wściekłości. - Co to ma znaczyć?! Zrobiłeś to umyślnie.
- Oj. Taki drobny żarcik dla rozluźnienia napiętych stosunków. Pomyślałem, że to zniweluje trochę negatywny wpływ pierwszej pomyłki.
- No brawo. Odbiło ci? Tak “genialnego” pomysłu to chyba jeszcze nie miałeś. Aż brak mi słów, żeby to adekwatnie skomentować. Nie sądzisz, że komuś tu należą się przeprosiny?
- Oczywiście. Asada-san, Akari-san, przyjmijcie moje najszczersze i najpokorniejsze przeprosiny. Gomen’nasai! - ukłonił się nisko
Kurayami spojrzał na przyjaciela, jakby oczekiwał w stosunku do siebie podobnego wyrazu skruchy. Dla zachowania pozorów godności musiał jednak zrezygnować z myśli o wyegzekwowaniu takowego gestu.
Hane w głębi aż wrzała ze złości. Ona... przegrała? To niemożliwe! Wszak była lepsza. Nie dopuszczała do siebie innej opcji. A to oznaczało, że prezes, uprzedzony do jej rywalki (trudno było nie zauważyć towarzyszącej tej dwójce jawnej wrogości), z premedytacją wybrał drugi projekt, ten sygnowany nazwiskiem Asada. Czyli pierwszy raz w życiu została pokonana nie przez lepszego od siebie przeciwnika, a przez głupi psikus. Co za kpina! A teraz dodatkowo musiała skorygować swoje plany. Nie znosiła, gdy coś szło nie po jej myśli, ale duma nie pozwalała jej wyrazić swojego narastającego niezadowolenia. Musiała nadal poskramiać i utrzymywać w ryzach swój charakter. Tego wymagał CEL. Jej poprzednie wcielenie nie wahałoby się ani przez sekundę, bez względu na środki jakie miały prowadzić do osiągnięcia końcowego rezultatu.
Ten CEL był obecnie najwyższym priorytetem. A po najświeższych wydarzeniach wydał się jeszcze ważniejszy. Teraz to już była sprawa osobista - ranga misji gwałtownie wzrosła, a wraz z nią determinacja, by zakończyć ją powodzeniem. Hane zdusiła więc w sobie cały gniew, z kamienną twarzą rzekła, że nic się nie stało oraz pogratulowała rywalce. Nawet udało jej się uformować usta w coś, co można by nazwać parodią uśmiechu.
Haru nadal nie mogła wyjść z szoku. Odwzajemniła jednak ten “gest przyjaźni” i również zapewniła wiceprezesa, że nie żywi do niego najmniejszej urazy. No cóż. Ostatecznie tylko ona w tej aferze mogła się uznać za wygraną.
Po uniżonej i przepraszającej postawie Shoty nie było już śladu. Z właściwą sobie wesołością i werwą oświadczył, iż nie ma już sensu dalsze roztrząsanie sprawy. Wszak co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr. Należałoby też jak najszybciej zmienić temat - w końcu przyszli tu się bawić. Polał hojnie następną kolejkę sake, którą wszyscy przyjęli bez sprzeciwów, by w ten właśnie sposób wzmocnić nadszarpnięte nerwy.
Po wypiciu w krótkim odstępie czasu jeszcze trzech czarek trunku oraz po intensywnych namowach przyjaciela Kurayami zgodził się stanąć na podwyższeniu i zaśpiewać jedną piosenkę. Utwór odzwierciedlał nastrój wykonawcy. Już w pierwszym wersie pojawiało się słowo samobójstwo. I chociaż w zamyśle numer traktował o czymś zupełnie innym i w gruncie rzeczy nie był dołujący, to Aki nie wybrał oryginalnego aranżu, tylko zdecydował się na cover.
Chłodny deszcz przesiąka moje serce
I nie mogę myśleć o niczym innym, tylko o tobie,
To chyba dobrze, prawda?

Ta wersja była dużo bardziej uczuciowa, liryczna i ponura.
W telewizji ktoś z poważną miną
Mówi o przyszłości naszego kraju
Ale dla mnie problem to to, że dziś pada,
A ja nie mam parasola.

Mimo że w mieście od kilku dni panowała przyjemna, słoneczna późnoletnia pogoda, aura w zielonym pokoju zrobiła się smutna i deszczowa.
Musze iść, muszę cię spotkać,
Muszę iść do twojego domu, przemoczony od deszczu.

Opary melancholii pojawiły się znienacka, momentalnie zgęstniały i po chwili ogarnęły wszystko w zasięgu wzroku, nie pozwalając się przedrzeć najdrobniejszemu promykowi nadziei.
Chłodny deszcz spływa mi do oczu,
Nie widzę nic, z wyjątkiem ciebie,
To chyba dobrze, prawda?

To co przed momentem zalśniło w oczach Haru... Czy to były łzy?
Muszę iść, muszę cię spotkać,
Muszę iść, przemoczony od deszczu, bez parasola.
(*)
Choć dawno już ucichły kończące utwór dźwięki gitary i uderzenia perkusji, to w umysłach słuchaczy nieustannie odbijały się echem wyśpiewane niedawno słowa, nie pozwalając im w jakikolwiek sposób zareagować. Dla wykonującego tę piosenkę Kurayamiego, to również musiało być emocjonalne przeżycie. Jak skończył śpiewać, usiadł na podłodze, nadal trzymając mikrofon, po czym zaaplikował sobie kilka głębokich oddechów, aby ochłonąć. Zaraz potem pośród wszechogarniającej afonii wstał, spuścił głowę i spokojnym krokiem wrócił na swoje miejsce.
- Chłopie, teraz to żeś dowalił - pierwszy z transu wyzwolił się Miyazaki. - Skąd ty w ogóle znasz takie smętne kawałki? Wydawało mi się, że słuchasz zupełnie innej muzyki. - Według wizji Shoty prezes miał rozweselić towarzystwo swoim nieudanym występem, a nie powodować, że powieje takim smutkiem. Niepotrzebnie liczył na Akiego, zamiast wziąć na siebie powinność ocieplenia atmosfery. Teraz postanowił naprawić swój błąd. Uzbroił się w najśmieszniejsze znane mu anegdoty, dodał do tego skrót ze swojego wcześniejszego występu jako trio nastolatek i doprawił paroma pieprznymi kawałami. Po takim koktajlu nikt nie miał prawa uniknąć rozbawienia. Dlaczego więc Akari nadal siedziała jak struta?
Zdecydował, że wciągnie ją w rozmowę. Próbował się czegoś dowiedzieć o jej zainteresowaniach, zwierzakach, ulubionych filmach i tym podobne. Zapytał o jej rodzinę, szkołę, do której chodziła i miasto, z którego pochodziła. Cały czas odpowiadała półsłówkami, co robiło się coraz to bardziej irytujące.
- Jak już zakończymy projekt konkursowy, chciałabyś dalej pracować w naszej firmie, Akari-san?
- Nie wiem.
- Planujesz zostać w Tokio na stałe?
- Zobaczymy.
- A czemu właściwie zdecydowałaś się przeprowadzić do metropolii? Jesteś wielbicielką korków ulicznych? Miłośniczką hałasu i zanieczyszczeń? - Miyazaki podjął kolejną rozpaczliwą próbę, by tym razem żartobliwie pociągnąć ją za język. - A może przyjechałaś za mężczyzną?
- Wręcz przeciwnie.
- Miał cię już dość, do niczego nie potrzebował, nie mógł już z tobą wytrzymać i kazał się wynosić? - Kurayami nie powstrzymał spontanicznie cisnącego mu się na usta komentarza.
Może i ta uwaga była totalnie nie na miejscu, ale powiedziana z przymrużeniem oka nie powinna wywołać tak gwałtownej i niespodziewanej reakcji. Haru momentalnie wstała, zawadzając o stół i strącając dwie szklaneczki, które z hukiem spadły na ziemię i się potłukły, dostarczając tym samym materiału na łoże dla wybrednego fakira. Chwyciła jeszcze przed chwilą stojącą bezpiecznie na blacie miseczkę z ciemnym sosem sojowym, po czym z premedytacją wylała go na elegancką koszulę swojego szefa. Zaraz potem bez słowa wymaszerowała z klubu zostawiając za sobą oniemiałych towarzyszy.
Wieczór dobiegł końca. Po czymś takim nie było już miejsca na dalszą zabawę.
_________________________________________________________________________________________
(*) Piosenka “Kasa ga nai” (tu wersja wykonywana przez MUCC). Tłumaczenie za: tekstowo.pl
_________________
Kimi wa hitori janai...
 
     
Dahilia 


Wiek: 22
Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Skąd: Świebodzin
Poziom: 35
HP: 313/3484
 9%
MP: 1663/1663
 100%
EXP: 56/130
 43%
Wysłany: 2014-07-29, 22:06   

O jaaaa ale fajny rozdział ; p. Miałam taaaaaaaaaki dużyy uśmiech na twarzy :D :D :D .
Rozdział genialny i ta zamiana nazwisk ; p . Ale ta końcówka echh lekko tez się wczułam w klimat piosenki ; p . Ale ciekawi mnie jak będzie wyglądać następne spotkanie ich ; p
 
     
Seiti1008 


Dołączyła: 25 Kwi 2014
Posty: 658
Skąd: Łódź
Poziom: 23
HP: 36/1225
 3%
MP: 585/585
 100%
EXP: 25/65
 38%
Wysłany: 2014-07-30, 10:09   

Doczekałam się! :->
Co tu poprawiać? Styl genialny, czyta się łatwo i przyjemnie. Do tego bogaty zasób słów, którego można pozazdrościć. (tak, aż mnie skręca ;) )

Bardzo ciekawy zarys postaci, które mają swoje pobudki, nie są płytkie. :mrgreen:
Jednym słowem- GENIALNE.
_________________
Nie jestem doskonała, ale wybaczam to sobie. XD
 
     
Hitori 


Dołączyła: 03 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-07-31, 19:28   

Cieszę się, że się podobało :-)

Dahilia, mnie też ciekawi, co będzie po weekendzie. Na razie nie mam pomysłu - coś nie mogę się wczuć i przełączyć w tryb Akiego czy Haru.
Seiti1008, Oj, bo się zarumienię...
_________________
Kimi wa hitori janai...
 
     
Sakurishi 


Wiek: 21
Dołączyła: 18 Kwi 2014
Posty: 72
Skąd: Niemcy
Poziom: 7
HP: 0/130
 0%
MP: 62/62
 100%
EXP: 7/16
 43%
Wysłany: 2014-08-05, 23:10   

Eh? Gdzie kolejny rozdział?! Tak być nie może! xD
Opowiadanie świetne, naprawdę super! Niestety, nie rozwinę się bardziej, głownie ze względu na godzinę i doła xD
Ale z niecierpliwością czekam na kolejny :3
 
 
     
Hitori 


Dołączyła: 03 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-08-06, 16:46   

JESTEM WOLNYM CZŁOWIEKIEM!!!

Czyli wolno myślę, wolno robię i wolno też piszę... ;-)

Jeden rozdział miesięcznie to wg mnie i tak całkiem nieźle. Naprawdę ciężko mi znaleźć motywację i potrzebuję solidnego kopa, żeby ruszyć z miejsca. Na razie takowego nie dostałam :-? Wierzcie mi, po 8 godzinach dziennie pisania makr i zapytań to już się zupełnie odechciewa stukania w klawiaturę. Dlatego ostatnio skłaniam się raczej ku czytaniu. No i poza tym muszę jeszcze sporo rzeczy przemyśleć, bo mi się fabuła jakoś nie klei w żadną logiczną całość. Czegoś brakuje, ale nie wiem czego?
Hmm, może macie jakieś sugestie?

Ale nic to, obiecuję poprawę :-) Już dzisiaj biorę się za pisanie rozdziału o złowieszczym numerze 6. Zobaczymy jak daleko uda się dotrzeć.

Saku, rozumiem, że spodobało Ci się to opowiadanko i mam Twoje błogosławieństwo, żeby kontynuować? :-)
_________________
Kimi wa hitori janai...
 
     
Hitori 


Dołączyła: 03 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-08-07, 22:20   

Ech. Mam słabą wolę. Powinnam najpierw skończyć rozdział, a dopiero później go wrzucać, zamiast tak dzielić na części. Ale uwielbiam tę scenę (roboczo nazwaną sceną równoległą) tak bardzo, że nie mogłam się powstrzymać. Dlatego krótki fragment niejako bonusowo leci już dziś. :-)

Dla Seiti i Dahilii, moich chyba najbardziej wytrwałych i trudnych do zniechęcenia czytelniczek ;-)




ROZDZIAŁ VI (cz. 1)


- Najpierw musi mnie przeprosić!

Jedno miasto, dwa oddalone od siebie o kilkanaście kilometrów okręgi. W tych okręgach dwa zupełnie różne ciała, a w nich dwie zupełnie odmienne osobowości. Lecz łączyło je to jedno zdanie wypowiedziane w dokładnie tym samym momencie.
Kiedy akurat Haru wypłakiwała swoje smutki przyjaciółce, Shota i Aki spacerowali drogami o tej porze wolnymi już od przypadkowych przechodniów, starając się ochłonąć po pełnym wrażeń wieczorze. Ostatnia scena z Akari w roli głównej pozostawiła zarówno w poszkodowanym Kurayamim, jak i w dwójce świadków zajścia, pewien niesmak. Dłuższą chwilę trwali w bezruchu, zszokowani i niepewni, co właściwie zaszło. Dopiero kiedy sprawczyni incydentu oddaliła się na wystarczającą odległość, byli w stanie pokonać ciężar złej aury. Obaj mężczyźni najpierw poczekali z Asadą na taksówkę, a gdy dziewczyna już wsiadła i odjechała, wybrali losowo azymut i ruszyli pieszo przez siebie.
- Nie jesteś zupełnie bez winy. Musiałeś powiedzieć coś tak nietaktownego?
- Przecież to był tylko żart! Nikt o zdrowych zmysłach nie wziąłby tego na poważnie.

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

- Yoriko, sama przyznaj, należało mu się.
Haru w pośpiechu opuściła to przeklęte miejsce, w którym zadano jej dotkliwy cios. W zdenerwowaniu nie zdawała sobie nawet sprawy dokąd podąża. Biegła byle dalej, co rusz ocierając obficie płynące jej po twarzy słone krople. Próbowała powstrzymać napływ łez, lecz już zbyt długo tłumiła w sobie ból i żal. Teraz bolesne uczucia uderzyły z nokautującą siłą.

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

- Zdajesz sobie sprawę, że będziesz z nią musiał jakoś pracować? Tym bardziej, że to ona zostanie główną rysowniczką.
- A propos... Przyznaj szczerze, dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego znowu podmieniłeś ich nazwiska? To miał być jakiś test? - Kurayami mógł wreszcie wypytać przyjaciela o jego prawdziwe intencje.
- No dobrze, przyznaję, byłem ciekaw, co zrobisz. Ty ze swojego prezesowskiego gabinetu nie widziałeś obu rysowniczek przy pracy, ale ja owszem. - Miyazaki przypomniał sobie, co zaobserwował ostatnimi czasy, kiedy mimowolnie zerkał w stronę stanowisk nowych koleżanek. Asada wyglądała jak natchniona. Spod jej ręki z niebywałą prędkością wypływały coraz to nowe rysunki, każdy piękniejszy od poprzedniego. Natomiast jej rywalka reprezentowała postawę zgoła przeciwną. Przez większość czasu nie dotknęła nawet papieru czy ołówka. Odcięta od rzeczywistości, zagubiona w swoich myślach, aż przykro było na nią patrzeć. - Akari… Nawet nie sądziłem, że uda jej się przygotować swoją propozycję na czas. Prawdę mówiąc, spodziewałem się jej sromotnej klęski. A wtedy byłbyś zadowolony, prawda? Za dobrze cię znam. Wiem, że jej nie znosisz. I że chciałeś się jej pozbyć.
Aki chciał zaprzeczyć, lecz nie miałoby to sensu. Baczne spojrzenie Shoty wyraźnie wskazywało, że zna całą prawdę.
- Nie byłem tylko pewien, jak bardzo jej nie cierpisz. Czy na tyle, żeby odebrać jej zwycięstwo? Musiałem to sprawdzić, więc wybacz mi ten mały eksperyment. Ale... Po tym co powiedziałeś… Naprawdę oba projekty były takie świetne?
- Niestety - zasmucił się Kurayami.
- No, ale to chyba dobrze? - zapytał Miyazaki, lecz jego przyjaciel niespodziewanie skręcił w boczną uliczkę, unikając tym samym odpowiedzi. Rozważał coś głęboko w duszy i nie miał zamiaru dzielić się na razie z nikim swoimi przemyśleniami.

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

Jak mogła dać się tak podejść?!
Łajdak! Najpierw przebiegle zmusił ją opuszczenia gardy, a niedługo potem zadał zabójczy cios w samo centrum świeżej, jeszcze jątrzącej się rany. Gdyby ten ból był fizyczny, Haru natychmiast padłaby na ziemię, skręcając się spazmatycznie w piekielnych męczarniach. Ale cierpienie psychiczne jest gorsze. Jego niszcząca siła nie ogranicza się tylko do jednego słabego ciała. Może się przenosić na inne osoby, rodzinę i przyjaciół, współpracowników, znajomych, a w skrajnych przypadkach nawet na całe narody. I nie da się go uśmierzyć żadnymi medykamentami. Można je co najwyżej lekko przytłumić lub wyciszyć. Lecz ono dalej gdzieś tam jest i nie pozwala o sobie zapomnieć. Ma jednak jedną znaczącą przewagę nad bólem fizycznym. Jeśli się zidentyfikuje jego źródło, można mu... oddać. Odegrać się, zemścić, odpłacić pięknym za nadobne. Dla człowieka zranionego taka szansa znaczy bardzo, bardzo wiele.
“Ale musiałaś zareagować, aż tak impulsywnie?” - usłyszała w słuchawce Haru. - “Nigdy się tak nie zachowywałaś. Ki diabeł w ciebie wstąpił?”
- Dobrze znasz tego diabła, przez którego tracę zimną krew.
“Arashi? A co on ma z tym wspólnego?”

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

- Co teraz zamierzasz?
- Od samego początku cel jest jeden: wygrać konkurs. I to się nie zmieniło.
- Ale dasz radę współpracować z Haru-san?

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

- Nie wypowiadaj przy mnie tego imienia!

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

- Racja… Nie wiem, co ty właściwie do niej masz, ale zauważyłem, że przez ostatni tydzień niemal w ogóle się do niej nie odzywałeś - zaczął się głośno zastanawiać Miyazaki. - A nawet jeśli już coś burknąłeś w jej stronę, to nigdy nie używałeś jej nazwiska.
- Nie przechodzi mi to przez gardło - urwał, ale zaraz dopowiedział, co go gnębiło. - Zresztą ona tak samo. Słyszałeś, jak ona się do mnie zwraca?
- Chyba “prezesie”. Nie? - padła odpowiedź poprzedzona chwilą namysłu.
- Nie chodzi o to, co mówi, ale jak to mówi. Jakby to było najgorsze przekleństwo. Z takim jadem, że wąż Midgardu się chowa.

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

- Nie wymawiaj go więcej, bo oszaleję. Wystarczy już, że szef mnie torturuje tym bydlakiem. Nieustannie mi o nim przypomina... - Haru aż gotowała się ze złości zmieszanej z bólem.
“Jak to? Nie rozumiem. Opowiadałaś mu o nim, czy co?” - Yoriko nie miała pojęcia, o co przed chwilą chodziło jej koleżance z dzieciństwa.
- Nieee, to nie to. - Jak miała jej to wytłumaczyć? Sama do końca nie rozumiała. - Wystarczy jego sama obecność…
Nawet Yori nie mogła się przyznać do tego, co tak naprawdę się w niej obudziło dzisiejszego wieczora. Kiedy on śpiewał... to wróciło. Jej najpiękniejsze wspomnienie. Jej pierwsza i jedyna miłość. Nie! Tak było kiedyś. Wraz z rozstaniem wszystko uległo odwróceniu. Teraz to wspomnienie było w równym stopniu bolesne, jak wówczas cudowne. Wolałaby wszystko zapomnieć. Nie chciała pamiętać jego sylwetki ukrytej za zasłoną deszczu. Jego radosnej twarzy, na której roiło się od kropli cieknących z jego mokrych włosów. Jego wyciągniętej dłoni... Wpatrywała się wtedy w niego zaskoczona i urzeczona zarazem. Oczarował ją. To co zrobił… Opuścił ważny egzamin, przebiegł przez całe miasto, pokonując ulewę, jakiej okolice nie widziały od stulecia. I był tam dla niej. Aby ją wesprzeć w trudnym momencie. To wtedy po raz pierwszy to poczuła. To wtedy zrozumiała, że go kocha.
Nikt tego nie wiedział. To był jej najdroższy sekret.
Ale gdy ten demon zaśpiewał “Kasa ga nai”, to sprawiło, że jej zbroja pękła. Stała się bezbronna jak dziecko. Obrazy, które niegdyś pielęgnowała i chroniła, a potem starannie zamknęła w najciemniejszym kącie pałacu pamięci, nagle zaczęły kolejno przemykać przed jej oczami. Do oczu napłynęły jej łzy, ale nawet to nie uczyniło jej wizji mniej wyraźną.
To ją pokonało. Nie chciała okłamywać swej najlepszej przyjaciółki, lecz nie mogła jej tego powiedzieć. Takie rzeczy są zbyt osobiste, by dzielić się nimi z kimkolwiek. Milczała więc...

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

- Przesadzasz.
- Ani trochę.
- W każdym razie, jakoś będziesz musiał z nią współpracować. Jak sobie to wyobrażasz?
Aki zatrzymał się, spojrzał w ciemne niebo i zaczął dumać. Po chwili wyraz jego twarzy nagle się zmienił. Zagościł na niej przebiegły uśmiech, a oczy rozszerzyły się entuzjastycznie. Jakby coś go znienacka oświeciło.
“Hmm, a więc to nie był tylko zbieg okoliczności...” - przemknęło mu przez myśl.
- Mam pewien pomysł. Pamiętasz, jak wspominałem ci, że muszę iść do biblioteki po taką jedną biografię? - powiedział do Shoty, a widząc jego potwierdzające kiwnięcie, kontynuował. - Naszukałem się tej książki strasznie długo, a kiedy wreszcie ją znalazłem, to okazało się, że leżała na półce nieruszana tak długo, aż skleiła się okładką z sąsiednią. To była cieniutka, niepozorna książeczka, broszura właściwie. Z ciekawości spojrzałem, o czym jest i wiesz co? To był jeden z tomików serii “o najwspanialszych cyrkowcach świata”. Chyba jakoś tak to się nazywało. Ta akurat część była o mistrzu woltyżerki i... tresury dzikich zwierząt - przy ostatnich słowach znacząco zawiesił głos, aby jednoznacznie zasugerować swojemu rozmówcy do czego zmierza. - Większość tekstu jakoś mnie nie zaciekawiła, ale był jeden interesujący fragment. Facet opisywał, w jaki sposób postępował ze swoimi “podopiecznymi”, aby były uległe i posłuszne.
- Ty chyba nie chcesz…?

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

“Halo! Jesteś tam? Czemu się nie odzywasz? Co to znaczy, że wystarczy sama obecność? Że niby jest do niego podobny, czy co?”
Podobny? Czy był do niego podobny? Jak teraz się nad tym zastanowiła, to…
- Taaa, chyba tak. Trochę.
“Ej, nie możesz być nieco bardziej wylewna? Czyli co? Wysoki? Smukły? Brunet? Okulary? Nieokiełznana czupryna? Kolczyk w lewym uchu? Bez zarostu? Inteligentny? Czasem zawadiacki? Niepokorny? Zatrzymaj mnie wreszcie! Na ile z tych pytań odpowiedziałaś “tak”?”
- Na… wszystkie.
“Oż ty… Trzymaj się. Za kilka dni przyjadę. Dasz radę?”

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

- Oszalałeś.
- Dlaczego? Warto spróbować - odparł zadziornie. - I nawet nie planuj mnie od tego odwieść! - dodał ujrzawszy minę Miyazakiego. Powstrzymał go w ten sposób od wypowiedzenia słów sprzeciwu, które już formowały się w jego ustach, ale jeszcze nie zdążyły się z nich wydostać.
Kurayami energicznie ruszył z miejsca, zostawiając w tyle swojego towarzysza.
- Hej! Zaczekaj. - Shota dogonił przyjaciela, a ten spojrzał podejrzliwie. - Dobra, już nic nie mówię. Ale znasz moje zdanie. O co innego chciałem zapytać. Masz czas w niedzielę koło południa?
Mrok nocy nie mógł się równać z tym, który nagle pojawił się na twarzy Akiego. To wystarczyło za całą odpowiedź.
- Acha. Czyli rodzinny obiad. Trzymaj się. Dasz radę.

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

- A mam jakiś wybór…
_________________
Kimi wa hitori janai...
 
     
Dahilia 


Wiek: 22
Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Skąd: Świebodzin
Poziom: 35
HP: 313/3484
 9%
MP: 1663/1663
 100%
EXP: 56/130
 43%
Wysłany: 2014-08-07, 23:31   

Oooooo jakie fajne ; p. Momentami się gubiłam ale to pewnie że zmęczona jestem ; p.
Bardzo mi się podobało i dziękuje za dedykacje ; p. Kurde aż mi się smutno zrobiło tak trochę ale zawsze jednak ; p . Nie mogę się doczekać kolejnej część ; p
 
     
Seiti1008 


Dołączyła: 25 Kwi 2014
Posty: 658
Skąd: Łódź
Poziom: 23
HP: 36/1225
 3%
MP: 585/585
 100%
EXP: 25/65
 38%
Wysłany: 2014-08-08, 11:32   

Nie pozbyłaś się mnie, po prostu gnicie w szpitalnym łóżku uniemożliwiało mi czytanie opko (brak dostępu do neta).

Nie zgubiłam się, to tak na wstępie. Podobała mi się forma. :)

Co prezesuńcio knuje, mam nadzieję, że nie chce traktować kobiety jak dzikiego, nieokiełznanego zwierza?
_________________
Nie jestem doskonała, ale wybaczam to sobie. XD
 
     
Hitori 


Dołączyła: 03 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-08-09, 14:18   

Pieszczochu, no tak, bałam się, że ten fragment może być nieco chaotyczny. Ale bardzo mi miło, że jednak wzbudził chociaż odrobinkę emocji, jakiekolwiek by one nie były.

Seiti, no cóż, szpitale potrafią być przykre na wiele sposobów. Ale mam nadzieję, że już wszystko OK i cieszę się, że wróciłaś.
Dzikiego i nieokiełznanego zwierza? Hmm... Tak, będzie ją karmił surowym mięsem i nauczy skakać przez płonące obręcze :mrgreen:


Mam teraz mały dylemat. Pomóżcie mi, proszę, podjąć decyzję.
Powinnam skupić się tylko na obecnych wątkach? A może chciałybyście się dowiedzieć nieco więcej o fabule Upiora (tak będzie się nazywała manga pisana przez Akiego)?
_________________
Kimi wa hitori janai...
 
     
zamek1989 
Vice Administrator- ^^-Pancia


Wiek: 29
Dołączyła: 22 Sty 2014
Posty: 1366
Skąd: Z nieba XD
Poziom: 31
HP: 177/2536
 7%
MP: 1211/1211
 100%
EXP: 86/104
 82%
Wysłany: 2014-08-10, 18:20   

hahaha Aki się wkurza że dziewczynna ma talent ooo jak mi przykroXD
Ano ma dylemat chłopaczyna!!!
Nie no typowy facet rozmyślać czy nie rzucić moneta no nie!
hohohoho ale nie zdecydowanyXD
hahaha jego rozmowa sama ze soba no nie mogęXD
hahaha nie no czy mi się wydaje czy chłopina ma rozdwojenie jaźni??XD
nie on ma rozdwojenie jaźni hahahahaXD
wyfrała Asada-san szkoda eh...;/
buahahaha alkohol plus Karaoke no to bedzie się działoXD
ooo gadają o kawiarniach i jedzeniu ej przez ciebie zaraz pójde upiec sobie szarlotke taka mnie ochota naszła
aaaa to wiele wyjaśnia z jego zachowaniaXD
ŻE CO REINKARANCJA???eeeee....o co tu chodzi eeeee zgłupiałam
.......
.......
.....
ooo zaczynają pićXD
buahahaha jakie dogryzkiXD
nooo śpiewaj śpiewajXD
omg omg wyobraziłam sobie jego ruchy i wyje ze śmiechuXD
nie dziwię się sama bym się popłakała ze śmiechuXd jak bym to zobaczyłaXD
boshXd nie no gościu jest megaXD
ooo będzie spiewać utworek przy którym poznali się jej rodzice
no nie gosciu biedny zamęczy dziewczynęXD
ooo sztywno się zrobiło heheheXD
masakra gości dobry jestXD chociaż trochę natrętny i męczący
aaaa awięc to dlatego przegrała....buuuu
ooo czyzby pomyłka??
aaa jednak projekty zostały zamienione i to celowo oooo jaaaa!!zaqbiłabym!!!
normalnie zabiłabym shotę!!!
nie wiem czemu ale Shota zaczyna działac mi na nerwy
tak tak tajemincza dziewczynaXd
ooo ale zakończenie oooo dobre dobre!!!!ja chce więcej!!!
ROZDZIAŁ VI (cz. 1)
ej ja tez jestem twoją wytrwałą czytelniczką tylko cierpie ostatnio na brak czasu!!1
ooo kłotniaXD
ja bym zabiła za taki żart!!!
moim zadniem nalezało mu się!!!
wyjasnienie wyjasnieniem z podmiana ale mimo wszystko to było hamstwo
biedna Haru złamane serduszko bardzo boli heh mam nadzieje że niedługo o nim zapomni
ej własnie co Arashi ma z tym coś wpółnego?O czymś zapomniałam?
ciekawe o co chodzi
omg omg oni byli ze soba???ooooo wooow wooow
oooo hoohohoh bedzie ciekawe nonono nie moge się doczekacXD
to jednak nie byli razem kurde zgłupiałam
hohoh no to bedzie nieźle
kurde Hitori i jedno i drugie mnie ciekawi ale ja bym chciała poczytać o obecnych watkąch tym bardziej ze ciekawi mnie jak holera co kombinuje prezesXD
_________________

 
     
Hitori 


Dołączyła: 03 Maj 2014
Posty: 259
Skąd: z Fantazji o/Wrocław
Poziom: 15
HP: 4/488
 1%
MP: 233/233
 100%
EXP: 2/35
 5%
Wysłany: 2014-08-27, 23:06   

Uwaga dla wymagających: poniższe wymaga dopracowania. Wiem o tym - ten rozdział ulegnie zapewne przeredagowaniu. Ale niestety nieprędko, dlatego wrzucam w tej formie, aby uspokoić swoje sumienie i zadowolić niecierpliwych.
Ostatnio częściej niż muza JTR odwiedza mnie inna, więc mam nadzieję, że nie będziecie mieć mi za złe, jeśli to opo pozostanie przez trochę uśpione, a w zamian pojawi się tajemniczy Rosier :->

Zasłużona dedykacja dla Zameczka - niech nie upada na duchu i szybko wróci pełna pomysłów i natchniona jak nigdy :-)

Bez dalszego owijania w bawełnę:

ROZDZIAŁ VI (cz. 2)


Wskazówka na budziku pokazywała czwartą. Czemu tak powoli się przesuwała? Haru była pewna, że kiedy godzinę temu sprawdzała zegarek, do czwartej brakowało zaledwie pięciu minut. Czy to właśnie o tym mówiła teoria względności? Podobno czas płynie wolniej, gdy obiekt porusza się z wielką szybkością. A co w przypadku, gdy leży w łóżku i nie może zasnąć gnębiony myślami? Takie warunki fizycy z całego świata zmówili się permanentnie pomijać.
Całą noc usiłowała odpłynąć w świat snów, aby choć tam zaznać spokoju. Ale Morfeusz nie miał najmniejszej ochoty przyjąć jej w swe objęcia. Przewracała się jedynie z boku na bok coraz bardziej zdenerwowana. A już wydawało się, że jakoś uporała się ze swoimi emocjami. Poprzedniego dnia ponownie długo rozmawiała z Yoriko. Przyjaciółka wspierała ją z całych sił i próbowała pomóc na tyle, na ile mogła. Wytłumaczyła jej, że jeśli chce jakoś przetrwać w pracy, to najważniejsze będzie zachowanie zimnej krwi. Opowiedziała jej o programie przyrodniczym, który niedawno oglądała. O rekinach. Kazała jej, wzorem tych budzących strach ryb, podzielić umysł na dwie oddzielne części - jedną odpowiedzialną tylko i wyłącznie za sprawy osobiste, a drugą za służbowe. Gdy jedna z nich będzie czuwać, druga pozostanie uśpiona. To pozwoli jej na zachowanie profesjonalizmu, kiedy będzie przebywać w firmie, a po powrocie do domu również będzie bezpieczna, bo nikt nie będzie tam przywoływał przykrych wspomnień. Jedynie taki układ może jej zagwarantować względne zdrowie psychiczne.
Kolejne dwa dni sumiennie ćwiczyła przełączanie się z trybu “praca” na tryb “dom” i z powrotem. Ponieważ miała na głowie zaległe obowiązki domowe, wzięła się najpierw za pranie, potem zrobiła tygodniowe zakupy, następnie porządki w ogrodzie, a na koniec zostało jej sprzątanie całego mieszkania. Przy każdej czynności trenowała. Próbowała wyłączać na zawołanie emocje, które ostatnio wzięły nad nią górę. Szło jej coraz lepiej. W niedzielę wieczorem była już całkiem zadowolona. Potrafiła niemal od ręki zapomnieć o dręczących ją myślach. Dumna ze swoich postępów postanowiła wziąć długą rozluźniającą kąpiel. Kiedy wyszła z wanny poczuła się jak nowonarodzona i była pewna, że tej nocy będzie spać jak dziecko. Nie mogła się bardziej mylić.
Tuż przed złożeniem głowy na poduszce zerknęła jeszcze na swoją komórkę. Zdziwiła się widząc jedno połączenie nieodebrane. I to z nieznanego numeru. Ale zaraz… Ten numer… Zaledwie kilka tygodni temu kierowana złością wykasowała go z listy kontaktów. Była wtedy pewna, że już więcej nie ujrzy tego ciągu cyfr. Nigdy nie mogła się pochwalić pamięcią do liczb, lecz ten numer wyrył się głęboko w jej podświadomości. Niestety nawet gdyby usilnie się starała, to nie udałoby jej się go zapomnieć. Jej pamięć, w przeciwieństwie do telefonu, była odporna na opcję “delete”. Ta kombinacja cyfr tak często pojawiała się na wyświetlaczu komórki, że stała się niemal stałym elementem tapety. Tylko podpis ulegał ewolucji. Na początku to był “Kitsune-sempai”, później “Kitsune Arashi-kun”, a w końcu “Arashi<3”. Teraz zniknęło i imię, i serduszko, które niegdyś budziły takie ciepłe uczucia. Został sam numer. Suche liczby. Hmm, powinna wcześniej zauważyć złowieszcze trzy szóstki na końcu. Może wówczas byłaby bardziej ostrożna. Liczba bestii. Adekwatnie. Nagle poczuła się niebywale głupia. Przegapiła taki wyraźny znak, a teraz jakby dostała w twarz wielką tabliczką z wyrysowanym na niej wykrzyknikiem.
Ale dlaczego? Czemu ten facet tak nagle do niej zadzwonił?
“To na pewno przez przypadek” - próbowała przekonać samą siebie, gdy znienacka obudził się telefon, który nadal trzymała w dłoni i zaczął gorliwie wibrować. Serce jej stanęło z przerażenia. Podskoczyła przestraszona, upuszczając komórkę na podłogę. Chyba można to nazwać szczęściem. Albowiem przy zderzeniu z twardym podłożem wypadła bateria, co powstrzymało ewentualne dalsze konsekwencje zdarzenia. Niewiele brakowało, a zaczęłaby się wahać, czy może nie odebrać. Chociaż jej uszy tęskniły za dźwiękiem głosu Arashiego, to pod żadnym pozorem nie powinna ulegać podszeptom szatana. Teraz uratowała ją własna niezdarność, ale co jeśli to się powtórzy? Czy będzie w stanie natychmiast nacisnąć czerwoną słuchawkę, czy skusi ją zielona? Zwycięży wściekłość czy ciekawość?
Nie dawało jej spokoju, dlaczego jej były zadzwonił. I to akurat teraz. Czego chciał? Jak w ogóle śmiał? Po tym wszystkim co między nimi zaszło i po jego deklaracji, że już nie chce jej znać. Zresztą ona też nie miała ochoty go więcej oglądać. Tak przynajmniej mówił jej rozsądek. Bo to, co podpowiadało serce, brzmiało nieco inaczej - czy to przyzwyczajenie, czy coś innego, ale jednak brakowało jej ich codziennych spotkań, długich rozmów, żartów, bliskości.
Nieee! A już było tak dobrze. Czemu ten natręt znowu zawładnął jej myślami?
Czwarta trzy. Dłużej nie wytrzyma. Musi się czymś zająć. Do świtu pozostały jeszcze 2 godziny, ale mimo to postanowiła pojechać do firmy. Może w innym środowisku uda jej się nieco opanować. Przyszykowała się bardzo szybko. Ubrała się nieświadoma, co na siebie zakłada. Zjadła śniadanie nieświadoma, co je. Wyszła z domu niepomna, w jakim kierunku idzie. Wsiadła do metra, nie zdając sobie sprawy, jaka to linia. Wysiadła, nie wiedząc, co to za stacja. Stawiała kroki automatycznie. Ulice i chodniki były jeszcze o tej porze puste. Nie rozglądała się dookoła. Szła cały czas ze spuszczonym wzrokiem i zatrzymała się dopiero, gdy przed jej sylwetką wyrosły drzwi. Sięgnęła dłonią klamki.

~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~ o ~

Co za koszmar. Jakim cudem zgodził się zostać na noc? Zwłaszcza po tradycyjnej poobiedniej kłótni z ojcem. Gdyby nie pełne łez oczy matki, mógłby spokojnie wrócić do swojego mieszkania i spędzić niedzielny wieczór w przyjemny sposób. Najpewniej słuchając muzyki i czytając jedną z książek, których stos zaczynał się niebezpiecznie piętrzyć na półce “jeszcze nieprzeczytane”, zamiast ozdobić regał “przeczytane/pokochane”. W ogóle każda inna opcja zakończenia weekendu wydawała się lepsza niż nocowanie w domu rodzinnym, poprzedzone gradem przytyków, pretensji i wyrzutów. Pragnął jak najszybciej się stamtąd ewakuować. Chwycił z tacy na stole kuchennym pierwszy lepszy owoc, napisał krótką notkę, przyczepił karteczkę do lodówki i wymknął się po cichutku, zanim ktokolwiek zdążył się obudzić. Musiał się tylko trochę ogarnąć, przebrać i wkrótce będzie mógł wrócić do pisania “Upiora”. Tworzenie tej historii dawało mu coraz więcej satysfakcji. Od kiedy zobaczył jej narysowaną wersję (a nawet dwie), towarzyszyło mu dziwne uczucie. To było zupełnie nowe doświadczenie. I chociaż z początku miał to być tylko środek w drodze do Sagishi-senseia, to zaczynało go ciekawić, jak rozwinie się ta niecodzienna współpraca i jak będzie wyglądać efekt końcowy. Poza tym po raz pierwszy aż tak polubił wykreowanego przez siebie bohatera. Gdyby spotkał go w rzeczywistym świecie, chciałby się z nim zaprzyjaźnić. A może założyłby jego fanklub? Zastanawiał się nad tym nieco dłużej, kiedy wpadł na świetny pomysł.
- Muszę to natychmiast zapisać!
Z domu rodziców do celu swojej podróży miał zaledwie kilka przecznic, więc nawet się nie zastanawiał nad czymkolwiek innym niż piesza przechadzka. Mimo to chciał jak najszybciej dotrzeć na miejsce, toteż przyspieszył kroku, zatapiając się w swojej wyobraźni i obmyślając szczegóły fabuły.
Niemal u kresu drogi zderzył się z jakąś półprzytomną istotą. Jego impet powalił ją na ziemię, co pozwoliło mu wyrwać się z zamyślenia.
- Najmocniej przepra… - pochylił się i wyciągnął dłoń, próbując pomóc jej wstać. Pomimo panującego półmroku, kiedy się dostatecznie zbliżył, zdołał dostrzec cechy charakterystyczne aparycji osóbki, którą potrącił. Wyglądała okropnie. Podkrążone oczy, znękana mina, rozczochrane włosy, źle zapięte guziki.
- Ty! - wyrwało mu się, zanim się zorientował, że został przywitany w identyczny sposób.
Haru otaksowała wzrokiem prezesa. Nie wyglądał najlepiej. Był jakiś taki wczorajszy. Zwichrowana jeszcze bardziej niż zwykle czupryna, pomięta koszula, lekko przybrudzone i przekrzywione okulary.
- Co tu robisz o tej po… - znowu zaczęli mówić jednocześnie, więc zaskoczeni urwali wpół zdania.
Dziewczyna gorączkowo powtarzała sobie “zmień tryb”, “wyłącz emocje”, “zmień tryb”. Po kilku próbach się udało.
Aki poczuł się zakłopotany. Jak dziecko przyłapane na podkradaniu ciasteczek. A przecież nie miał sobie nic do zarzucenia... W końcu otrząsnął się z lekkiego szoku.
- Musimy sobie coś wyjaśnić - po raz trzeci w tak krótkim przedziale czasowym wypowiedzieli jednakowe słowa w tym samym momencie. Bardzo irytujący zbieg okoliczności.
- Za kwadrans w moim gabinecie - rzucił prezes i nie czekając na odpowiedź wszedł do budynku, zostawiając za sobą oszołomioną i wciąż leżącą na ziemi rysowniczkę.
Haru z trudem się pozbierała i wstała, próbując zachować przy tym resztki dumy. Na szczęście nikt nie widział jej żałosnego siłowania się ze starymi, ciężkimi drzwiami. Nieprzespana noc dawała o sobie znać. Do tego jeszcze te schody. Zdawały się nie mieć końca, a stopnie były jakby dwukrotnie wyższe niż ostatnio. Gdy wreszcie dotarła na odpowiednie piętro, czuła się jak po przebiegnięciu maratonu. Stanęła przed wilczą norą, wmawiając sobie, że to siły musi zebrać, a nie, jak w rzeczywistości było, odwagę. Zza drzwi prezesowskiego gabinetu wydobywały się trudne do zidentyfikowania odgłosy. Uniosła dłoń, aby zapukać i zamarła w tej pozycji, nie mogąc się zdecydować na wykonanie tego drobnego ruchu. Ostatecznie po paru minutach paraliżu przegrała walkę z grawitacją. Siła ciężkości, nie zważając na żadne sprzeciwy, chwyciła jej zmęczoną rękę i pociągnęła ją w dół najgorszą z możliwych trajektorii. W cichym pomieszczeniu rozległo się echo stuknięcia pięści o drewnianą powierzchnię.
Koniec wahania.
- Wejść! - usłyszała przytłumiony głos.
Usiłując powstrzymać drżenie, przekroczyła próg pracowni swojego szefa. Nie od razu uniosła wzrok, ale kiedy wreszcie to zrobiła… Już pierwszy rzut oka nią wstrząsnął. Zamrugała z zaskoczenia. Stał przed nią zupełnie inny człowiek niż ten, z którym zderzyła się zaledwie kilkanaście minut wcześniej. Rześki, wypoczęty, w świeżej, idealnie wyprasowanej koszuli, eleganckiej kamizelce i spodniach w kant. Nienaturalny blask jego włosów zdradzał, że były jeszcze mokre. Mężczyzna opierał się tyłem o biurko. Z założonymi rękami wpatrywał się w swoją podwładną i nie krył przy tym migającego w kąciku ust uśmieszku.
Etap pierwszy - wyznaczenie pozycji.
Nie było żadnych wątpliwości, kto jest kim w tym układzie. Kto rządzi, a kto wykonuje rozkazy.
- A więc? - odezwał się pierwszy.
- Słucham?
- To ja słucham. Chyba mi się nie przyśniło, jak pewna niezdarna młoda kobieta zobowiązywała się do złożenia mi swoich wyjaśnień?
“Że co proszę?” - pomyślała. Czyżby pamięć spłatała jej figla. Nie, nigdy w życiu by czegoś takiego nie powiedziała. Przewróciła oczami, zastanawiając się, o co chodzi temu aroganckiemu brunetowi. W co on sobie pogrywa?
- Skąd to niecodzienne milczenie? No dalej, nie ma co udawać nieśmiałej. Już trochę zdążyliśmy się poznać... - dodał zaczepnie, po czym odchrząknął i przeczesał palcami wilgotne włosy. - No dobrze, w takim razie ja zacznę. Nie ma co ukrywać, że, delikatnie mówiąc, nie pałamy do siebie sympatią. I szczerze mówiąc, nie wiedzę sensu z tym walczyć. Podtruwanie, miotanie obelgami czy też bronią bardziej, ekhm… plamiącą - wzdrygnął się na wspomnienie wiadomego incydentu. - Niezbyt sportowe zagrania, ale... niech będzie. Czemu nie. Nie zwykłem wymiękać, więc z radością podejmuję rękawicę. Możemy walczyć w ten sposób. Wolna amerykanka.
“To miała być otwarta deklaracja wojny?” - Haru była w szoku. Nie wiedziała jak odpowiedzieć na złośliwość szefa. A powinna mu przerwać. W tej chwili! Już! Bo inaczej...
- Wszystkie chwyty dozwolone. Ale pod jednym warunkiem. Po godzinach pracy - Kurayami wycedził ostatnie słowa tak, by jednocześnie upchnąć w pauzy między nimi tyle oburzenia i wyrzutu, ile tylko się dało.
“Co za bezczelny typ! Co on sobie myśli?!” Z taką łatwością obrócił kota ogonem. Przecież to nie tak miało wyglądać. Miało być odwrotnie. To ona chciała mu co nieco wygarnąć, a potem przywrócić go do pionu swoim profesjonalnym podejściem do pracy i umiejętnością oddzielenia spraw prywatnych od zawodowych. A skończyło się na tym, że stała jak uczniak, który po przeskrobaniu czegoś był łajany przez nauczyciela za swoją bezmyślność. Nie bez trudu zatrzymała wyrywający się z ust ochoczy okrzyk przeprosin i zapewnienia poprawy. No nieeee! Głupi odruch. Zapewniła swoje zaniepokojone sumienie, że nie zrobiła nic złego.
Tymczasem prezes kontynuował.
- Nie pozwolę, aby jakieś idiotyczne niesnaski zrujnowały ten projekt. Jeśli zamierzasz go sabotować, to przygotuj się na najgorsze, bo zamienię twoje życie w piekło. Nie żartuję. Praca jest dla mnie święta. A ta manga jest szczególnie ważna. Nie chodzi tylko o nieznaczące zwycięstwo w konkursie, a o znacznie, znacznie więcej. Nie oczekuję, że to zrozumiesz. Lecz jeśli masz w sobie choć odrobinę przyzwoitości, dokończysz to, co zaczęte. No więc jak będzie? Potrafisz to zrobić czy stchórzysz? Nawet jeżeli pierwsze szkice były niezłe, to reszta ma być jeszcze lepsza. Oczekuję doskonałości. Podołasz? - uniósł brwi prowokująco. Czuł, że osiągnięcie zamierzonego skutku jest już blisko. - Bo coś mi się wydaje, że Asada-san chętnie się tego podejmie - dodał niby od niechcenia, lecz oczywistym było, co miał na celu ten ostatni komentarz.
“Grrr. I kto tu mówił o nieczystych zagraniach. Cwaniak wszystko sobie przekalkulował”.
Haru poczuła jak wszystko w niej buzuje. Od kiedy tylko jej szef zaczął mówić, stopniowo narastała w niej niepohamowana wściekłość. A teraz, gdy bezlitośnie wjechał jej na ambicję, osiągnęła swoje apogeum. A najgorsze w tym wszystkim okazało się to, że nie miała żadnego wyjścia. Cokolwiek by nie zrobiła, w tym pojedynku była przegraną. Nie powinna się poddawać takiej jawnej manipulacji, ale wtedy wyszłaby na ofermę bez charakteru. Jedyna możliwość jaka jej pozostawała, to podjęcie wyzwania. Zważywszy na fakt, że od początku miała to w zamyśle, powinna być zadowolona. Ale… No właśnie - to przeklęte ale. Mimo że jej decyzja została podjęta zupełnie niezależnie od okoliczności, to wydawało się, że została przebiegle narzucona przez Kurayamiego. Jakby to on dyktował warunki. Dzielił i rządził. Ta bitwa należała do niego i doskonale o tym wiedział.
Etap drugi - nieustępliwość.
- Zakładam, że milczenie oznacza zgodę - Aki uśmiechnął się triumfalnie, widząc zrezygnowaną minę swojej rozmówczyni. - W takim razie ustalmy jeszcze kilka rzeczy. - Powtórzył jej te same uwagi, które wcześniej przekazał drugiej z rysowniczek. Zanim wyszła na jaw intryga Miyazakiego i kiedy był jeszcze przekonany, że to właśnie z Asadą przyjdzie mu ściślej współpracować. Na koniec serii instrukcji nie omieszkał jednak dorzucić kolejnego kamyczka do ogródka już i tak przybitej dziewczyny.
- I jeszcze jedno. Może i zaakceptowałem kilka zmian we wstępnej propozycji, ale na tym koniec. Od tej pory wszystko ma być stuprocentowo zgodne ze scenariuszem. Potraktuj skrypt jak Biblię. Wszelkie modyfikacje masz konsultować bezpośrednio ze mną. Bez żadnych wyjątków. W razie jakichkolwiek wątpliwości też od razu masz pytać mnie. Jasne?
- Jak słońce - odpowiedziała Haru i drwiąco zasalutowała. Dobrze wiedziała, że ta manifestacja władzy miała jej dobitnie uświadomić rolę, jaką przyjdzie jej odegrać w procesie tworzenia mangi. Miała ją skłonić, aby odłożyła na bok swoje kreatywne zapędy i skupiła się na grzecznym wykonywaniu poleceń. Jednak gdy wsłuchiwała się w słowa prezesa, w jej głowie zaczęła kiełkować maleńka, przebiegła myśl - wreszcie znalazła doskonałe pole do manewru. Ma być posłuszna? Ależ proszę bardzo. Po raz pierwszy tego ranka poczuła powiew optymizmu. Udając, że ziewa, ukryła uśmieszek zadowolenia.
- No to chyba tyle. Pora wziąć się do roboty. Świetnie się składa, że oboje jesteśmy odrobinę wcześniej...
- Odrobinę? Znam chyba inną definicję tego słowa - wtrąciła Akari, spoglądając na zegarek. Rozchmurzona za sprawą niedawnego pierwszorzędnego pomysłu, odzyskała swój zwyczajowy animusz.
- W każdym razie - Aki puścił tę uwagę mimo uszu. Przeszedł na drugą stronę biurka, wysunął szufladę i wyjął z niej imponującą stertę papierów. Przekazał ją na ręce zaskoczonej dziewczyny. - To jest dalsza część historii. Zapoznaj się z nią, a następnie przygotuj wstępny zarys graficzny kolejnych dwóch rozdziałów.
- Yes, sir - odpowiedziała ironicznie i okręciła się na pięcie, żeby wreszcie wyjść z gabinetu. Chciała ochłonąć. Miała ochotę na zimny, orzeźwiający prysznic, więc planowała przede wszystkim skierować się do łazienki, aby choć przemyć twarz chłodną wodą. Tuż przy drzwiach zatrzymał ją ponownie głos prezesa.
- Acha, zapomniałem dodać, na kiedy wszystko ma być gotowe.
Haru nie raczyła się odwrócić. Spojrzała tylko pytająco przez ramię.
- Dziś, do końca dnia.
- Co? Bez jaj!
- Właśnie że z jajami. Rozdział drugi, scena piąta. Szamotanina przy nabiale - dodał rozbawiony reakcją swojej podwładnej. Wyszczerzyła złowrogo zęby i strzeliła nienawistnym spojrzeniem, lecz nic nie odpowiedziała. Pomaszerowała energicznie do wyjścia, nie oglądając się więcej na szefa. - Tylko żeby żółtka wyszły ładnie! - zdążył jeszcze krzyknąć za zdenerwowaną rysowniczką, zanim ta trzasnęła za sobą drzwiami.
Etap trzeci - intensywny trening.
“Już ja ci pokażę żółtka! Chyba sobie żartujesz!” Jakim cudem miała wszystko przygotować w ciągu jednego dnia? Poprzednio na porównywalną pracę miała kilkukrotnie więcej czasu. A i tak ledwo zdążyła. Chociaż sam proces rysowania nie trwał wtedy długo, to przecież nie tylko o machanie ołówkiem chodzi. Trzeba wszystko dobrze przemyśleć i rozplanować.
Przynajmniej z bohaterami nie będzie już problemu. W swojej wyobraźni zdążyła się z nimi blisko zaprzyjaźnić. Jakby znała ich od lat. Nie musiała wysilać umysłu, by wyraźnie zobaczyć ich twarze i sylwetki. Bez problemu odgadywała ich reakcje w określonych sytuacjach. Znała ich mimikę niczym swoją własną. Wiedziała jak każdy z nich wyglądał zdenerwowany, zakłopotany, rozbawiony, wściekły, znudzony...
“Ciekawe, co się stało z Kaiem?” - pomyślała nagle i spojrzała na trzymane w ręku zadrukowane kartki. Pierwsze kilka stron było powtórzeniem tego, co już czytała i co do tej pory zostało narysowane. Powinna je przerzucić i przejść do ciągu dalszego, ale wraz z zerknięciem na płynące strumieniem słowa, wchłonął ją ten fikcyjny świat. Mimo, że wiedziała, co się wydarzy, przeżywała wszystko od nowa. Po kolei, chwila po chwili.
Najpierw spotkała młodego mężczyznę…
_________________
Kimi wa hitori janai...
 
     
Dahilia 


Wiek: 22
Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Skąd: Świebodzin
Poziom: 35
HP: 313/3484
 9%
MP: 1663/1663
 100%
EXP: 56/130
 43%
Wysłany: 2014-08-27, 23:31   

Ej co w takim momencie urwałaś ?? ??
Genialne uwielbiam ich, ciekawe co szefik wymyśli ; p
 
     
Seiti1008 


Dołączyła: 25 Kwi 2014
Posty: 658
Skąd: Łódź
Poziom: 23
HP: 36/1225
 3%
MP: 585/585
 100%
EXP: 25/65
 38%
Wysłany: 2014-08-28, 11:36   

Nooo weeeź! Czytam z zapałem a tu koniec. Bezczelny koniec!
Ich antypatia pobudza w jakiś dziwny sposób moje zboczenie... może ten fakt powinnam przemilczeć.

Ciekawe czego chce jej były.
_________________
Nie jestem doskonała, ale wybaczam to sobie. XD
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme created by Forum Komputerowe

| | Darmowe fora | Reklama