skipbeatopowiadania.jun.pl Strona Główna

FAQ SzukajUżytkownicyGrupy Statystyki RejestracjaZaloguj Album Download

Image and video hosting by TinyPic

Poprzedni temat «» Następny temat
Okulary Shinigami
Autor Wiadomość
AnnCrevan 
AnnCrevan


Dołączyła: 17 Lip 2016
Posty: 13
Skąd: Chorzów
Poziom: 2
HP: 0/30
 0%
MP: 14/14
 100%
EXP: 3/8
 37%
Wysłany: 2016-07-24, 00:59     

Agnes w tym samym czasie wędrowała do domu jak zawsze przez park. Tym razem jednak szła ze spuszczoną głową, szurając nogami po asfaltowej alejce, a jej torebka niemal wlokła się za nią po ziemi. Głucha i ślepa na uroki otaczającej jej przyrody, co w innych okolicznościach byłoby dla niej czymś niespotykanym. Zawsze uroki Central Parku bardzo cieszyły jej oczy i umilały drogę do domu.

Naprawdę mnie dopadło –myślała krytycznie, mając wciąż przed oczami obraz przystojnego Adriana Crevana. Czuła dziwny ból w sercu i pustkę w głowie, jakby cały świat stracił swój urok. Na samą myśl, że nigdy go już nie zobaczy ból przeszywał jej wszystkie zmysły. Jakże ogromnie było jej zdziwienie i wielka radość kiedy nagle naprzeciw niej w parkowej alejce zobaczyła znajomą sylwetkę.

Serce jej drgnęło, była niemal pewna, że nawet stanęło na chwilę, aby zaraz potem przyspieszyć jak szalone. Spłonęła rumieńcem, przekonana, że on usłyszy jak bardzo ono łomoce. Uśmiech jakim ją obdarzył ukoił jej cały ból.

- Dobry wieczór Agnes.

- Adrian, a jednak się spotkaliśmy. Dobry wieczór.

- Właśnie tak sobie pomyślałem, że na pewno cię tu spotkam o tej porze i cieszę się, że się nie omyliłem.

Agnes zapatrzyła się w jego piękne oczy i zupełnie zapomniała języka w gębie. Czy on musi aż tak na nią działać?

- Wczorajszy wieczór był naprawdę miły, może dziś też zaszczyciła byś mnie swym towarzystwem?

Zabawny był i wyrażał się w troszkę staroświecki sposób, co było dziwne, ale urocze. Agnes jednak bardzo chciała tego ponownego spotkania. Tak jak to przewidziała Barbara, to on sam znalazł ją i ponownie miała spędzić z nim wieczór, a tego przecież pragnęła.

- Z przyjemnością spędzę z tobą dzisiejszy wieczór Adrianie – uśmiechnęła się do niego, a on odwzajemnił ten uśmiech.

- Chodźmy więc – i podał jej ramię, co również ją rozbawiło, ale wsunęła rękę pod jego rękę i tak niespodziewanie znalazła się bardzo blisko niego.

- Dokąd więc pójdziemy?

- Dokądkolwiek zechcesz, masz może jakiś pomysł jak spędzić razem czas?

Agnes zastanowiła się przez chwilę.

- Może kino? Od dziś wchodzi nowy repertuar. Dawno nie byłam w kinie.

On milczał jakby rozważając jej propozycję, ale dziewczyna czuła że to nie to. Wydawał jej się dziś zupełnie inny niż wczoraj, jakby wydarzyło się coś strasznego. Nie znała go aż tak jakby tego chciała, jednak jej kobieca intuicja, a zwłaszcza jej serce podpowiadały jej, że coś jest nie tak. Nie chciała teraz roztrząsać tego problemu, wolała cieszyć się jego towarzystwem szczęśliwa, że ponownie się spotkali. Zresztą przed nimi był cały wieczór.

- A może masz inny pomysł? – zapytała widząc jego minę.

Adrian znów uśmiechną się zabójczo i błysnął jasnymi oczami.

- Zabiorę cię dziś do teatru, moja śliczna Agnes – i jak powiedział tak zrobił.

Wspólny wieczór był dla Agnes jak epizod wyjęty z bajki o kopciuszku, a Adrian naprawdę bardzo przypominał księcia, nie tylko swym zewnętrznym wyglądem, ale i manierami. Po spektaklu, poszli do tej samej co wczoraj restauracji na kolację, a potem szli pieszo, pod rękę przez opustoszałe ulice Manhattanu. On milczał, ona trajkotała jak nakręcona, opowiadając mu o sobie, swoim życiu, swej pracy i swych pasjach i wszystkim tym co wiązało się do tej pory z jej życiem. On tylko słuchał, zdziwiony jak bardzo barwne i ciekawe jest ludzkie życie. Mieli tyle możliwości, tyle wyborów, ile im ofiarował świat i tak mało, tak bardzo mało czasu by móc się tym wszystkim cieszyć. I nagle poczuł żal, co było dla niego czymś nowym, ponieważ takie uczucia nie były znane bogom śmierci. Jak zresztą wszystkie inne ludzkie uczucia. Shinigami nie znali żalu, ani strachu, ani miłości. Nie wiedzieli co to tęsknota, rozpacz czy szczęście. Adrian poczuł, że zazdrości ludziom ich życia, jakkolwiek krótkie by ono nie było. Agnes zupełnie nie świadoma jego myśli, trajkotała jak najęta, kiedy nagle znaleźli się tuż pod jej domem. Wtedy zamilkła wpatrując się w niego z nadzieją, że to jeszcze nie koniec, że zaraz ona zaprosi go do siebie, a on się zgodzi i kto wie ... Lub też może zaproponuje jej następne spotkanie, a potem kolejne i jeszcze jedno. Kto wie co będzie potem ....

Jednak Adrian milczał zupełnie jak poprzedniego wieczoru, jakby zły o coś lub nagle zmartwiony. Nie wiedząc co począć, w obawie, że powtórzy się historia z poprzedniego wieczoru, Agnes wbrew samej sobie zapytała.

-Może wejdziesz na chwilę?

Zaraz jednak pożałowała swych słów, bo spojrzał na nią zupełnie inaczej niż do tej pory. Spoważniał, a jego oczy zabłyszczały – jak się Agnes wydawało – złowrogo. Trwało to ułamek sekundy, ale nie uszło jej uwadze.

-Chyba nie mogę – odparł – nie powinienem.

Dziewczynę zalała fala złości, czy znów będzie musiała go stracić?

-Chyba raczej nie chcesz, prawda? – odparowała i natychmiast pożałowała swych słów. Tak smutnego nie widziała go do tej pory, bo jak dotąd zawsze uśmiechał się do niej. Chyba go dotknęła tym swoim głupim wyskokiem, ale nim zdążyła coś powiedzieć on odezwał się pierwszy.

- Tak też to można ująć – spojrzał jej prosto w oczy, przysuwając swą twarz bardzo blisko, niebezpiecznie blisko jej twarzy.

- Posłuchaj mnie – wyszeptał – znajomość ze mną niczego dobrego ci nie przyniesie. Nie jestem dla ciebie odpowiednim facetem. I choć jest mi niezmiernie przykro z tego powodu myślę, że lepiej będzie dla ciebie jeśli się już nie spotkamy.

- Co takiego?

Agnes nagle ogarnął ból tak wielki, że ugięły się pod nią kolana i gdyby jej nie złapał pewnie by upadła.

-Ale dlaczego? – wyjąkała, bo łzy były już tuż, tuż pod powiekami i zupełnie wbrew jej woli potoczyły się po policzkach. Adrian który po raz pierwszy w tak niespodziewanych okolicznościach trzymał w ramionach dziewczynę, bardzo się wzruszył.

- Nie płacz – poprosił – to i tak niczego nie zmieni, nie zrozumiesz tego, a ja nie mogę powiedzieć ci nic więcej. Nie możemy się spotykać, tak będzie najlepiej, uwierz mi.

- Nie mogę – łkała Agnes zupełnie nie panując nad sobą – nic nie rozumiem – i rozpłakała się już na dobre.

On przytulił ją mocno do siebie, co sprawiło, że jego serce jakoś dziwnie zabolało. Dziewczyna ufnie wtuliła się w niego, a on pogłaskał jej długie, jasne włosy. Trwali tak przez chwilę, bo Adrian zupełnie stracił głowę, sam nie mogąc zrozumieć co się z nim dzieje. Wiedział jedno, że nie powinien tego robić, nie wolno mi przecież angażować się w związek z śmiertelniczką, a na dodatek śmiertelniczką której miał wkrótce odebrać życie. Dzisiejsze spotkanie, które miało dać mu pewien obraz jej życia i upewnić w tym co musiał z nim zrobić, zupełnie wymknęło mu się spod kontroli. Opanował się jednak wbrew sobie, bo wiedział, że musi to zakończyć jak najszybciej. Odsunął ją od siebie i mimo woli starł dwie krople, które spłynęły jej po policzkach. Łzy były kolejną z ludzkich słabości, której dotąd nie znał. Miała delikatną cerę niczym płatki róż, a jej niebieskie oczy aż błyszczały od tych łez. Sam nie wiedząc dlaczego pochylił się nagle i pocałował jej śliczne, karminowa usta. Dziewczyna zareagowała natychmiast oddając pocałunek. Jakaś nieznana siła, jak fala ciepła zalała jego zmysły, czego zupełnie się nie spodziewał. No nie Adrianie Crevan, jesteś shinigami i nie możesz tak stać tu i całować się ze śmiertelniczką. Zwłaszcza, że masz wkrótce zakończyć jej życie. Tylko uświadomił sobie właśnie, że wcale tego nie chce. Nie może zabić Agnes French i zabrać jej duszy. Zakończyć życie tak cudownej istoty, tak bezbronnej, tak mu ufającej? To prawie jak zdrada. Wiedział już, że wbrew wszelkim zasadom znanym bogom śmierci, niespodziewanie nawet dla niego samego nagle zaczęło obchodzić go życie tej dziewczyny. Co gorsze czuł, że chce być przy niej, że musi jej bronić i ją ochraniać. Wiedział też, że nie może tego zrobić, jego zadanie polegało na decydowaniu o tym jak i kiedy ma umrzeć, a nie czy w ogóle ma ją pozbawić życia. Klamka zapadła już w gabinecie Willa. Jeśli nie wykona swego zadania, ucierpi nie tylko jego reputacja jako idealnego shinigami, ale co ważniejsze narazi siebie na ogromne niebezpieczeństwo, a jej los i tak się nie odmieni. Musisz to przerwać – powiedział sobie – ale już! To musi się zakończyć tutaj, zaraz, teraz. I z tą myślą odsunął się od niej.

Agnes zupełnie już się pogubiła. Najpierw mówi je, że nie mogą się więcej spotykać, chwile potem całuje tak, że w głowie jej się kręci, a ziemia ucieka spod stóp, a teraz znów ją odpycha.

- Adrian? – zapytała zbolałym głosem wpatrując się weń jak w obraz. Pokręcił głową, aż jasna grzywka znów zasłoniła mu oczy, cofnął się o krok, i jeszcze o jeden.

- Nie, moja śliczna – tak będzie lepiej dla nas obojga, a zwłaszcza dla ciebie.

W Agnes jakby grom uderzył, nie była w stanie wykrztusić ani słowa, nie mogła nawet ruszyć się z miejsca.

- Żegnaj – powiedział już tylko on i podobnie jak poprzedniego wieczoru zniknął, jakby rozpłynął się we mgle.

W Agnes wszystkie uczucia puściły jak tama, czuła jak zalewa ją fala rozpaczy i upadła na kolana.

- Nie zostawiaj mnie Adrianie, proszę – wyszeptała choć wiedziała, że on już jej nie słyszy. Zszokowana ostatkiem sił podniosła się z miejsca.

Nie mogła go zatrzymać, odszedł, tym razem na dobre i nigdy już go nie zobaczy.

............................................................................................................

Adrian zły sam na siebie usiadł w pustym pokoju ogromnej biblioteki shinigami. Przed nim leżało cinematic record Agnes. Zamierzał właśnie zapoznać się z historią całego jej życia. Po dzisiejszych wieczornych, dziwnych jak dla niego przeżyciach czuł się niezwykle zagubiony. Może kiedy obejrzy to w końcu, tak jak powinien był zrobić od razu, będzie mógł zrozumieć co się z nim dzieje. Bardzo chciał odzyskać dawną pewność siebie. Może potem zdecyduje co ma dalej robić. Tak naprawdę chciał po prostu popatrzeć na nią raz jeszcze, do czego nie przyznał się nawet sam przed sobą.
_________________
AnnCrevan
 
     
REKLAMA 

Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Poziom: 0
HP: 0/0
 0%
MP: 0/0
 0%
EXP: 0/0
 100%
Wysłany: 2016-08-02, 15:46     

 
     
Dahilia 


Wiek: 23
Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Skąd: Świebodzin
Poziom: 35
HP: 278/3484
 8%
MP: 1663/1663
 100%
EXP: 56/130
 43%
Wysłany: 2016-08-02, 15:46     

O rany. Nadrobiłam i czuje niedosyt. Więc kochana kiedy kolejny rozdział ?? ; p
 
     
AnnCrevan 
AnnCrevan


Dołączyła: 17 Lip 2016
Posty: 13
Skąd: Chorzów
Poziom: 2
HP: 0/30
 0%
MP: 14/14
 100%
EXP: 3/8
 37%
Wysłany: 2016-08-04, 19:21     

Minęło kilka dni. Dla Agnes pustych i pozbawionych sensu. Aby uniknąć niewygodnych i męczących pytań Barbary, zasłaniając się chorobą, poprosiła o kilka dni wolnego i zaszyła się w domu. Całkowicie odcięła się od świata, by móc w samotności przeżywać swą stratę i ból. Była zakochana do szaleństwa, tego jednego była pewna, tak jak i tego, że straciła jedną szansę na prawdziwą miłość w swym życiu. To musiało się tak skończyć, bo po prostu miała pecha do facetów i nic tego nie mogło zmienić. Jak dotąd nie martwiło jej wcale, że była sama. Nie potrzebowała nikogo, rodzice zamieszkali gdzieś na rancho w Oklahomie, hodując konie bo na starość dość mieli miejskiego zgiełku. Odwiedzała ich w każde święta, o ile mogła sobie na to pozwolić. Jej matka dzwoniła regularnie co niedzielę, ale po za rodzicami i Barbarą nie miała nikogo bliskiego. Nigdy też jak dotąd żaden mężczyzna nie zajął miejsca w jej życiu, ani w sercu. Wiedziała, że Adrian był inny niż większość mężczyzn jakich znała do tej pory, był wyjątkowy. Nie tylko ze względu na swą urodę. Czuła, że jest w nim coś takiego, czego nie umiała nazwać, a co w nim ją szalenie pociągało. Jakaś tajemniczość, aura która otaczała ją i wciągała kiedy tylko był blisko niej. Był naprawdę wspaniały, i pokochała go z całego serca od pierwszego spotkania. Tyle, że nigdy więcej już się nie zobaczą. Adrian jej nie chce, a co gorsza nie kocha i nigdy nie pokocha. Nic i nikt już jej nie pomoże. Miała złamane serce i swój ból chciała przeżywać w odosobnieniu, celebrować go bo tylko on jej pozostał. Dlatego odcięła się od świata, aby na tych kilka dni i na nic zadały się uporczywe telefony Barbary, a nawet jej wizyty i wieczne wystawanie pod drzwiami przyjaciółki. Agnes nie chciała na razie widzieć nikogo i z nikim rozmawiać. Jedynym odstępstwem od tej izolacji była jej codzienna wizyta w owej restauracji, w której po raz pierwszy spędzili wspólne chwile. Przychodziła tam zawsze o tej samej porze, siadała zawsze przy tym samym stoliku, zamawiała to same danie i choć nic nie umiała przełknąć, atmosfera tamtego wieczoru wracała wraz z wspomnieniami, mogła wyobrazić sobie, że on zaraz tu będzie, już za chwilę ...

Nie zamawiała tylko szampana, nie tylko dla tego, że nie było ją stać na tak drogi rocznik, ale po prostu nie miała powodu do toastów. Ani do świętowania.

Barbara która przez kilka dni nie dawał jej spokoju swymi telefonami i nieustannym pukaniem do jej drzwi, tego wieczoru po raz pierwszy dała za wygraną. Agnes mogła więc w spokoju delektować się swoją rozpaczą. Coś jeszcze się zmieniło. Kiedy już usiadła na znajomym miejscu w restauracji, przy tym samym stoliku, podszedł do niej zamiast tamtej kelnerki zupełnie ktoś inny. Ubrany w czarny frak, wyglądał jak kelner i chyba był tu nowy. Ale wydał się Agnes troszkę dziwny jak na kelnera. Elegancki był i wyprostowany jak świeca, o czarnych jak heban włosach, krótko ściętych z tyłu, a z dłuższą grzywką po obu stronach twarzy. Agnes podniosła wzrok, kiedy stanął przy jej stoliku. Był jakiś niezwykły i przerażający w swej uniżoności, bo ukłonił się przed nią i zapytał.

- Czego pani sobie życzy?

Ona zagapiła się przez chwilę, bo głos miał stanowczy, mocny ale miękki jak szelest wiatru, twarz przystojną i młodą, a kiedy spojrzał na nią odniosła wrażenie, że jego oczy mają rubinowy kolor. Ale pewnie jej się zdawało, bo kiedy spojrzała raz jeszcze były brązowe.

- To co zawsze?

Milczał, i chyba nie wiedział o co jej chodzi, ale cierpliwie czekał.

- Polędwiczki w sosie z borowików.

Stał nadal przy stoliku i nagle pochylił się nad nią i wyszeptał takim głosem, że przeszły ją dreszcze.

- Pytałem czego sobie życzysz, Agnes?

- Skąd ...- zdziwiła się – skąd znasz moje imię?

Uśmiech jakim ją obdarzył wydał się jej dziwnie straszny.

- Jestem Sebastian Michaelis i po raz trzeci pytam cię, czego sobie życzysz Agnes French?

Znów jego oczy błysnęły czerwienią, był i piękny i groźny zarazem tak, że poczuła jak dreszcz strachu ogrania ją całą. Wpatrzona w swego rozmówcę ledwo zdołała wyjąkać.

- Skąd ...

- Nazywam się Sebastian Michaelis i przybyłem tu by spełnić twe najskrytsze pragnienia. Wiem, że kochasz Adriana Crevana i wiem, że ponad wszystko na świecie pragniesz by on odwzajemnił to uczucie.

- Kim jesteś?

-Demonem.

Agnes przeraziła się nie na żarty, czuła bowiem, że niesamowity towarzysz mówi prawdę. Po prostu wiedziała, że tak jest.

- Czego chcesz ode mnie?

Sebastian jeszcze bardziej zbliżył swą twarz do jej twarzy. Faktycznie jego oczy miały teraz barwę czerwieni. Jego uśmiech nadal ją przerażał. Spojrzał jej prosto w oczy, jakby chciał czytać nie tylko w jej myślach, ale też w jej duszy i w sercu. Potem wyprostował się i rzekł.

- Wysłuchaj mnie teraz uważnie i pozwól że coś ci zaproponuję. Zrobię to tylko raz. Zawrzyjmy pakt. Ja dam ci to czego pragniesz najbardziej na świecie, a ty w zamian dasz mi coś czego potrzebuję ja.

- Co masz na myśli? Co możesz mi dać?

- Miłość Adriana Crevana, tego przecież chcesz prawda?

Agnes milczała, musiał mówić prawdę. Był demonem, bo nikt inny nie mógł znać jej najskrytszych pragnień, które z całą pewnością wyczytał w jej sercu. Wiedziała też, że może spełnić je jeśli ona zgodzi się na jego propozycję, a także czego chce od niej w zamian.

Mimo to zapytała ze strachem.

- A czego chcesz w zamian?

- Twojej duszy – rzekł po prostu – ale dobrze się zastanów czy tego na pewno chcesz, po zawarciu paktu będzie już za późno by się rozmyślić. Mogę ci obiecać, że Adrian Crevan pokocha cię tak jak tego pragniesz, jednak potem twoja dusza będzie należała do mnie.

Agnes myślała, że śni. Nie wierzyła własnym oczom i uszom. Naprawdę rozmawiał z nią demon i naprawdę mógł dać jej to, czego chciała tak bardzo, że była gotowa oddać mu swa duszę.

- Wiec? Jaka jest twa odpowiedź?

- Mogę zastanowić się przez chwilę? Przyznam, że jestem troszkę zaskoczona twą niezwykłą propozycją.

Sebastian skrzywieniem ust wyraził swe zniecierpliwienie.

- Nie musisz się na nic zgadzać, nic nie musisz. Wiedz jedno, jeśli powiesz „nie" ja odejdę i już nigdy się nie spotkamy. Lecz jeśli odejdę, nigdy też twe marzenia nie spełnia się. Nie zobaczysz już Adriana Crevana i już na zawsze twoje serce będzie rozdarte. Ja mogę to zmienić, tylko ja! To jedyna okazja i jedyna taka szansa. Zastanów się, bo drugiej już nie będzie!

- Ale żądasz ode mnie mej duszy - zadrżała Agnes, bo jego słowa wzbudzały w niej lęk.

Znów czerwień odbiła się w jego oczach.

- My demony spełniamy pragnienia ludzi, w zamian chcemy tylko jednego – ich duszy. Dusze ludzkie są bowiem dla nas pokarmem, który pozwala nam przetrwać wieki. Ale nie każda dusza się do tego nadaje. Demon pragnie tylko dusz czystych, niewinnych takich które mają swe pragnienia i nieskalane uczucia. Takie które zaspokoją nasz wieczny głód. Pomyśl co warta jest twa dusza, jeśli w zamian dostaniesz miłość tego o którym marzysz, a przez którego dziś tutaj siedzisz samotna i zrozpaczona. Tego bez którego twe życie traci sens. Jeśli odejdę i nie zawrzemy paktu to zachowasz swą duszę, ale twe serce w końcu uschnie z tęsknoty, bo nigdy nie pokochasz nikogo tak jak jego. Twa dusza wkrótce pogrąży się w rozpaczy, będziesz wiodła życie samotne, puste i bardzo długie.

Agnes drżała, wiedziała że ma rację.

-Przypuśćmy, że zgodzę się na nasz pakt, ile czasu mi zostanie zanim przyjdziesz po moją duszę?

- Nie obawiaj się, bardzo wiele, jestem cierpliwym demonem. Jeśli tego sobie zażyczysz, dusze twą zabiorę dopiero w dniu twej śmierci, nie wcześniej. Tego możesz być pewna.

Agnes poczuła coś na kształt ulgi, co było dziwne, ale chciała wiedzieć więcej.

- Jeśli się zgodzę to jaką mam pewność, że Adrian odwzajemni moje uczucia tak jak obiecujesz?

Sebastian nadal był opanowany mimo, że on była niezdecydowana. Może jeszcze za wcześnie, może nie jest jeszcze gotowa? Przecież gdyby się omylił w swych osądach to jej dusza, tak spragniona miłości nie przyzywała by go, czuł to wyraźnie. Potrzebował bardzo duszy tej dziewczyny, by zrealizować swe zamiary, nawet bardziej niż nasycić nią swój głód.

- Agnes French, demony zawierają pakty z ludźmi od zarania dziejów. Pakt będzie przypieczętowany znakiem, który jest gwarancją, że to czego pragniesz się stanie, ja zaś musze ci służyć dopóki on się nie wypełni, po to tu przybyłem. Adrian Crevan odwzajemni twe uczucia tak jak sobie życzysz.

- Do końca moich dni?

- Oczywiście.

- I zobaczę go znowu?

- Nawet jeszcze dziś, jeśli zgodzisz się na moja propozycję.

- Będzie kochał tylko mnie?

Sebastian uśmiechnął się swym demonicznym uśmiechem. Jacy ci ludzie są słabi. Dla kilku głupich chwil uniesienia, dla szybszego bicia serca, dla czegoś co nazywają miłością, ta dziewczyna odda mu swoją duszę. Zaraz na pewno zawrą tak długo czekany przez niego pakt. A potem wszystko będzie po jego myśli.

Agnes nie zastanawiała się długo, demon miał racje, po co jej życie bez miłości Adriana, życie w wiecznym bólu i tęsknocie za nim?

Kochała Adriana Crevana i chciała tylko jego miłości.

- Dobrze, zgodzę się na twą propozycję demonie, ale powiedz mi jeszcze tylko jedno?

- Co takiego?

- Zawarcie paktu, czy będzie dla mnie bolesne?

- Odrobinkę , będziesz też nosiła znak naszego przymierza w miejscu na twoim ciele, które pozwolę ci wybrać.

- Oby nie na widoku, żeby tylko Adrian ...

Sebastian znów demonicznie się uśmiechnął i ukłonił.

-Jak sobie życzysz, moja Pani.

Wyciągnął rękę, a Agnes podała mu swą dłoń i zapadła w otchłań.
_________________
AnnCrevan
 
     
AnnCrevan 
AnnCrevan


Dołączyła: 17 Lip 2016
Posty: 13
Skąd: Chorzów
Poziom: 2
HP: 0/30
 0%
MP: 14/14
 100%
EXP: 3/8
 37%
Wysłany: 2016-08-04, 19:22     

sorki, że tak zwlekałam, ale miałam sporo na głowie :-/
_________________
AnnCrevan
 
     
Dahilia 


Wiek: 23
Dołączyła: 06 Sie 2013
Posty: 1792
Skąd: Świebodzin
Poziom: 35
HP: 278/3484
 8%
MP: 1663/1663
 100%
EXP: 56/130
 43%
Wysłany: 2016-08-07, 20:53     

Jestem ciekawa jak to pociągniesz bo osobiście nie wpadłbym na to żeby przez pakt był z nią, za pewne zaskoczysz nas czymś ale jeśli go kocha szczerze to powinna dać mu odejść a przecież do miłości nie da się nikogo zmusić. Jakie problemy z tego wynikną bo to mnie bardzo ciekawi ; p
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


 
 
 
 
 
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme created by Forum Komputerowe